Wkładka

01.05.2016
 


A było to tak:
1 maja. Wiejskie obchody wniesienia majowego drzewa (czyt. pięćdziesięciu chłopa w szortach ze skóry stawia do pionu maszt na mulion pięter). Ludowe falbanki, gorsety, orkiestra dęta, kiełbasa z grilla, piwo, precle, każdy coś przynosi. Okazało się, że rodzice dzieci z ochronki dostarczają jadła do bufetu pt. ciasto i kawowa lura. Na ochotnika, rzecz jasna. Mama Grudki! Mama Grudki, Pani się jeszcze nie wpisała na listę piekących! Proszę nadrobić to przeoczenie.

Poniosłam zatem, świecką tradycją, placek z malinami.Kiedy otworzyli bufet, Wiewiór zamówił kawałek mojego, bo wielkim fanem jest. W pewnym momencie zaczyna dłubać w swym kawałku, wyjmuje zeń coś czarnego i pyta mnie co to za tajemnicza wkładka, chyba niedopieczona, bo jakoś dziwnie twarda. Studiujemy uważnie... Blednę, czerwienieję, blednę, mdleję, czerwienieję, odzyskuję głos: Chrabąszcza noga....z odwłokiem! Reszta pancerza tkwiła jeszcze między malinami. To chyba karaluch lub nadzwyczaj wyrośnięty wołek zbożowy... Wiewiór zbladł, potem zzieleniał. Zaczął prychać i pluć na wszystkie strony. Do tej chwili odmawia spożycia czegokolwiek. Mi też słabo. Zwłaszcza, gdy pomyślę, że ten, akurat ten kawałek mógł trafić się burmistrzowi Małej Wsi, który właśnie przede mną brał dwa kawałki malinowego na wynos. Przyznam, trochę mam nerwa, czy nie było ich tam więcej. Zauważyłabym przy mieszaniu, zauważyłabym prawda?!

Chujowa Pani Domu byłaby ze mnie dumna. 
32 komentarze on "Wkładka"
  1. Top 10 moich ulubionych historii!
    (Placze!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwiczę.
      Wiewiórowi (jeszcze) nieśmiesznie. Nie pozwolił mi o tym rozmawiać.... no i zdaje się tym sposobem nie muszę już piec ciasta. Przynajmniej w tym tygodniu.

      Usuń
  2. Nie no, widzę w tym ewidentnie ingerencję niebieską, jeden Janioł Stróż obracał plackiem jak w ruletce, a drugi pchnął Wiewióra do bufetu w TYM właśnie momencie co potrzeba.


    Zauważyłabyś- na bank!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeci Janioł nakazał burmistrzowi kupić jednak dwa kawałki ;)

      Usuń
    2. ....A może był to diabeł....

      Usuń
  3. :D Nie mogę się uspokoić :D

    OdpowiedzUsuń
  4. W razie potrzeby należy zachować zimną krew i wyjaśnić, że chityna krzepi.
    Znajoma rodziny dostała natomiast kiedyś w schronisku zupę z połową myszy. Pokazała ją. Zaproponowano jej drugą porcję tej samej zupy w ramach zadośćuczynienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rżę!!!!!
      (chityna)

      Pokładam się na podłodze!!!
      (Dokładka)

      Usuń
    2. No to jest, niewatpliwie i niezaprzeczalnie, historia nie do przebicia...
      Osobie proponujacej druga porcje tej zupy nalezy sie medal za brak wyobrazni - albo za odwage, bo jesli zrobil to w pelni swiadomie, to ryzykowal sporo ;)))

      Usuń
    3. A może to była promocja "Dokładka za wkładkę!"

      Usuń
    4. Wije sie w histerycznym spazmie na podlodze! Dokladka z mysza!

      Usuń
    5. Cóż, skoro w pierwszej porcji była tylko połowa myszy... Nie wiem, czemu tu się dziwić :P

      Usuń
  5. Ech, w ramach obrzydliwych opowieści: przyniosłam żem ostatnio ze sklepu ciecierzycę. Opakowanie fabrycznie zamknięte. Otwieram. Zgodnie z pierwszym punktem przepisu na zupę (namoczyć), namaczam. I co, widzę, wypływa? Jeden robal. Drugi robal. Trzeci robal. Dzięki Ci, Boże, za namaczanie!
    Odwłok. Buhehehehe. Chityna też odchudza podobno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ....to ja już wiem dlaczego w przepisach jest zawsze ten denerwujący ustęp "Najpierw przesiewamy mąkę..." ;)
      Idę po sitko! I będę namaczać!

      Usuń
    2. Oooo to, to!

      Usuń
  6. O motyla, tfu noga!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chrabąszcza, chrabąszcza kończyna!

      Usuń
  7. Hihihuhuhuhuhhahhahahah hihihuhhhjuhhhhhuhuhu hahahahahahhahahahhahhhahehehhehhhhe.... biedny Wiewiór...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiewiórowi nadal nie jest śmieszno. Dziwny jakiś.

      Usuń
  8. Bebe, łkam i wizualizuję!
    Grudka będzie miała boską historię w posagu :))

    Moja koleżanka melancholijnie opowiedziała kiedyś o prostej sałatce, jaką machnęła narzeczonemu na kolację. Na sałatkę składały się pomidory, solennie pokrojony gruby szczypiorek, a także, jak koleżanka zorientowała się, gdy narzeczony spożywał ze smakiem kolację, odkrojony wraz ze szczypiorkiem fantazyjny paznokieć koleżanki. Nie powiedziała ani słowa, co przypłaca regularną falą wyrzutów sumienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O fuuuuuuuj!!!!!!! Pozdrawiamy koleżankę!!!!

      Usuń
  9. Jeden wkłada w wypiek całe serce a inny żuczka domowego albo co tam ma pod ręką. Mężowi należy współczuć, mężowie to chyba mają generalnie pecha do "wkładek" - mój dostał od (przyszłej) teściowej żywego ślimaka (zamiennik czarnej polewki chyba).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, w malignie przy mieszaniu ciasta miałam utrudnioną wizję, ale żeby TAKIEGO okazu nie zauważyć.... Zaćmiła mnie chyba ta miłość do pieczenia.

      Mężowi ślimak wyszedł z talerza?

      Usuń
    2. Potraktował ślimaka po francusku czyli schrupał.
      Znając germańskie ochronki czasu na wypiek było mało i dzieło wiekopomne z węglowodanów powstawało po nocy? Ja byłam przeważnie tak zmęczona, że wmieszałabym słonia i tego nie zauważyła nic a nic...

      Usuń
  10. uuuhhhh...... Bardzom ciekawa, czy burmistrz tez dostal w przydziale kawalek odwloka :D Wypatrujcie listu z upomnieniem na papierze firmowym ;)

    A ja kiedys ugryzlam bulke zwykla pszenna, a tam, w babelku powietrza, mucha. Czarna, duza i ochydna.
    Mialam szczescie, bo JESZCZE akurat w tym kawalku bulki, który mialam w rece.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Burmistrz został oszczędzony. Choć może dosięgłaby go w ten sposób karma. Nie dalej jak przedwczoraj na widok naszego auta uwięzionego kołem między krawężnikami na parkingu jedynego wiejskiego sklepu (errrrrmmmm...to inna historia), burmistrz przykucnął, popatrzył, stwierdził, że pomoc drogową trzeba wzywać i poszedł po bułki.

      Na szczęście napatoczyło się kilku rolników, którzy siłą swych muskułów wyciągnęli nam powóz z dołka i uchronili przed odchudzeniem portfeli.

      Usuń
    2. Parkowanie to bardzo trudna sztuka! Rysuj nam te historie!

      Usuń
  11. ... oraz mowia, ze czlowiek spozywa w ciagu swego zywota okolo 20 pajakow? Czas zbadac kwestie chraboszczakow!

    (Widze, widze tego Wiewiora z udzcem w zebach i nie moge sie uspokoic!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy otóż w Polszcze firmę produkującą słodycze ze świerszczy. Przemielonych zdaje się, więc zapewne odnóży nie widać ;-). I otóż oni twierdzą, że każdy zjada przynajmniej kilo insektów ROCZNIE, więc Wiewiór nie musi się martwić :D.

      Usuń
  12. Ależ mi zrobiłaś dzień! Od razu człowiekowi lepiej, kiedy pomyśli, że są na świecie jeszcze bardziej utalentowane panie domu niż ja sama:-))) Buahaha! No nie mogę!:-))) (Oraz ja też brzydzę się wołków i innych im podobnych. Chociaż żadnego wołka jeszcze nie widziałam. Szczerze współczuję Wiewiórowi. Ha ha ha ha!:))))

    OdpowiedzUsuń
  13. Ponad dwie dekady temu u kuzynki, podczas ferii, jedliśmy płatki przysłane przez jej tatę z USA. Jedne z nich były z rodzynkami, inne z suszonymi malinami. I właśnie po otwarciu tych z malinami ukazał się naszym oczom ruchliwy biały robaczek. Ten to miał zacięcie na życie, przetrwał suszenie, pakowanie, podróż lotniczą etc. tylko po to, by skutecznie nas zniechęcić do dalszego spożywania ulubionych (i niedostępnych wówczas w Polsce) przysmaków.

    OdpowiedzUsuń

Auto Post Signature

Auto Post  Signature