Image Slider

Rehabilitacja

14.09.2018
[Po 4 tygodniach ze streptokokami...]

Prolog: Rok temu "wypadł" mi dysk i do dziś hula gdzieś w okolicach krzyżowych.

Dane mi było zaznać życia rencistki i 4 tygodnie lata spędzić na półkoloniach w centrum rehabilitacji w Wielkim Mieście Wojewódzkim. Codziennie rano, dostarczywszy uprzednio Grudkę do ochronki*, stawiałam się w sportowym outficie w przybytku zdrowia uzbrojona w bidon, dwa ręczniki i kostium kąpielowy.

Mój indywidualny plan dnia zawierał niemal wszystko. Od klasycznych masaży, przez ćwiczenia równowagi, egzotyczne łóżka wodne, pantomimę rowerową w basenie, progresywną relaksację, po wykłady z prawa socjalnego dla rencistów, feng shui w biurze i psychologii bólu. Holistyczne podejście do problemu mile mnie zaskoczyło.

Jednak, wbrew początkowym oczekiwaniom, okazało się, że rehabilitacja to jednak nie urlop. Lwią część dnia stanowiły czynności wyciskające ze mnie siedemnaste poty. Co w sumie nie było trudne, zważywszy, że właśnie w Bawarii odnotowywano - jak co roku - falę upałów stulecia. Nietrudno było stracić też w tym procesie trzy kilo żywej wagi. Zwłaszcza, że stołówka kurtuazyjnie zapominała o duecie mych nietolerancji i częściej niż rzadziej w ofercie miała dla mnie jedynie talerz sałaty, w dobrym dniu - okraszony surową marchewką.

Czy pomogło? Pomogło! Zwłaszcza ten trzeci tydzień, gdy Grudka zachorowała na ospę* i kiblowała z ojcem w domu, a mi odpadły liczne obowiązki i odpowiedzialności. Człowiek (ja!) jednak dużo nosi w głowie. Człowiek (ja) może się nauczyć, że dla swojego ego chce i może zrobić wiele (20 sekund plank w najtrudniejszym wariancie! A co to dla mnie!), ale może tym sobie bardziej zaszkodzić niż pomóc. Człowiek (ja) może być zmuszony uznać, że zajmowanie się sobą to nie luksus, a konieczność.

Człowiek (ja) może też odkryć, że nie trzeba tej cytryny życia cisnąć do ostatniej kropli. Że można z tej cytryny zrobić też lemoniadę. Tylko trzeba sobie dosypać cukru.

"Radykalnie zwolnić i odpuścić" odnotowano mi czerwonym flamastrem na podsumowaniu.

Idę kupić cukier.


[...]
Tymczasem Grudka przeskoczyła przez płot ochronki i w sąsiadującym przybytku awansowała do miana przedszkolaka. Pół dnia w grupie Uszatków przeczesuje mej Potomce mózg na tyle, że na własne życzenie latorośl dokonuje wieczornych ablucji już w czasie Teleexpressu. Życie byłoby piękne, gdyby nie jej spontaniczne pobudki między 4:30 a 5:30. Niestety, Grudka uznaje, że wstawanie to zajęcie grupowe. Od dwóch tygodni cieszymy się, gdy budzik o 6:20 zastaje nas jeszcze w łóżkach.



* Co odnotowuję na wypadek, gdyby kiedyś historia próbowała się powtórzyć, a moja córka w panice perspektywy rychłego rozmnożenia dowiedzieć, jakie choroby zakaźne udało jej się zaliczyć.

Okno bez zasłonek

06.07.2018
Lubię, gdy ludzie nie mają zasłonek w oknach. Mogę wtedy podglądać ich w domach, gdy wieczorem idę przez wieś. Widzieć, jak urządzili swoje domy. Liczyć ile osób ma dokładnie tą samą brzydką lampę w dużym pokoju. Patrzeć czym się właśnie zajmują i co oglądają w telewizji. Daje mi to poczucie wspólnoty. Przeświadczenie, że jesteśmy do siebie podobni.

Od 2,5 tygodnia nie spaceruję po zmroku po Małej Wsi. Leżę w łóżku okupowana przez wojska zrzeszone streptokoków, wirusów influenzy i opryszczki. Myślałam, że po tak długiej przerwie bardziej będzie mi się chciało. Wierutne kłamstwo!  O c z e k i w a ł a m, że będzie mi się chciało. Działać.

A tu nic.

Głowa jak z betonu, mózg nadal na wewnętrznej pielgrzymce. Suchoty, katary, kaszle i inne atrakcje, tak niekompatybilne z pogodą za oknem.

Czekam. Aż mi przejdzie. Ale ile można?
Wiewiór pociesza, że powrót może mi zająć tyle, co ta cała choroba.
Normalnie tylko pójść i strzelić sobie kolejną dawkę antybiotyku.

Ale w malignie doszłam do jakże zaskakujących wniosków na temat mojego życia (no bo czyjego?!):

1. Tęsknię za pisaniem.

2. To, że teraz zawodowo rysuję, nie oznacza, że muszę ilustrować każdy post na bloga.

3. W zasadzie, nie muszę ilustrować żadnego posta na bloga.

4. Pisanie dla samego pisania i dokumentowania swojego życia i własnej przyjemności i krążące wokół własnego ego jak ćma wokół żarówki - jest całkiem przyjemnym sposobem na spędzanie wolnego czasu* i....

5. MOGĘ SOBIE NA TO POZWOLIĆ, nawet jeśli:

                  a. nikomu się to nie spodoba, nie przyda ani nie pomoże
                  b. nie zmieni to świata na lepsze
                  c. są bardziej pożyteczne rzeczy do roboty
                  d. to tylko dla mnie


Zrozumiałam w końcu, że dla mnie blog jest jak okno bez zasłonek.
Zaglądajcie jeśli chcecie.


*którego w prawdzie mało, ale jak już się zdarzy....

Auto Post Signature

Auto Post  Signature