Z browaru Karola pod browar Ludwika

03.05.2013

W nowych okolicznościach przyrody trzeba zachować spokój

Ufff! Siedzę przy stole z odzysku na krześle po taniości nabytym u Rosjan. Za oknem sekwoja. Z przodu góra, z tyłu góra. Niejedna. 2,5 metra sześciennego dobytku rozpakowane na pachnący żywicą regał z Ikei. Prowizoryczny materac o grubości i jakości dietetycznych wafli ryżowych zamieniony na metr czterdzieści  siedmiowarstwowej pianki z profilem (historyczny, bo pierwszy wspólnie kupiony). Wiewiór z polskim nonogramem okupuje babciny fotel przytargany z ulicy.

Jesteśmy tu niespełna dwa tygodnie, a dzień przeprowadzki kurzem pamięci pokryty. Ledwo Tetris z kartonów zablokował wolne przestrzenie samochodu, węgierska rodzina z dwójką dzieci wieszała już w wigwamie firanki. Wiewiór - nowicjusz kierownicy - nikogo po drodze nie zabił. Niezmącony ocean spokoju zapienił się jedynie, gdy po raz czwarty Bebe w roli pilota przegapiła zjazd z autostrady. Pilot pilota nawalił! GPS ślepy na przebudowy drogi krajowej B31.

Wszystko jeszcze nowe i dziwne. Nie spieszymy się z oswajaniem okolicy:
Porcelanowej pani w skali 1:1 z balkonu przy ulicy Trzech Króli spoglądającej z uśmiechem w aleję bukową.
Starego miasta z żyłkami strumieni przecinających chodniki (Kto wpadnie, ten wyjdzie za tubylca - trzymam się kurczowo Wiewióra) i ogródków w skali mini tworzonych wokół przydrożnych drzew przez wielbicieli miejskiej zieleni.
Codziennego targu pod gotycką katedrą, gdzie obok marchewki za 3 centy, serwuje się turystom kiełbasy w sosie curry, czarny biskup przechadza się ze świtą (koniec świata idzie?), a Stefan od wtorku do soboty sprzedaje najlepszy sernik świata.
Gdzie skosy i grawitacja silniejsze niż w innych częściach Teutonii, a bieganie po sinusoidzie krajobrazu  pozwala na regularne wypluwanie płuc na widok miasta z lotu ptaka z Francją po horyzont.


13 komentarzy on "Z browaru Karola pod browar Ludwika"
  1. Nigdy nie przeprowadzałam się na tyle daleko, aby musieć oswajać okolicę. Wiadomo, że wakacje w grę nie wchodzą a przeprowadzki na odcinku krótszym nić 5km oswajania nie wymagają. Mam jednak nadzieję, że ogarniecie się tak szybko, jak szybko w niepamięć ucieka przeprowadzka. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie kusiło cię nigdy, żeby dalej?

      Usuń
  2. Toż to wrażeń tyle, że trudno przez miesiąc ogarnąć albo i dłużej... kiedy od zawsze w jednym miejscu się mieszka ... powodzenia na nowym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby jesteśmy wprawieni w przeprowadzkach krajowych, międzynarodowych a nawet międzykontynentalnych. Ale ogarnianie trwa mimo wszystko. :O)

      Usuń
  3. piękne Wasze nowe :) no nic tylko się kokosić zgrabnie trzeba i milutko grzędę ułożyć :) a i o namiarach nowych nie zapomnieć ci by norka-listo się nie zgubiła :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że jak tylko poczujemy się jak w domu, trzeba znowu będzie pakować kartony :) Adres wysyłam na maila!

      Usuń
  4. Widok wspaniały, ale mnie się marzył zawsze wpis o cebuli ;) Dobra okazja, przyznasz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cebula, warzywo ogrów, moje ulubione :)
      Poza kulinariami pamięciowa tabula rasa jednak, czy ja coś obiecałam?

      Usuń
  5. Wiesz, masz taką zdolność, ze pewnie wygląda to gorzej niż opisałaś. Piszesz tak uroczo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :* Gab, tym razem słowami naprawdę trudno jest przebić naturę.

      Usuń
  6. ah, hier ist vom besten Käsekuchen der Welt die Rede!!! Ja - stimme zu :-)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bingo! Gut verstanden! Bald liest du auch Polnisch :) Morgen ist Sonntag und ich habe wieder Kuchen-Kauf verpasst. Manno!

      Usuń
  7. Czy to raj...? Chyba tak! Pięknie ;)

    OdpowiedzUsuń

Auto Post Signature

Auto Post  Signature