Image Slider

Kalendarz 2016 - Sierpień

28.07.2016


Sezon ogórkowy (nawet jeśli celebrowany w pracy) lubuje się w strefach wolnych od wifi, więc dzisiaj krótko:

Narodzie, czas zmienić tapetę na pulpicie i wydrukować sobie sierpień!
(to by dopiero było, gdyby miesiące niewydrukowane nieodwołanie nie miałyby miejsca, imaginujecie sobie?)

Tędy proszę!  KLIK!



----

A na deser wieść od mamy Ady. Pozwólcie, że zacytuję:
"MAMY JĄ !!!! I TO TYLKO DZIĘKI WAM! ZACZYNAMY LECZENIE !!!
Dziękujemy wszystkim którzy pomogli nam zdobyć pierwsze trzy opakowania - Fundacji Pomóc Więcej, Panu Michałowi, Pani Joannie, Pani Sylwii za zaangażowanie.Pani Beacie że tak wszystko sprytnie załatwiła. Ilustratorom za Wasz upór i potężny wkład w zbiórkę. Oraz wszystkim pomagaczom :) Dzięki Wam wszystko co niemożliwe stało się możliwe!"
 💙 💙 💙


Selfie z Syrenką

24.07.2016
Przyszły dobre wieści z Warszawy. Znalazł się sponsor, dzięki któremu druga ławka z tekstem Magdy Kiełbowicz i moimi ilustracjami stanęła w stolicy. Pod Centrum handlowym Arkadia do września można sobie posiedzieć z Syrenką Warszawską, potrzymać ją za rękę, ba! na kolanach też jej można usiąść. Mniejszym ludziom można nawet strzelić fotę z panoramą Warszawy (zajrzyjcie za oparcie - nie bójcie się wejść na trawnik). A w przypływie szaleństwa przysłać mi nawet mailem - marzy mi się galeria z waszymi zdjęciami na moich zaczytanych ławkach...zwłaszcza, że sama prawdopodobnie ich na żywo nie zobaczę.

Tu Syrenka z jakże na czasie akcentem narodowym:

Foto: (niezastąpiona i wszechobecna) Zosia Gasik
I jeszcze kilka zbliżeń (i jak tu nie kochać Zosi, która mimo Planety z kosmitą na orbicie i Pierworodnym uczepionym do nogi, robi takie fajne rzeczy. A na jej blogu Like the way you look - spoilers! - można się czasem dopatrzeć Grudki i nie dowierzać, że już taka duża):

Foto: Zosia Gasik

Foto: Zosia Gasik

Foto: Zosia Gasik

Foto: Zosia Gasik

Gdyby ktoś chciał obejrzeć wszystkie Zaczytane Ławki, tu mapka z koordynatami: http://zaczytani.org/portfolio/spacerek-szlakiem-literackim-w-warszawie/

Wywiadówka

20.07.2016


Nie dalej jak w zeszły poniedziałek NaszPanie w liczbie dwóch otoczyły mnie szemrzącym kordonkiem i zaprowadziły na zaplecze przybytku nauki dla kurdupli. Posadziły przy okrągłym nomen omen stole, wyciągnęły segregatory z aktami. Zanim zaczęły wykład o sukcesach naukowych Grudki, zapytały: Czy chce Pani wody? Czy aby na pewno nie chce pani wody? Nie chciałam. Teraz wiem, że było to głupie.

Po kilku latach dzielenia łazienki i ciszy z muzykami, prosiliśmy opatrzność, wszechświat i wszystkie dostępne moce w intencji wtedy jeszcze nienarodzonej Potomki: Wszystko, tylko nie talent muzyczny. Bogowie są ewidentnie przygłusi (powinni w te pędy zapisać się do laryngologa na czyszczenie uszu) lub nader skrupulatni.

Wypowiadając te słowa mieliśmy na myśli instrumenty muzyczne, do których Potomka rzeczywiście nie pała szczególnym afektem. Grudka wykazuje bowiem awersję do hałasu, tak obcego (nie odkurzaj tu przy mnie!), jak i generowanego własnoręcznie (stukając w bębenek mruży oczy i z grymasem odrzuca pałeczki). Wyjątek stanowi jej głos.

Grudka śpiewa. Staje na stopniu, odwraca do widowni leżącej pokotem na dywanie i urządza recitale. Potem robi sobie za klakiera nawołując brawo i klaszcząc sobie samej z entuzjazmem, że aż jej grzywka na oczy spada. Ma potencjał divy. Staje na balkonie i pozdrawia każdego przechodnia i psa (bo pies to wyjątkowy rodzaj człowieka) gromkim "Haaaaaalo!" oraz "Ciao!"

Niby wiedzieliśmy o tym wszystkim, ale rodzic potrafi jednak to i owo naumyślnie przeoczyć i wyprzeć...

NaszPanie pochyliły się nad rubryką "Szczególne uzdolnienia": Pani córka wykazuje szczególne uzdolniona muzycznie. Zalecałybyśmy od przyszłego roku akademickiego dodatkowe zajęcia w szkole muzycznej.

Zaschło mi w gardle.
Wody! Dajcie mi wody!

Się umiera

12.07.2016


Mówili mi, że od tego się nie umiera.

Jest upał. Północ. 26 stopni. Powietrze można kroić nożem. Grudka zaś od dwóch godzin szatkuje na mulion kawałków nasze bębenki. Chyba rośnie. Domaga się ciągłych dostaw energetycznych w postaci makaronu i chleba. Odmawia ruchu dwunożnego. Wisi koalą na konarach ramion. Głównie moich. Ojciec stał się nagle nader odpychający. Zwiększyła dostawę decybeli z powodów najczęściej nam nie znanych. Pochylamy się, jesteśmy obok, coraz mniej przytomni. Chce wody i jednocześnie jej nie chce. Butelka przelatuje w nad-dźwięku długość przedpokoju. Mamy wrażenie, że Wróżka Zębuszka też próbuje się wbić na tą imprezę.

Idziemy na spacer. Ja - gigantyczny muchomor w piżamie w groszki. Wiewiór w kapciach i w koszulce Supermena - obaj nieco wymięci. W pierwszych dwóch minutach budzimy połowę Wsi Małej. Potem już tylko cisza. Wiewiór opowiada irlandzkie historie o Lolopie. Grudka patrzy na świat nocą, zdziwiona. Wracamy. Idziemy spać.

1:35 - Ktoś chlusną wiadrem deszczu na naszą ulicę. Nareszcie.

2:05 - Grudka.

3:12, 3:53, 4:02, 4:48, 5:17.....

5:38 - "Mam-ma!" - wyciąga mnie za palec z łóżka. "Jiść!" - wskazuje na swoje krzesło. Wyjmuję z lodówki jogurt, piję szklankę wody. Włączam tryb active zombie, czyli byle nie usiąść - bo zasnę. Zmywarka, pranie, prysznic, kanapki do pracy. Jadę na autopilocie. Leje. Zapominam włożyć Potomce deszczak, o czym przypominam sobie dopiero przy wyjściu z ochronki. Plany na wieczór zastępuję jednym słowem: Sen.

Tak proszę Państwa, od tego SIĘ jednak umiera. Klinicznie. Dla siebie. Nieco bardziej niż by się czasem chciało. Na dzień, dwa, do następnego niewyspania w wersji ekstremum (Święty Graal to jednak w tej rodzinie unikat). Nie, uśmiech dziecka nie wynagrodzi. Uśmiech dziecka to znak, że znów udało nam się przeżyć. Coś razem.

Jeszcze rok, może dwa, i się obudzę.
C'nie?


(...)
Czy to odmienne stany świadomości?
Czy halucynacje?
Nie! To nowe szaty blogusia!
Dogrywanie szczególików jeszcze trochę potrwa.
Ale największy szok już za Wami ;)

(...)
A widzieli Państwo jaką pasiastą fanaberię sprzedaje w aukcji dla Ady niejaka Marianna Oklejak? Czy jest na sali, ktoś kto chciałby to dla mnie kupić? #ChcęToBardzo!

Domek

01.07.2016

Plakat 50x70cm na papierze afiszowym (120g) bardzo matowym

Tadam!

Oto dom z życia Biskwita. Kaczka na pudełku kredek zapisała mi specyfikacje: ma być lodziarnia, Barbie school, bębenki, przedszkole, pies, kawiarnia, dentysta i super bohaterowie. Słowem: to co Biskwity lubią najbardziej. Smagana wiatrami rzeczywistości innych projektów skończyłam to dzieło po godzinach, nie jak przewidywałyśmy w grudniu na urodziny solenizantki, ale dokładnie pół roku później. Niech zacytuję klasyka: Oto budowla "dla cierpliwych" ;) Solenizantka łaskawie przymrużyła oko na obsuwkę czasową. Uf!

Gdyby Drogie Społeczeństwo zapragnęło na swej pustej ścianie wieżowca z takim wnętrzem - niech przesyła sygnały dymne mailem. Posiadam jeszcze 5 sztuk. I kuszę.

A gdyby komuś uwidziło się zupełnie inne wnętrze... no cóż - fundamenty już postawione, ołówki zaostrzone - mogę te okna wypełnić zgodnie z Waszym widzimisię. Zapraszam! Nawet z najbardziej ułańską fantazją. Tędy: bebeluszek[małpa]gmail.com

Zadowolona klientka rekomenduje:

"Gdzie jest Stefano Biskwicie?"

A tu widok detaliczny:

Dokładnie tyle kulek zjadłam dzisiaj we Wsi Dużej na cześć nadchodzącego weekendu.
Miłego i Wam!




Auto Post Signature

Auto Post  Signature