Lekcja druga: Kalambury

08.02.2012
U Piotra G. idzie gładko, pięciu Polaków i jeden polski Hiszpan:



A Bebe wśród Chinek, jak po kolana w górskich zaspach. Chinki rysują pięknie, czarują nowe światy: cywilizacje zamknięte w bańki wstańki, fale zaklęte w glinie, głowy tygrysów w kolorach podstawowych. Ale cóż z tego, jak komunikacja przypomina wydeptywanie nowych ścieżek w świeżym śniegu. Jedna chwila nieuwagi i siedzisz uwięziony po pas w białym puchu. W butach mokro.

Jedna z Chinek pokazuje niedokończone figurki w szkle.
- Czy potrzebować artykuły już?
- Hmmm...tak musisz dokończyć jedną pracę i pokazać ją na wystawie.
- Nie, artykuły. Potrzebować artykuły?

Bebe błądzi, tabula rasa. Chinka od tygrysa robi przekład symultaniczny rodaczkom, a te systemem jarmarcznym, jedna przez drugą, zaczynają tłumaczyć:
- Artykuł, ossi, ossis! Jak poprzednio.

Chinglisz Bebe obcy. Jakie poprzednio, jak to mój debiut nauczycielski? Debiut, który skończy się niechybnie pedagogiczną śmiercią. Nawet migi nie pomagają.
- Przepraszam, ale nic nie rozumiem - Bebe przyznaje bezradnie.
- To do napisania to.

Ossi...ossi - Bebe szuka śladów.
- Esej! - zapala się żarówka, a Chinki z aprobatą kiwają głowami.- Ach esej! - Bebe chwyta się cienkiej nitki porozumienia - Tak musicie napisać esej. Dwa tysiące słów. Termin oddania za sześć tygodni.

Miny im zrzedły, cały wysiłek na marne. A można było zagrać kartę cudzoziemca i nic nie zrozumieć.
10 komentarzy on "Lekcja druga: Kalambury"
  1. O matko!! Jaki stary ten program, pamiętam go!! :):) Jezu, to jakbym w inną epokę się przeniosła. A Chinka wymiata, nie ma co :):) A dwa tysiące słów to nie tak dużo, boją się te studenty? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boją się i drżą. Bebe też się boi, ktoś te peany będzie musiał przeczytać... :D

      Usuń
  2. Anonimowy07:57

    heheh Bebe normalnie jak zaczynam dzień od Twoich wpisów to od razu mi lepiej :))) Kamila

    OdpowiedzUsuń
  3. haanyz10:16

    to rozmawiaj z nimi po chinsku - cing ciang ciong;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Anonimowy11:38

    hehe Bebe jak sie czyta to jest śmieszne ale nei zazdroszcze ci- a może to tylko kwestia czasu:)
    NIKI822

    OdpowiedzUsuń
  5. Bebe da radę, bo jak nie Bebe, to kto?!

    pozdrawiam
    m.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ossi, ossi rozłożyło mnie na łopatki!:-) I myślę sobie, że Twoi studenci niewiele różnią się od moich uczniów tu, w Polsce, bo czasami - pomimo tego, że mamy wspólny język ojczysty - ja też zupełnie nie wiem, o czym oni, do cholery jasnej!, mówią!;-)
    I oczywiście gratuluję piatego miejsca! Jestem z Ciebie dumna! I z siebie tez, bo znalazłam Cię na początku konkursu i od razu wiedziałam, że 'coś z Ciebie będzie!' ;-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) i ja się cieszę, że miałaś nosa. A studenci może mówią innym językiem, ale jeszcze tak niedawno i ja tam byłam. Lubię ich.

      Usuń
  7. haha":)) moje obie młode panie Chinki dobrze porozumiewają się po angielsku. Natomiast starsza pani Chinka znała tylko rosyjski i polski - i niestety to był masakryczny polski.
    -Gdzie leżą wasze proszki? No gdzie?
    - W apteczce? W aptece? A u Was w Chinach?
    - Na cmentarzu! U nas na cmentarzu leżą nasze proszki.
    Chodziło o przodków:)Niemowlak to niewielak, słońce to słonice itp. itd. Męczarnia to była okrutna!
    Ni hao Bebe laoshi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. buhahaha! Fantastycznie, taki smak globalizacji najwidoczniej. Mimo wszystko podoba mi się.

      Usuń

Auto Post Signature

Auto Post  Signature