Image Slider

Kalendarz 2016 - Styczeń

28.12.2015
Czekałam na ten moment od jakiegoś czasu. Czasu, który można policzyć już w latach, a niedługo nawet w ich dziesiątkach.

Nie wypada jednak dłużej czekać. Na odpowiedni moment, wenę, papier, stalówkę, wydawcę, sponsora, mecenasa, gotówkę, odpowiednią zawartość talentu w talencie, lekkość kreski, TEN pomysł, na gotowy (i idealny) projekt, aż się będzie wystarczająco dobrą. Na odwagę też nie wypada już czekać.

Wypada jednak: przestać dumać, kminić, rozdrabniać się w szczegółach, stać w przedsionku i spoglądać przez szparę drzwi.

Wypada: robić.

Otworzyć te cholerne drzwi.
Zrobić pierwszy krok.
A potem następne.
Co w 2016 zamierzam czynić. Z premedytacją.
Czego i Wam życzę.

Zatem, proszę Narodu, oto światowa premiera.
Bebe-Kalendarz na 2016! Za darmo i dla wszystkich.
W dwóch wersjach. A co!

Co miesiąc nowa kartka.

#1 Styczeń. Wersja do wydruku:


Do pokolorowania (lub nie) przez Was, Wasze dzieci, kuzynki, kolegów z pracy, przypadkowych gości, psa, teściową lub księgowego. Do ściągnięcia tutaj: Klik! Klik!


#1 Styczeń. Wersja na pulpit i w technikolorze:
 Wystarczy kliknąć w obrazek i zapisać sobie na dysku.



 Bierzcie i cieszcie oko!

✴✴✴ Ho! Ho! Ho! ✴✴✴

23.12.2015
Posprzątane mieszkanie: Jest!


  Zapakowane prezenty: Są!


 
 Grudkoodporna choinka: Jest!

 
Zatem pierwsze Święta w Trójcy czas zainaugurować:

Od Święta, nie dajcie się kochani zwariować. W Nowym Roku zaś zaszalejcie i zróbcie coś w końcu tylko dla siebie. Nawet gdyby to miała być tylko kanapka na śniadanie. A złote rybki w dwupaku rozdaję hojnie i każdemu, żeby Wam się wszystkie ale to wszystkie marzenia spełniały. Mua!

....tylko ktoś jeszcze musi pojechać po karpia trzy wioski w prawo....
....i usmażyć frytki, potem je zmielić, uformować w kulki i znowu usmażyć na głębokim tłuszczu. Wiem! Cholesterol skacze już przy czytaniu przepisu. Wiewiór wybrał jednak ten pogrom trzustek i koszmar cukrzyków w ramach wzbogacania polskiego stołu wigilijnego. Spierać się nie będę. Smakuje lepiej niż brzmi. Na szczęście.

Robótkowiczów 2015 poproszę jeszcze tędy: Klik! Klik!

Gwiezdna premiera

19.12.2015
A propos wczorajszej premiery.....Parzę kawę zbożową w kuchni i słyszę:





Transkrypcja z wolnego wybiegu:
- Kuu-Czysz... Kuu-Czyszzzz..... Poddaj się ciemnej stronie mocy. Użyj gniewu i zniszcz ten bastion buntowników!
Polimerowa wieża spada na podłogę, Grudka chichocze:
- Dobra robota Padawanie* mój!

*Uczeń mistrza Jedi


☃☃☃ SPECJALNA PRZEDŚWIĄTECZNA OKAZJA ☃☃☃
Grudka wystąpiła gościnnie u Olgi "O tym, że" --- klik, klik! 
W cyklu "Utulić lekturą" dzieli się jedyną słuszną pozycją. Mua!

Kiermasz

08.12.2015
Wróciłam, przeżyłam.
Debiut w  doborowym towarzystwie (Stella ❤ Zosia Gasik ❤) ma mniejsze oczy. Zwłaszcza, że obrodziło w Matki Nosicielki, które łowiłyśmy (chciałoby się powiedzieć z tłumów...) na magnes cud-gatków w wersji mini.
Było tak:

Zdecydowanie wygrałyśmy w konkursie na najładniejszy stragan.
Foto: Zosia Gasik


Do wyboru, do koloru :) Foto: Zosia Gasik

Bebekartki z Bebeautorką [Chyba jednak za krótkie te włosy.]
Foto: Zosia Gasik

Pierwszy w życiu kiermasz świąteczny okazał się sukcesem średniego kalibru - czyli świetny początek, prawda? (słyszę jak się cieszycie i zacieracie ręce! słyszę!). Sukcesem jednak wielkim jest, że 50 różnych motywów Beberazkowych doczekało się własnych guziko-przypinek, a 9 wylądowało na pocztówkach. NARESZCIE! Fanfary, oklaski, owacje!

Jest podstawowa komórka społeczna, są pomocnicy Świętego M., jest coś dla fanów motoryzacji,
są czworonogi różnej maści, torty, kwiaty, hulajnogi oraz cała bateria złotych rybek spełniających życzenia.

A teraz do tych zacierających ręce: W związku z tym, że na Wasze szczęście nie sprzedało się wszystko, całe pozostałe dobro zostało dziś zapakowane i zaniesione na pocztę. Jedzie sobie to dobro z Bawarii do Krakowa i od przyszłego tygodnia (o ile Poczta Polska nie zawiedzie) będzie dostępne w sklepie Absurdalia na ul. Grodzkiej 42 w Krakowie. Bierzta co chceta!

Pomysł własnej lady w internetach rozważam. Niechże to będzie hasło na 2016.

Jedno pytanie na przyszłość do wielbicieli pocztowych kartek:
Lepsze zwykłe czy składane?
Jakie kupujecie? Jakie wysyłacie?
Bo się Bebe produkcja bardzo spodobała i nabrała apetytu. Nakarmić trzeba.

Zakręcona

30.11.2015
....czyli ten dzień musiał kiedyś nastąpić:
Z bębna Grudka wróżyła



Są!

27.11.2015
To słowo mruczę sobie pod nosem od wczoraj. Dotykam przy tym maniakalnie połyskliwego papieru i wącham, wącham. Beberazki we nowym wcieleniu: Pocztówko-widoków! Chwalę się, bo tak się z nich cieszę. Tu pierwsze trzy motywy, które przytargał mi listonosz:




Zadebiutują w Mikołajki na Kiermaszu Świątecznym w Wielkim Mieście*.
Trema jest, ekscytacja jest, cudnie jest!

A kto wie, kto wie, może się nie sprzedadzą i trzeba mi będzie szukać lokalu w internetach, szyld malować, instrukcję do kasy fiskalnej czytać, o jenyjenykurdebele... kto wie, kto wie...

*gdyby ktoś chciał przejść przypadkiem tu koordynaty:
Carolinenkirche, Obermenzing, Niedziela (6.12) między 11:00 a 17:00.



Tour de Teutonia

25.11.2015
Wiewiór całą jesień spędza w delegacjach i nadgodzinach. Korzystając zatem z przywilejów słomianej wdowy, wyjęłam Grudkę z domowej rutyny i naraziłam na sytuację zwaną "podróżą". Z czego niejednokrotnie musiałam tłumaczyć się społeczeństwu, a najczęściej w gamie "ale jak? jak? jak?" Zatem.


Ku zdziwieniu, a czasem przerażeniu lub oburzeniu tubylców, nadal nie posiadamy samochodu.
Nadal jednak posiadamy dziecko. Równanie to w Bawarii najczęściej nie wychodzi na zero.
W pielgrzymkę po znajomych Teutonii ruszyłyśmy więc pociągami. Ale jak? Ale jak? I do tego sama? Z przesiadkami?

Sama.
Grudka w nosidło.
Spacerówka - origami w kostkę i w rękę.
Dobytek w plecak i jedziemy.

[Hildesheim i okolice]
Przystanek pierwszy: Hipisi w Stumilowym Lesie.
To jak powrót do domu. Tu poznaliśmy się z Wiewiórem. Tu zamieszkaliśmy po raz pierwszy razem. Tu kiedyś powiemy sobie "tak!" (a to już odrębna historia, w której tiulowe palce maczała Paulina Z widokiem na...)

Spędzamy tu tydzień. Głównie w pozycji horyzontalnej (ja) i kwarantannie (Potomka).  Pierwsze Grudkowe przeziębienie. W duecie wykaszlujemy sobie płuca, puszczamy bąble nosem, nagrzewamy wzajemnie rozgorączkowane policzki.


W międzyczasie Grudka odbywa pierwszą sesję zdjęciową tylko trochę nadgryzając dekoracje, zaznaje pierwszej w życiu kiełbasy z taką aprobatą, że niewątpliwe jest to córka swego ojca oraz odkrywa swój fetysz:



[Berlin]
Odżywamy karmione szarlotką i pieczenią z warzyw.
M. oddaje nam swoje łóżko. Chlejemy herbatę rumiankową. Wspominamy kajakowe wojaże.

Nadia Linek, człowiek z bajki, karmi nas bakaliami i epitetami:
- Bebe! Nie sądziłam, że jesteś taka strzelista!
Z ludźmi z bajki robi się fajne rzeczy, zwłaszcza gdy posiadają własny warsztat sitodruku. Dała mi nawet dotknąć! Na konkrety umówiłyśmy się na 2016. Będę producentem odzieżowym albo manufakturzystą plakatowym albo chałturnikiem pocztówkowym - w każdym razie BĘDĘ. Perspektywa nader ciesząca.

Na chwilę tonę w sklepie z tkaninami. Ale uchodzę z życiem i 3kg ścinków oraz całą wioską Wikingów:

Muszę wrócić po drugą część plemienia.


Jest w tym jeden szkopuł: Ja, córka krawcowej, nie potrafię szyć.
Na nowe hobby też nie mam czasu. Ale przychylne mi społeczeństwo zapewnia, że podołam. Zwłaszcza maszynie. Wrodzona naiwność każe mi wierzyć, że być może.

Potomki pierwsza wystawa.
Wniosek: Sztuka, której nie da się zjeść - nie jest warta uwagi.


Epilog paryski kończy wizytę w hauptsztacie minorową gamą.
To co daleko dotyka nas zaskakująco i bezpośrednio.
Znajoma znajomej.
Świat pogrąża się w panice.

Goggel goggel goggel - reasumuje Grudka i  skutecznie zagłusza radio, którego i tak nikt nie chce słuchać.

[Hannover]
Ciocia skrzypaczka, wujek gitarzysta.
Wegańska kuchnia*. Łóżko na antresoli.
Chrupki kukurydziane o smaku marchewki.

Pralka! Oto należyta motywacja, żeby stanąć na dwóch kończynach i tak trwać, trwać, trwać, trwać.......

*Uczę się. Dmuchałam bowiem w laktomat, przekroczyłam wszelkie dopuszczalne normy i jestem na odwyku. Jako trendsetterka wytyczam nowe szlaki: Weganie jedzący mięso. Mięganie?

[W drodze powrotnej]
Współpasażerka zadaje pytanie dekady:
 - Mamo, czy bycie martwym jest ważne?


P.s. Pamiętacie o Robótce, prawda?

❆❆❆ Ho! Ho! Ho! ❆❆❆ Robótka 2015 ❆❆❆

11.11.2015

Woźna robótkowa wypastowała podłogi. Odkurzyła sztandar i przeplotła mu kilka nowych wątków. Kaczka-Kierowniczka wyszlifowała całe rzędy liter, żeby Was znowu przekonać, że jednak warto.

Zatem:
Kurtyna w górę!
Klik w sztandar!
Długopisy w dłoń! 
Jedziemy z Robótką 2015!

http://jestrobotka.blogspot.de/
PISZMY! Bo oni czekają, jak nikt inny na świecie.


A jeśli ktoś z Was nie wie o co chodzi, niechaj pyta a chyżo i śmiało.

Kamyczki węgielne

05.11.2015
W czeluściach szkicownika odnalazłam takie oto nieoszlifowane diamenty myśli, kamień węgielny postów, których nikt już nie dokończy.

[11.01.2014]
Od Kaczki na drogę między innymi: zimno "Projekt matka".

Między Suttgartem a Ulm zaszłam z zimno w ciążę. Jak przy robieniu dziecka Łukowiak pragnęła kontroli, władzy nad planem, nad wyrobieniem normy pt.:"Potomek", tak my od tej kontroli stronimy. Może chce się czego się nie ma. Myślimy, że z wpadką byłoby nam do twarzy.
Stoimy na przeciwnej do zimno szalce.
Na horyzoncie ostatnia kreska pigułek z chemii. A potem urządzamy sobie planowaną spontaniczność, czyli nie planujemy zupełnie nic. Niech się dzieje, co chce, mieszać się nie będziemy. Starać się też niespecjalnie, wybacz nam Potomku. Wóz albo przewóz z Potomkiem lub bez na lub pod. Nasza sztuczna spontaniczność. Otwórzmy okna na przestrzał, wypłyńmy karawelą na morza nieznane i nie próbujmy czytać drogi z gwiazd. Najlepiej zapomnijmy o tym i żyjmy jak dotychczas. Tyle, że przy otwartym oknie. W przeciągu. Mam nadzieję się nie zaziębić.

Zobaczymy czy będzie wpadka czy wpadka w robieniu?  W każdym razie jakaś wpadka murowana.

Poza tym: my nie ROBIMY DZIECKA.


[10.02.2015]
Mój brzuch już nigdy nie będzie taki sam. I dobrze.
Nabrał nowych znaczeń, promieniuje ciepłem.
Początkiem i końcem. Trudno go za to nie lubić.
Chwilo trwaj!

[18.02]
Obetnij jej paznokcie. W żadnym wypadku nie obcinaj jej paznokci.
Nie jedz bigosu. Jedz wszystko.
Nie śpij z nią i nie daj jej spać na sobie. Śpij tak, jak wam wygodnie.
Karm ją na żądanie. Nie karm jej dłużej niż 20 minut.
Śpij kiedy ona śpi.
Włóż jej czapeczkę.

Oraz moje ulubione:
Nie noś tyle, bo się przyzwyczai i będziesz miała za swoje.

Grudka ma 2,5 tygodnia.
A mogłybyśmy już wydać dwunastotomową encyklopedię złotych rad dla świeżo upieczonych matek. Pół metra Grudki zdaje się upoważniać społeczeństwo do włażenia z butami w naszą codzienność. Choć my nikomu nie mówimy kiedy i jak ma dokonać manicure i w jakiej temperaturze najlepiej będzie mu się spało.

[15.03]
Grudka, która nie sypia w nocy (co zdarza się jednak rzadziej niż się spodziewałam), miejmy nadzieję uczy się, że mogę polegać na moich rodzicach zawsze, nawet w środku nocy


[13.10]
Poszłam na chwilę zrobić herbatę. Wracam. A tu zamiast niemowlęcia, człowiek z zębem i dwie czwarte, stojący chętniej niż leżący, w powozie zajmujący siedzenie dla "większych dzieci" a nie hamak dla "niemowląt", rozsmakowany w bananach (to jeszcze z wieku prenatalnego mu zostało) i szpinaku, wypełniający szczelnie ubrania w rozmiarach, które wciąż wydają mi się za duże.

Aż strach wychodzić do kuchni.

Choć jednak... nadal wstający do bufetu co 2 godziny, zwłaszcza nocą, zapominającym, że grawitacja istnieje, zwłaszcza gdy człowiek bawi się w najlepsze, mieszczący się w niemowlęcym foteliku samochodowym, władający łapką na muchy jak mieczem, z czerwonym rumieńcem na policzku tuż po przebudzeniu, fascynacją każdą plastikową torebką, złorzeczącym na wszelkie próby położenia go na brzuchu, uciekającym przed pieluchą, przez sen słodko ciumkającym o moich melonach.

Belfast - 99 ścian pokoju... a w mojej głowie wojna

01.11.2015
Wiewiór opowiadał mi o konflikcie irlandzkim wiele razy.
Coś o katolikach, coś o protestantach, i że to polityczne, a nie wyznaniowe.

Ten temat rysuje na ustach Wiewióra kreskę, która im dalej w temat, zacieśnia się emocjami [1].

[Uwaga! Nieodpłatne, acz celowe lokowanie autora!]

"Belfast, 99 ścian pokoju", Aleksandra Łojek, Wydawnictwo Czarne 2015


Aleksandra Łojek* ujęła w słowa, polskie słowa, to czego nie potrafiłam zrozumieć.
Przeczesała mi czerep. Od dwóch tygodni tkwię w stuporze. Rozumiem więcej.
Nie jestem pewna czy to dobrze.
Niemniej Dziękuję.

Lektura zdecydowanie obowiązkowa.
Dla Wiewiórów, ich rodzin, przyjaciół, sympatyków.
Dla bywalców stałych i mniej na Wyspach Zielonych.
Dla miłośników raportów o stanie świata.
Zwłaszcza tego TU i TERAZ. W Europie. Za płotem.

[1] W Teutonii podczas meldowania się w urzędzie, pytają o wyznanie. Wiewiór z automatu mówi, że "żadne" i nerwowo zaciska dłonie w pięści. To pytanie, w jego kraju, jest jak zaproszenie do bójki. Bójki, którą można przypłacić życiem. O wyznanie się nie pyta. Zresztą nie trzeba, bo to słychać już w akcencie.

TruskoMiś

25.10.2015
To dziś.
Grudka jest na planecie Ziemia tyle samo, co przebywała na orbicie mojego brzucha.
Jakby nie patrzeć: Jubileusz. Bufetowej nadal szampana nie wypada.
Ale truskawki! Truskawek mamy całe 8kg.
Nie krępujcie się. Zagarściujcie sobie.





[Alergicy na kryptoreklamy, zwłaszcza nieodpłatnej, proszeni są o opuszczenie klawiatur]
Foty wykonała Zosia Gasik, która nas w Bawarii odnalazła, przygarnęła i do dziś nie pozwoliła zgubić.

Sezon ogórkowy #7 i czkawka

21.10.2015
Zebrało mi się pod powieką kilka powidoków.
Niektóre wciąż mi się odbijają.

--- Polska. Stolica.---

[#1]
Spotkałam się z Jarecką na mieście.
[Jarecka bezdzietna! Zjawisko nie  tej ziemi. Fakt ten odbiega zupełnie od tematu poniższego wywodu, ale sami rozumiecie. TO nie zdarza się codziennie.]

W drodze powrotnej zagradzają nam drogę po raz pierwszy:
Czerwone płaszcze, kaptury, białe krzyże.
Skandowali różańcem przez megafon.
Nie, nie tylko emeryci. Przekrój przez całe społeczeństwo szedł w mżawce i domagał się Polski rojalistycznej. W Trójcy Jedynej. Amen. 

Kilkaset metrów dalej druga tama:
Czarne płaszcze, czerwono-białe flagi, jakieś orły, kominiarki, glany.
Mijają nas panowie spędzający dużo czasu na siłowni i przy golonce:
- Ej, patrzcie! Jaki Misiu!
- O rany, jaki słodki!

Grudka rozmiękcza nawet najczarniejsze scenariusze.
Jak dobrze, że nie wiedzieli, że to tylko pół-Polka, a do tego z niemieckim paszportem.


[#2]
Parking sklepu na dzielni podmiejskiej.
Idę z kolegą o modnym wyglądzie miejskiego drwala.
Ze sklepu wychodzi sześciu silnych, łysawych.
Na widok kolegi i krzyczą:
"Wystarczy już nam w tym kraju Talibów!"

[#3]
Znajomi stąd i zowąd, widziani przed chwilą oraz dawno temu, jedno pytanie mają ze sobą wspólne:
- A tam u Ciebie w stolicy Bawarii jak jest? Słyszeliśmy, że straszny Armagedon.

[#4]
Jest takie słowo w niemieckim Fremdschämen.
Czytam polski Facebook, polskie wiadomości, polskie komentarze.
I żyję tym słowem.

Zawartość dziegciu w dziegciu przekracza normy.
Wszelkie normy.

[#5]
Wiewiór z bawarskiej hacjendy donosi:
Spokój. Pociągi jeżdżą jak zwykle. Oktoberfest, lederhosen, precle.

Do domu naprzeciwko wprowadzili się uchodźcy.
Dotąd doliczył się ośmiorga dzieci.
W niedzielę nasza ulica już nie zapada w śpiączkę.
Nareszcie.

[#6]
Strach Polaków jest wyczuwalny wręcz fizycznie.
Przełykam go z rozczarowaniem.

[#7]
GOŚĆ-INNOŚĆ
Jak światełko w tunelu.

--- Wieś Mała. Bawaria. ---

[#8]

Każdy dzieli się tym, co ma.


Sobota, ale jakby niedziela.
Dzień Zjednoczenia Niemiec.
Święto Państwowe. Zobowiązuje.

Piekę babeczki z malinami.
Sztuk trzydzieści kilka.
Powinno wystarczyć dla wszystkich.

Przekraczamy rzekę ulicy, wspinamy się po schodach na balkon.

Chwilę na twarzach wszystkich dzieci okruchy.
Grudka jest w osobistym raju. Tylu tu małych człowieków.
Piętnaścioro.

Zapraszają nas do środka.
W pustym pokoju rozstawiają krzesła.
Ktoś przynosi wodę w kubkach.
Jeden z chłopców tłumaczy dorosłym z angielskiego na inne.
Dorośli dorosłym dalej.
Afganistan, Syria, Pakistan,Erytrea, Irak.
Głuchy telefon na Wieża Babel.


[#9]
Czytam w lokalnej gazecie:
Wieś Mała przyjęła 57 uchodźców. Ktoś przerobił biuro na mieszkanie. Ktoś udostępnił pokoje w swoim gospodarstwie. Ktoś przysposobił kilka pomieszczeń w ratuszu. Ktoś pomaga z biurokracją. Ktoś przynosi koce. Ktoś jabłka. Ktoś udziela lekcji niemieckiego. Ktoś pokazuje jak używać komunikacji podmiejskiej. Ktoś podarował używane rowery, a ktoś inny je naprawił.

Wolontariat na każdą kieszeń.

[#10]
Pukanie do drzwi.
Otwieram. Na oko ma lat 11.
Pokazuje mi pełen talerz.
Kurczak i ryż zawinięty w liście winogron.
"Syrian food. Good. You probably never eat such a thing before. Good."
Najadamy się z Wiewiórem do syta, dwa dni z rzędu.
Rozmazujemy się w konturach ze wzruszenia - znacznie dłużej.

[#11]
Widzę przez okno, jak grywają na parkingu w krykieta.
Oswajają nowe.

Chodzą z telefonami szukając zasięgu do starego świata.
Patrzą w dal. Ocierają twarze. Uśmiechają się do dzieci.
Tęsknią.

[#12]
Co rano, gdy wychodzę na balkon, pozdrawia mnie ktoś z balkonu z drugiej strony ulicy.

Are you good? Grudka good?
Yes! And you? Good?
Good.

Sezon ogórkowy #6

09.10.2015
Krótka analiza ostatnich dwóch tygodni w ojczyźnie ujawnia, że bywałyśmy.
Hucznie, a często za stołem. W obrazkowym skrócie:

[05.09]
U Szwejka na gigancie.



[06.09]
Z babeczką (kokosową), która to babeczka wypełnia mi upojnie sny do dziś dnia, u arbuzowej Danusi. Materiału dowodowego brak, bo tak się skupiłam na zbieraniu palcem okruchów babeczki z talerzyka, że nawet nie zauważyłam, że Danusia wsadziła mi jeszcze całą babę do plecaka, a co dopiero na robieniu zdjęć. Grudka przyjęła to godnie i zagryzła kiszonym.

[07.09]
W Deszczowym Domu na kukułczance.
Zważywszy powyższe, poniższe może być mało wiarygodne.


Jedno jest pewne, oficjalne, nienegocjowalne:
Jarecka jest kosmitką. I nadal nie wiem: JAK ONA TO ROBI?!
W Jareckim można by się zakochać....ach!!!, gdyby chociaż odrobinę był w moim typie.
Tak nam się tam spodobało, że zostawiłyśmy podstępem Grudkowe fanty na kaloryferze.
Jeszcze po nie wrócimy! I nalepimy Jareckim tych wegetariańskich pierogów z boczkiem, o których tak głośno w kuluarach internetu.

[08.09]
W światłach reflektorów, Grudka bywała też aktorką.
No i cóż, że w produkcjach domowych. Od czegoś trzeba zacząć.

Czujecie się ucałowani?


[09.09]
Jedna pewna i pocieszająca rzecz:
Köttbullar nad Wisłą smakuje tak samo jak nad Renem.

Oraz z serii "Daj boże, żebym zawsze miała takie dylematy":
Który deszczak wybrać? Różowy płaszczyk w czerwone jabłuszka czy kurtkę w czaszki w zielonym technikolorze?  Rzut monetą przeważył na rzecz motywów pirackich.


[10.09]
Nad morzem zegrzyńskim.
Z jajkiem na miękko. A co!

Piasek, dużo piasku. Pyszny!


[11.09]
Na salonach w momentach nieco historycznych


[14.09]
W międzyczasie Grudka wyprztyknęła sobie pierwszą jedynkę.
Do dziś dnia najchętniej ostrzy ją na serdecznym palcu. Moim.


[15.09]
W Niegowie na szczawiowej monamur.
To da się opisać tylko jednym słowem: Wzrusz.
Nadmiar wrażeń emocjonalnych widać w rozedrganiu kreski.
Tymczasem Robótka, Robótka! Ostrzycie już ołówki? Za miesiąc ruszamy!


Powidok, którego nie zdążyliśmy strzelić.
 p.s Oni do dziś wspominają zeszłoroczne Święta. Widzicie to? Macie MOC!


[17.09]
Dwa miesiące urlopu, więc wypadało chociaż raz....




[18.09]
Grudka na kompletach z polskości.
Występują także: Crazy Ciocia, Dziarska Babcia i Bystry Dziadek, aka. Hobbity.



[20.09]
W restauracji Solec na (co za niespodzianka) warszawskim Solcu.
Spotkanie klasowe. Łazanki w sosie earl grey i trawie cytrynowej z kozią chałwą.
Jeden z braci Bryndal (za karę nie wymienię go z imienia) obiecał Grudce w posagu wspólny portret, po czym uciekł w ważnych sprawach zanim zdążyłyśmy wyjąć aparat. Nic, nic... wiemy gdzie mieszka, a na dodatek zaprosił nas na herbatę.

[22.09]




Sezon ogórkowy #5

20.09.2015
[19.08]
Ujeżdżanie psów Grudka rzuciła dla ujeżdżania traktorów.
Wyraz twarzy świadczy, że królowej wszystko jedno.
Byle żyrafę móc dzierżyć w dłoni.

(...)
Zakreślamy w kalendarzu dni do lądowania Wiewióra nad Wisłą.
Jeszcze trzy.

[20.08]
Grudka to dziecko wsi. Galerie handlowe, domy towarowe, tłumy ludzkie w centrum miasta - może obejrzeć, ale już stołować w takich warunkach nie będzie. Żeby jej ktoś do talerza zaglądał i nad uchem zapowiadał zniżki na cały asortyment śrubek? Krążymy po byłym mieście wojewódzkim w poszukiwaniu ławki spełniającej wszystkie parametry: w cieniu, w ciszy, w oddali od ludzi. Babcia pcha wózek, ja niosę nosidło, a dziadek - Grudkę.

(...)
Gustuje w foliach. Zwłaszcza o smaku kanapki z pasztetem lub jagodzianki.

(...)
Jeszcze dwa.

[21.08]
Teletransportwałyśmy się do stolicy.
Jeszcze jedno.

[22.08]
To już dziś!
Wchodzimy na rusztowania malować transparenty powitalne.

[23.08 - 02.09]

Gołębie największą atrakcją Krakowa

Zdarzył się Kraków. Pendolinem [wow! Robi wrażenie.]. Spotkaniem z kosmonautką na orbicie Paproszkolandii. Obwarzankiem. Eszewerią z Alcydłem i Ultramaryną Wasiuczyńską [wow! Na żywo robią jeszcze większe wrażenie.]. Kazimierzem. Kolekcją książek obrazkowych od Lokatora. Pizzą od Buczka na Plantach. Lodami od Sycylijczyków. Wawelem [ Euforia Grudki wskazuje, że w poprzednim życiu była infantką]. Zoo. Gorcami, które zwiedzalibyśmy dłużej gdyby nie pewna matka, która zapomniała wziąć nosidło [Niech pochwalone będą muskuły Wiewiórze].  Lodami na Starowiślanej. Wizytą w Absurdaliach [Robi wrażenie zwłaszcza zagęszczeniem pięknej estetyki na metrze kwadratowym]. Wygraną w Big Milkach. Tyńcem. Wnioskiem Wiewióra, że każdy Polak ma balkon, kota i brak zasłonki do prysznica.

Ogłoszenie bardzo specjalne: 
25 sierpnia gdzieś na ulicy Józefa w godzinach wczesno-popołudniowych zgubiliśmy tubę z dwoma plakatami. Strasznie fajnymi plakatami. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie?! Jeden z plakatów należał do Kaczki, która nie chce się już ze mną bawić w piaskownicy Buuuu!

[3.09]
Najfajniejszy prezent dla świeżych (i tych czerstwych pewnie też) rodziców zrobiła nam niespodziewanie crazy ciocia zwana Bułką lub Starszą Siostrą. Przejęła Grudkę, pchnęła nas w stronę kina i nie wróciła przez dwie godziny.

Nie, wcale nie ściskałam przez cały seans komórki w ręku....

[4.09]
Ostatni dzień ojca nad Wisłą zaaranżowała Grudka.
W łóżku.

Beberazki w kioskach

15.09.2015
Tym razem o sprzątaniu świata. W mojej części Bawarii to temat wręcz egzotyczny, wszak Teutoni nawet trawę strzygą przy pomocy nożyczek i linijki. Ale sezon ogórkowy spędzony w Polsce dowodzi, że nad Wisłą to już insza inszość. Beztroska rodaków w rozsiewaniu opakowań, zwłaszcza na łonie natury, zadziwia nieprzyzwyczajone emigranckie oko. Zatem za ściereczki, Najmilsi moi, za ściereczki i do kiosków zapraszam. Okładki i trzy rozkładówki a w nich między innymi "niezwykle groźna panda Pandemonia" dla każdego za jedyne 5,20.

Czterolistna koniczynka z najważniejszych zbiorów Wiewióra też musiała być :)
 

Sezon ogórkowy #4

21.08.2015
Prywatną plażę Grudki sponsorują
Zakłady Mięsne Olewnik-Bis z Drobina.
Pozdrawiamy!


Sezon ogórkowy #3

18.08.2015
[10.08]
W dawnym mieście wojewódzkim dowiaduję się, że:
-  W Polsce nadal chodzi się na zakupy z najprawdziwszą plastikową reklamówką! A przynajmniej z nich wychodzi. Niespotykany widok dla człowieka z emigracji.

- Kaszka dla dzieci bez cukru i pochodnych jest produktem deficytowym. W całej alejce kaszek znalazłam jedną jedyną. Czyżby kolejne zdanie wynikało z poprzedniego?
- Polskie niemowlaki są od Grudki tłustsze.
- Nad Wisłą nadal fajnie jest.

[11.08]
Skoro jest już tak gorąco, włączyłyśmy piekarnik.
Cynamonowe ciasto z kabaczkiem, pasztet z cukinią, chleb - bez kabaczka i cukinii.
Zapomniałyśmy tylko, że apetyt upałom nie towarzyszy.
Kurdebele!

Hasło dnia:
Masz mięśnie jak żabie pięty

[12.08]
 
Gwiezdne polowania skrojone na podstawową komórkę rodzinną:
Wypatrzyłam trzy. Dla każdego po jednej.


[13.08]
Egzotyka wsi i trendsetterstwo stosowane:
 Grudka w nosidle i czapce uszatce*.
Tubylcy przeszywają wzrokiem i dostają skrętów szyi.

*nie mylić z uszanką

(...)
Na ten widok Wiewiór dostałby zawału serca:

Mama Bebeluszka (zwana Babcią) przyłapana na gorącym uczynku.


[14.08]
Piątek targiem zjeżdża się z okolicznych gospodarstw. Obok ogórków i śliwek (3,50zł/kg), mydło, powidło, gacie z myszką miki, papieskie flagi w kance po mleku i obrazy maryjne w kartonach po bananach. Po prawej stronie roi się od bab. Ciuchy na wagę. Z tego stołu 1zł/kg, z tego za 2zł. Jest też catering skrojony na miarę targu. Wózek sklepowy z kołami od dziecięcego traktora. A na nim kuchenka gazowa i chińskie zupki w technikolorze: od grochowej po kurczaka "na otro".

Kaczy gryczanej na wagę brak.

[15.08]
Odpust Grudka celebruje dniem susła.
Łączna ilość świadomych godzin: 7.

[16.08]
Królowa sypia z berłem.
Bogata królowa sypia z berłami.
W barchanach znalazłam dziś rano: sznurek obwarzanków wysuszonych na granit, nadwyrężonego bezzębnym dziąsłem ogórka, fasolkę szparagową żółtą, łapkę na muchy sztuk trzy (w tym dwie w neonowej czerwieni), pokrywkę od ogórków kiszonych bardzo dokładnie wylizaną, dwie żyrafy, okładkę woluminu krzyżówek, dwa orzechy włosie niełupane i metr kwadratowy folii bąbelkowej.

[17.08]
W piasku - siedzi.
W wannie - siedzi.
W fotelu (kierowcy) - siedzi.
Na kocyku - siedzi.

Zdaje się, że Grudka siedzi.
Jeszcze chybotliwa to pionizacja, ale coraz mniej wspomagana cudzą dłonią.

Nie martwcie się, też w to nie wierzę.

[18.08]
Dzień, w którym Grudka nie tylko (Wiewiór nie czytaj dalej) ujeżdżała psa, ale postanowiła go zjeść.
Nieodporna na uroki korupcji, za biszkopta* odroczyła wyrok.

*Nadal odmawia przecierów i papek. Za to dietę rozszerza chętnie i z niejakim impetem taranując sobie ust korale: chlebem orkiszowym, obwarzankami ze sznurka, kiszonymi, obwarzankami, pomidorami, bananami, malinami, jabłkami, papierem i piaskiem. 

Sezon ogórkowy #2

13.08.2015

Pozdrowienia z Pojezierza Kuchennego!

Kraj leży odłogiem z powodu Wszech Panującego Piekarnika, a Grudka tymczasem dokonuje rewolucji rozwojowych na miarę przewrotu* Kopernikańskiego.

I tak:

Komunikacja z Potomką nabrała rumieńców za sprawą przejawów wolnej woli, która nota bene jest szybka i bardzo konkretna: To chcę. Tu i teraz. Łeeeeeeee!!!
Pojawiła się też pamięć krótkoterminowa. Fanfary, fajerwerki, fontanny!! - mogą być nawet bez szampana w to gorąco. Gra w nieśmiertelne "Akuku" jeszcze nie wchodzi nomen omen w grę, ale: Ogórek mi wypadł z ręki i leży o tam! - jak najbardziej - Podaj mi! Łeeeeeeee!!!!

*Z pleców na brzuch, z pleców na brzuch, z pleców na brzuch, z.... - potrafi nawet we śnie.
Gdyby nie silnie irytujący brak koordynacji kończyn dolnych z górnymi - Łeeeeeeee!!!! - już by raczkowała -  Buuuuu!!!!**

**To od matki, która stoi w rozkroku między: "Nie rośnij tak szybko", a "kiedy skończy się ta faza".

Sezon ogórkowy #1

09.08.2015
[3.08]
Na nasz widok tipsiara przewróciła oczami i zrobiła minę pt. "O boże, muszę siedzieć obok niemowlęcia!". Wcisnęła się między nas a okno, założyła słuchawki i przez cały lot próbowała zintegrować się ze ścianą. Pierwsza osoba na planecie odporna na uroki Grudki.

(...)
Witaj ojczyzno... Małosolnych.

(...)
Ojczyzna przywitała nas smsem od Ojca Karmiącego.
Że rykoszetem cudownych okoliczności beberazek wystąpi na kanałach Discovery Channel.
Wow!
Dzięki Ojcze!

Bo fajny konkurs jest. Taki, że chciałoby się by Grudka była Grudkiem.
Nic to, może ogłoszą też edycję drugą. Dla córek.

[4.08]
Irlandzka rodzina zasypałaby cię przymiotnikami:
Lovely! Gorgeous! Pretty! Fantastic! Wise!

Polska rodzina medytuje nad Tobą w zachwycie i kompletnej ciszy.

(...)
Z wsi teutońskiej trafiłyśmy na wieś mazowiecką.
Jakby bardziej wiejską. 100% wsi we wsi. 


[05.08]
Tysiąc Celsjuszy w cieniu wytapia mi mózg.
Myślę o jednym: Pomidory. Z krzaka.
[tu mrugamy do Ciebie Diable Buraczkowy!]

Potomka pławi się w balii (i siedzi!), "czyta" namiętnie "Rozrywkę dla każdego", rzuca się na najkwaśniejsze jabłka i odsypia bonusy bodźców ostatnich dni.

[6.08]
Łapką na muchy włada jak Obi-Wan Kenobi.

(...)
Dzięki/Przez - niepotrzebne skreślić - weszła w krajowe ryty jak w masło w nomen omen środku lata.
O 19 zasiada w misce i dokonuje szerokich badań nad napięciem powierzchniowym wody. Następnie wdziewa nocne krynoliny, przystępuje do bufetu i wychodzi na randkę z Morfeuszem (WSZAK Jest Polką).
Z której wraca po pięciu minutach.
Bo szkoda spać, gdy słońce jeszcze nie zaszło.

[7.08]
Choć w trudno to uwierzyć, upał rośnie i pęcznieje.
Jutro ma nastąpić apogeum. Szykujemy lody, chłodnik, zimne napoje, balię z wodą i leżaki.
Takiego widowiska nie można przeoczyć.

Ogórki zbieramy o 5:34 rano.

[8 - 9.08]
Matka-Nowicjuszka ma z żonglowania czasem (wolnym-przyp. autora) nadal dostateczny. Umyć się? Zjeść? Zażyć życia innego niż rzeczywiste? Na ogół decyduję się na opcję 1 lub 3, z nadzieją że dwójki Potomka nie wyrwie mi z ręki. Na wszystkie trzy nigdy nie starcza drzemki.

(...)
Potomka ćwiczy gamy.
Przyjemne Łaaaaa! w tonacji człowieka zachwyconego sytuacją zamieniła na Haaaa! w tonacji wysokiego C. Skonfundowane środowisko doznaje rozstroju nerwowego mając problemy z interpretacją: czy to tylko wprawki czy już koncert niezadowolenia?

(...)
Grudka jest Polką!
Przyssała się do ogórka kiszonego i nie chce puścić.

Grudkowieści

03.08.2015
Albo świat przyspieszył albo to ja nie nadążam.
Zatem, sprawdzonym sposobem, zmieniam formułę przyjmując zasadę, że lepszy minimalizm niż cisza.

[05.07]
Z katalogu pierwszości:



[Międzyczas]
Nie zauważyłam kiedy koafiurę noworodka zamieniła na szczecinę z blond jedwabiu.

[25.07]
Grudka postanowiła, że kaszki i przeciery to jedzenie dla dzieci.
Całą sobą zażądała traktowania na poziomie. Dla umocnienia przekazu rzuciła łyżką przecieru z dyni w dal. Proszę słuchać uważnie, bo nie będę powtarzać: Akceptuję tylko prawdziwe pokarmy. Do żucia. Zwłaszcza pomidory.

To po mamusi.
#Duma

[26.07]
Rutyna? Rytuał?
Komu to potrzebne?
Dziecku czy rodzicom?

[27.07]
Powidoki bioder wykazują, że możesz tańczyć zumbę i ćwiczyć taniec brzucha bez zastrzeżeń.
Ufff. Ufff.

Tymczasem matka-nowicjuszka robi licencjat z gatunków egzotycznego umeblowania kuchennego:
Tripp Trapp, Ikea Antilop czy Hauk Alfa +?

[28.07]
Pierwsza gorączka powyżej 39.
Pierwszy paracetamol.
Pierwsza przeczuwana noc.

Wydeptuję rów mariański wokół domu targając Grudkę w nosidle.
Każda inna fora przebywania wydaje się być z królową niekompatybilna.

[29.07]
Pół roku razem.
Już?
Dopiero?

Nie ogarniam.
W żadną stronę.

[30-31.07]
Ona: Męczybuła.pl
Ja: Matka-Frustratka.com

Niech już będzie weekend.

p.s. Tak wiem, że to kiedyś minie.
I że się od tego nie umiera też wiem.
.
.
.
.
.
.
No i co z tego?
Że wiem.

[1.08]
Co ma wspólnego rodzicielstwo z drogowcami?
Zaskoczenie nieuniknionym.

Grudka komunikuje zrozumienie kolejności wypadków.
Gdy mówię "Chodź do mnie" - wyciąga ręce.
Gdy pokazuję jej ulubioną zwierzynę z poliestru* - wyciąga ręce.
Gdy kładę ją na łóżku, żeby nakarmić - nie, nie wyciąga rąk. Ale przekręca się na bok do pozycji wyjściowej i cieszy się całą sobą.
Gdy zasypia - o zgrozo - już nie wtula mi nosa pod pachę, ale odwraca się plecami.

Wiedziałam, że one szybko rosną.
Ale żeby aż tak?

 (...)
Według teutońskich siatek centylowych jesteś powyżej wagowej i wzrostowej przeciętnej.
Według polskich siatek centylowych - poniżej.

Komu wierzyć?
Jak żyć?

*Nie, nie jest to rozkoszny zajączek, puchata owca ani miś Paddnigton.
Potomka upodobała sobie żyrafę w technikolorze. Siostrę WibroSłonia.
Radość i niezapomniane wrażenia estetyczne sponsoruje Kaczka*.

*W swej litości do zestawu nie dołączyła samograjki,
dzięki której Mozart wykonuje salto mortale w grobie.
Niech sobie miszczu w końcu poleży.

[2.08]
Dylemat przed-uroplowy:
Szkicownik i kredki czy poduszka Potomki?

(...)
Skupiona na zawartości piaskownicy - siedzi!

[3.08]
Szkicownik, kredki ORAZ poduszka.
Po co komu koszulka i spódnica na zmianę?
W plecaku też dwie żyrafy, dwie książki, grzechotka.
Po dwa zestawy ubrań na zmian dla każdej.
Kilo podarków dla rodziny i przyjaciół Bebeluszka.
Jesteśmy gotowe do nomen omen LOTu.

[Międzyczas]


Kaczka w obrazkach

31.07.2015
°°°° Beberazki z kolana nadal powstają.... tylko zmieniły nieco temat i format °°°°

Uzupełniam poprzedni post stosowną wizualizacją, żeby oszczędzić Czytelnikowi w letnich upałach zbędnych ruchów, zwłaszcza tych na mózgu i nie nadwyrężać nadto mięśnia wyobraźni.

Powidok #1:


Powidok #2:


Powidok #3:

Kaczka z atrakcjami

29.07.2015
No i cóż, że minęły długie dni a nawet tygodnie od niektórych opisywanych tutaj wydarzeń. Całe szczęście blog żyje w innej czasoprzestrzeni, w przeciwieństwie do rzeczywistej, z Matką-Nowicjuszką zawsze kompatybilną.

°°°° ZATEM °°°°

Na początek zwierzę się: czerwienię się od ponad tygodnia [edit: a nawet dwóch], bo niejaka Natalia wydała nieprzyzwoitą sumę na moje guziko-przypinki. Fanfary, fajerwerki, fontanny szampana! Nie dość tego męża ma jeszcze bardziej bezpruderyjnego. Zobaczył był on landszaft zimowy na aukcyjnej sztaludze, wyciągną ostatnie drobne ze skarpety i włożył na stół tyle, że starczy z pewnością na śrubkę do turbodoładowacza Antoniego. Są wśród nas szaleńcy! Przyklejają się chętnie do rany i wlewają człowiekom otuchę za pazuchę. Uważajcie.

°°°
Mini-Kaczka czyli tak się pisze blogowe posty

Tymczasem bywałam u kaczki. Żadna to nowość. Nowością były atrakcje.... i tu wniosek na przyszłość: Nie narzekaj kaczce, że ci nie zapewnia atrakcji.

Zaczęło się od wizyty w przedszkolu Dyni, gdzie potknęłyśmy się o leżącego na dywanie Jacka Londona. Jack ma szczęście, że nie uczęszcza jeszcze do podstawówki, gdyż rzygając w tramwaju podwyższył swoje lokaty towarzyskie i zdobył tym samym rangę super-bohatera.

Wydarzenie to zrobiło wrażenie nie tylko na całej grupie Małpiatek, ale też na samej kaczce, która dnia następnego okupując dmuchany materac dla gości lub gospodarzy "z poświęcenia", przybrała pozycję Jacka Londona i oznajmiła gospodarstwu domowemu: "tak będę leżeć". Szybko kaczka stała się wydmuszką, którą przez następne dwie doby futrowaliśmy sucharami i colą. My, czyli Norweski i Bebe.

Dziatwa skakała nam po głowach, kruszyła dietetyczne wiktuały na wszystkie powierzchnie płaskie i wylewała sobie hektolitry coli do gardeł. W niedzielę los kaczki podzielił Norweski, a w poniedziałek wieczór ja. Wszyscy poniżej metra pięćdziesięciu ostali się w najlepszym zdrowiu, co jest dowodem na to, że był to wirus wysokogórski.

 Atrakcjom tym towarzyszyły liczne skutki uboczne, a dokładnie skrzyżowania:

Na pierwszym dane nam było doświadczyć:

Światowa premiera najnowszej książki Dyni

Na drugim rozstaju stała paczka od Ultramaryny "do rany przyłóż" Wasiuczyńskiej. Już nigdy posiedzenia w łazience nie będą takie same. Musicie wiedzieć, że w czynie społecznym Wasiuk wraz z mamą zbierają polskojęzyczną prasę "dla tych dziewczynek w Teutonii" i wysyłają periodyki za granicę [szalone! szalone!], żebyśmy tu z kaczką już kompletnie nie zdziczały. A przy okazji dorzucają drobiazgi. Raz słoik guzików dla Wiewióra, raz kołdrę, raz medale własnego wydziergu. I jak Wasiuka nie kochać*?

Przy trzecim skrzyżowaniu czekała na nas ekipa bloga Mama Jagody z mężem i ojcem w jednym, którego to jesteśmy wielkimi fankami [pozdrawiamy!] nie tylko dlatego, że dzielnie pchał wózek nasz przez całą Hauptstrasse w zenicie upałów. Była góra, widoki i najważniejsze dla Grudki doznania, które być może popchną ją do kariery w  geologii*, ogrodnictwie lub refleksologii:
 
p.s. matka czekoladowsza niż zawsze

Na czwartym rozstaju zbiegły się okoliczności i przypadki losowe. Rozkraczył się wagon linii pospiesznej. Jeden jedyny z całego taboru i oczywiście ten, w którym miałyśmy rezerwację. "Klima nie działa, proszę pani" - Konduktor rzucił na nas spoconym okiem i zaprowadził do pierwszej klasy. Nie protestowałam.

*Zupełnie bez związku przypomniało mi się, że jadałam w Fortnum & Mason lody (i to nie byle jakie, bo wymyślone tamże The Knickerbocker Glory) z damą, która od 35 lat bada ziemię pod i w londyńskim metrze.

Finisze i akcji zwroty nagłe

08.07.2015
Wracam. WSZAK (nowe ulubione słowo, bo się naczytałam Piaskowej Góry niejakiej Bator i mi tak już zostało) bez was to jak bez ręki w rękawie. Grudka wie, jakie to niewygodne. Po trzech tygodniach z lumbago w ogonie, szczuta prądem, wygniatana masażem - czuję się jak nówka, nieco tylko wyśmigana.

Oprócz sklejania (się) cementem w ostatnich miesiącach zajmowałam się też tym, co na pierwszy rzut oka nie powala ogromem:


Ale proszę sobie ten ogrom powielić razy trzy.... wirtualne kartki, WSZAK pracuję pół na pół analogowo i wirtualnie. Wiem matematyka zupełnie nielogiczna, ale tak to już bywa u artystów. Ta skromna kupka mogłaby wyścielić mi salon, którego to pomysłu Grudka wielkim propagatorem jest:


W zbliżeniu wygląda zaś tak:

Zważywszy fakt, że większość owego ogromu wydziergałam podczas bytności Grudki już po naszej stronie brzucha, chylę przed sobą czoła i poklepuję po pleckach. No dobra, tak naprawdę robi to Wiewiór, bo ja przecie nie potrafię. Zwłaszcza z tym czołem. Chwilowo więcej pokazać nie mogę, WSZAK jest to część owego projektu z Wydawnictwem Nowa Era, który spędzał mi resztki snu z powiek Matki in spe, a potem Matki-Nowicjuszki (choć ta już nie ma za wiele na tych powiekach, bo i czasu brak na nałożenie maskary).

Pyszny to był projekt dla ilustratora, przyznam. Nie dość, że była (i jest) pani Tereska, co biczem i marchewką umiejętnie smagała (pozdrawiamy! pozdrawiamy!) to miał człowiek możliwość narysowania niemal wszystkiego. Od fauny ujeżdżającej pędzle, przez społeczeństwo na przestrzeni wieków, po demonstrującą florę z transparentami. Wyżyłam się ołówkiem i tuszem, wyrabiając (o zgrozo!) ochotę na więcej.

Tymczasem sączę wodę z cytryną na tym finiszu i spoglądam w horyzont w poszukiwaniu nowych wyzwań. A jak Wam w to lato?

°°°°
Z radością też donoszę, jakem donosicielka, że aukcja w sprawie turbodoładowania dla Antka zaznała wartkiej zmiany akcji. Na tyle wartkiej, że wystąpi w niej także ten oto jakże odświętny landszafcik, w sam raz na obecnie nam panujące upały:

Unikat z autogramem i paspartutkiem! Może być Twój!


Zobowiązałam się także, jakom dziewczyna ze Świerszczyka, że jeśli wystawione przeze mnie fanty uzyskają zawrotną kwotę 200zł, to dorzucę do każdego po autorskim egzemplarzu owego magazynu z autografem. Co tam z autografem, z autografem i z imienną dedykacją. A co! Kto bogatemu zabroni? WSZAK może się okazać, że nabywca inwestuje we własną przyszłość, a po mojej śmierci sprzeda nabytek na allegro za grube muliony. No to co? Młotki w ruch, rozbijamy skarbonki i tędy proszę: klik! klik! klik!

A komu za gorąco, żeby się w przebijanie bawić, to może też na skróty wrzucić złotóweczkę (a każda się liczy jak-bogusia-kocham) wprost do skarbonki Antosia: O TUTAJ!

Auto Post Signature

Auto Post  Signature