Image Slider

Od czapy! czyli Dzień Henryka VIII

27.04.2014
Przybyłam, zobaczyłam, rzuciłam!

Okazuje się, że brzydota stroju brytyjskiego absolwenta jest wprost proporcjonalna do wysokości kwalifikacji. Moja jest dość wysoka, jak widać na załączonych obrazkach. Za jedyne 46 funtów za 3 godziny przyjemności mogłam pocić się w tradycyjnych wełnianych zwojach i z zazdrością łypać na magistrantów w bardziej twarzowych kwadratowych czapkach, jak z filmu. Ku mojej rozpaczy, oznajmiono mi dumnie podczas uroczystości, że jako absolwentka Krainy Yam Yam mam dożywotni obligatoryjny abonament  na oficjalny strój uniwersytetu macierzystego. Bez względu na docelowe miejsce akademickiej pracy! Sacreble! Kolejny powód, by jednak zostać wśród teutońskich architektów.

Materiał dowodowy poniżej:

Uwaga! Latająca Czapka!

Na szczęście, nie tylko ja wystąpiłam w wykwintnym stroju.



Ta czapka jest doprawdy od czapy. Henryk VIII był moim bratem.

A poza tym Wyspa Brr zaatakowała nas żołądkowym wirusem, który skutecznie ustrzegł wszystkich zgromadzonych przed nadprogramowymi po-wielkanocnymi kilogramami. Tym samym, wybacz Fidrygauko, zupa następnym razem.

Złota rybka

13.04.2014

Z cyklu "Z kolana": W oceanie czarnych etatowców bywam złotą rybką w czerwonych rajtkach.

Uchylam rąbka: szkicownik nakolanny w fazie silnego szkicu. Kreska pociągiem roztrzęsiona.


W tym tygodniu wyrobiłam 200% normy. Zasmakowałam soboty pracującej.
Wszystko przez Luksemburg!Więcej mi zdradzić nie wolno.
Grunt, że lubię to. Bardzo. Nawet po godzinach.

Tymczasem pakuję bagaż podręczny, biorę Wiewióra pod pachę i lecę!
Na Wyspy Brr. Do Krainy Yam-Yam (patrz na dole).
Będę nosić szkarłatną togę i rzucać doktorską czapką wzwyż.
Oraz dopisywać ostatnie zdania doświadczeń do tego, jakże wiekopomnego, rozdziału mojego życia.
Ufff!

p.s. Fidrygauko, z okazji bliskości, wpaść z zupa cytrynową? Tylko niech Kaczkę wystosuję czarterem.

Na patyku

06.04.2014
Uwaga! Post zawiera celowe lokowanie produktu! Takie produkty mogłabym lokować codziennie.

Trzy sztuki, po jednej na każdą dekadę.
Nowy rok z trzydziestką na karku zaczęliśmy z uśmiechem*

*Uśmiechy zaraźliwe są, bo w całości jadalne. Patent stulecia: Kruche cytrynowe ciastka na patyku. Minus: Szkoda spożywać, tak grzeją serce widokiem. Przybyły z Warszawy od siostry tęczową nitką przyszywanej (fanfary! fanfary!). Pochodzą podobno z maleńkiej cukierenki, gdzie czas nadal gra rock'n'roll a pani Wiesława tańczy do Presley'a. My razem z nią. 

Takie to wszystko słońcem nagrzane, że żal się nie podzielić. Zatem bierzcie, klikajcie, ściągajcie i ćwiczcie mięśnie twarzy. Codziennie. Do siebie zwłaszcza.

Obrazek do wzięcia. Do powiększenia tylko jeden klik.

(...)
Bebe do Wiewióra nad okolicznościowym kieliszkiem malibu z mlekiem:
- Najlepiej byłoby, gdyby potencjalny potomek urodził się nam z końcem marca - dokładnie po środku, między mną a tobą.

(...)
Świętowaliśmy w licznym gronie:


Wiewiór: Can we have a baby elephant, please?
Niektórym przysnęło się w kącie.
(...)
Tymczasem na bawarskim moście zakochanych:
Florian korzysta z życia



Auto Post Signature

Auto Post  Signature