Pocztówki z Blogosfery: O tym, że...

16.12.2012
O tym, że...Razem najfajniej!



Ahoj Czytelniku/Czytelniczko!

Pewnie Was nie zdziwi, że tu bywam. Pachnie farbą drukarską. Słychać ciszę, czasem dziecięcy śmiech. Można sobie siedzieć z wyciągniętą stopą w pasiastej rajstopie z kotem na kolanach i godzinami przeglądać kolorowe strony. Jako dziecko nie rozumiałam, jak dorośli mogą spędzać tyle godzin z czarno-białymi gazetami. Nie dość, że nieporęczne, to jeszcze bez obrazków! Przysięgłam wtedy, że nie zniżę się do tego poziomu. Choć często czuję się odosobniona w tym postanowieniu, trwam. Tym bardziej miło mi znaleźć dorosłych inaczej, którzy książką obrazkową oraz dziecięcą cieszą się bardziej niż gazetą. Taka jest na przykład Olga, mama Ewy, sprawczyni całego zamieszania zwanego O tym, że... A o czym? To już opowie sama Olga.



Na początku muszę zaspokoić swoją ciekawość: Powiedz czy kochałaś książki obrazkowe zanim zostałaś mamą? Czy ta przygoda zaczęła się wraz z przybyciem Ewy?
Tak odpowiem – zawsze przystawałam w dziale z literaturą dziecięcą. Głaskałam okładki, podglądałam ilustracje, zwracałam uwagę na nowe wydawnictwa (i wąchałam, rzecz jasna, wąchałam). Na studiach polonistycznych przeboleć nie mogłam, że literatura dla dzieci i młodzieży to tylko jeden semestr, zakończony malutką pracą. Jednak dwiema, bo przypominam sobie, że przypadku poezji polskiej pisałam o Ludwiku Kernie, proza obca – Michael Ende. Przez całą historię literatury dla najmłodszych przebiegliśmy galopem, właściwie ani razu się nie zatrzymując. Szkoda. Z perspektywy czasu żałuję nawet bardziej, niż wtedy.

Jednak, faktycznie, dopiero pojawienie się Ewki sprawiło, że ta chęć wiedzy, poznania tekstów, ilustratorów, pracy wydawców gwałtownie wzrosła. Zaczęłam po prostu działać. Oglądać, czytać, kupować, zwyczajnie – interesować się. Czyżbym całe życie szukała usprawiedliwienia dla „dziecinnych” zainteresowań? ;)
Chciałabym wiedzieć wszystko i to natychmiast! Tymczasem świadoma jestem, że to dopiero początek tej przygody, że nie wiem nic, może prawie nic. I jest to świadomość równie frustrująca, jak i nakręcająca.


I wtedy pojawił się blog. Skąd ten pomysł?
Każde moje doświadczenie zawodowe w mniejszym lub większym stopniu wiązało się z pisaniem. Tak jak pływak, po zakończeniu kariery, ma potrzebę wyjścia na basen i wypływania swoich „basenów”, tak i ja mam potrzebę wypisania się. Częściowo potrzebę zaspokajały e-maile pisane do bliskich, ale mało mi było. Powstał blog, będący połączeniem tekstu i zdjęć. Bo zdjęcia są dla mnie równie ważne. Z nazwą miałam problem. Uznałam, że najważniejsze jest, by mnie nie ograniczała, bo początkowo pojęcia nie miałam, w którą stronę pójdę z tą moją pisaniną. Pod szyldem O tym, że... mogę pisać naprawdę o wszystkim, choć czas pokazał, że to wszystko w moim wykonaniu to raczej książki dla dzieci.Zatem mój blog to przede wszystkim relacje ze spotkania z książką (celowo nie używam słowa recenzja, nie piszę recenzji), jakieś inspiracje związane z zabawkami czy akcesoriami, zabawy plastyczne i czasem tylko – oderwana od wszystkiego garść przemyśleń.


Na blogu i FB wspierasz młode polskie wydawnictwa, takie jak Ładne Halo. Co myślisz o rynku wydawniczym książki dziecięcej w naszym kraju?
Myślę, że wiele, naprawdę wiele się wydarzyło przez ostatnią dekadę... Przez kilka lat studiów – podczas weekendów, wakacji, wolnych dni – dorabiałam w księgarni takiej prawdziwej z tradycjami i ciekawym wyborem książek. Pamiętam półki z literaturą dziecięcą – oferta była dość skromna, choć można było znaleźć kilka perełek z ilustracjami wielkich polskich ilustratorów. Ale żeby książki obrazkowe? Młodzi odważni autorzy? Ciekawa, współczesna grafika? Wydania zagranicznych bestsellerów – nowości czy klasyki? Temat właściwie nie istniał. Nie istniały też Zakamarki, Dwie Siostry, Tako czy Ładne Halo. Dziś nie wyobrażam sobie rynku wydawniczego bez nich.
Teraz nie dość, że wybór jest ogromny, to jeszcze najnowsza technologia zniosła wszystkie granice. Jeśli chcę mieć nowość wydaną właśnie w Japonii, mogę ją zamówić online i tyle. Nie zamawiam, bo mnie po prostu nie stać. Ale mogę, każdy może. W końcu mamy dostęp do bestsellerów z całego świata, a i świat ma dostęp do naszych, polskich, książek. I naprawdę nie mamy się czego wstydzić.

Nie masz wrażenia, że polscy rodzice podchodzą dość sceptycznie do tych nowych książek i wydawnictw?

Gdybym miała uogólniać, prędzej strzeliłabym, że polscy dziadkowie podchodzą do nowości, jak do jeża ;) Wiadomo - nie wszyscy i nie do każdej nowości, ale... Jakby synonimem książki dla dzieci mógł być tylko zbiór baśni Grimm czy wiersze Brzechwy! 
 
Rodzice różnie, moim zdaniem, jest coraz lepiej - szukają informacji, czytają magazyny lifestylowe i blogi, rozglądają się i często - może nie autora tekstu, czy ilustratora, ale kojarzą wydawnictwo! Sporo znajomych śmieje się, że książki w domu dzielą na "pod dziadków" i resztę. Przynajmniej dwukrotnie spotkałam się z opowieścią na temat reakcji rodziny na książkę Binta tańczy (tekst: Eva Susso, ilustracje: Benjamin Chaud, wyd. Zakamarki), brzmiało to mniej więcej tak: Ale brzydka ta książka, takie obrazki dziwne i te imiona? Ajsza? Babo? Obce, inne - budzi mieszane uczucia. Ale to nic nowego, prawda?
 
Jest jeszcze inna sprawa - sporo rodziców, dziadków, cioć i wujków korzysta z oferty - jak oni o sobie mówią? - "lidera na polskim rynku dystrybucji dóbr kultury", czyli sieci na E., mającej swoje sklepy często w galeriach handlowych. Ilekroć stoję tam w dziale z literaturą dziecięcą - zgrzytam zębami. To, co jest wyeksponowane na półkach, to jakaś zgroza. Jak jesteś cierpliwym klientem i chociaż mniej więcej wiesz, czego szukasz - dokopiesz się na przykład do kilku tytułów z Dwóch Sióstr. Ale wybór z mniejszych wydawnictw? Raczej nie. No chyba, że wielokrotnie, w różnych sklepach, miałam ogromnego pecha i tak naprawdę wcale tak nie jest... Ale żeby aż taki pech?
 
Gdzie, kiedy i jak najchętniej piszesz?
Między kuchnią a pokojem dziennym zatrzymuję się pochylona nad biurkiem. Stuk-stuk-stuk – wpisuję dwa słowa komentarza, dopisuję zdanie do tworzonego posta, usuwam beznamiętnie całe akapity. Zawsze mi mało poprawek. Piszę na raty. Pochylając się nad biurkiem, z plecami w pałąk wygiętymi. Jak siadam, to na brzeżku krzesła, bo przecież zaraz, za momencik – będę musiała wstać. I podać, podgrzać, zrobić, ułożyć, przeczytać. Mam dwa zeszyty, w których wpisuję tematy postów, tytuły książek, jakieś nazwiska i adresy. Powinnam zapisywać w nich całe zdania, które przychodzą mi do głowy, ale pisanie odręczne to dla mnie zmora. Ręka niewprawna, pismo coraz bardziej kulfoniaste, nieczytelne nawet dla mnie. Lubię stukot. Klawiatury. Marzy mi się maszyna do pisania.Bywa, że chodzę z jednym zdaniem w głowie tygodniami! I co jakiś czas głośno je wypowiadam, żeby nie zapomnieć.
Idealne warunki do pracy wyglądałyby dla mnie tak – najpierw długo, bardzo długo jadę pociągiem. W pociągu najlepiej mi się myśli. Wykluczam – oczywiście – sytuacje upierdliwych współpasażerów, braku ogrzewania lub wagonu-sauny. Dojeżdżam na miejsce. Czyli gdzieś, gdzie mam komputer, zapas jedzenia i picia i ogrzewanie. Zmarzluch ze mnie! I tyle. Czy ja za dużo wymagam? ;)

Skądże! Pociągi to inkubator i mojego słowotwórstwa. Chyba czas poprosić Mikołaja o karnet na przejazdy PKP ;) Skoro jesteśmy przy podróżach, dokąd wybierasz się najchętniej zwiedzając blogosferę?
Ho, ho, ho! Mnóstwo mam miejsc, w których mi wygodnie! Zatem bardzo się ograniczę i wymienię tylko kilka. Ze względu na tematykę i profesjonalizm – regularnie zaglądam: Poza Rozkładem, Znak Zorro i 1x365, Kolekcji Hipopotama (znowu Mizielińscy!), Ryms oraz Polska ilustracja dla dzieci.
W moich „ulubionych” jest też masa naprawdę różnych adresów – zapiski codziennie, blogi mam, fotoblogi, blogi kulinarne... To nie jest kilka blogów, nie kilkanaście i obawiam się, że nie kilkadziesiąt nawet! Wspomnę zatem o dwóch, które czytam chyba najdłużej i zawsze sprawia mi to przyjemność – zimno i barbarella. I na pewno zapomniałam o jakimś bardzo ważnym adresie, na pewno.


 A powiedz jeszcze na koniec, jaka jest Twoja ulubiona książka obrazkowa?
MiasteczkoMamoko Aleksandry i Daniela Mizielińskich (wyd. Dwie Siostry). Ta książka to był mój zapalnik. Raptem się obudziłam, rozejrzałam i zorientowałam, że dzieje się, a ja o tym nie wiem! I zaczęłam znajomym dzieciom kupować Miasteczko Mamoko... Potem dopiero Ewce, dla której Miasteczko... jest, jak sądzę, również ważną książką.

A Wasza ulubiona?
Miasteczko Mamoko, ależ jestem nudna, co? Nic nie poradzę! Mizielińscy mają nas w kieszeni. Ewka namiętnie zajmuje się śledzeniem – najchętniej Zofii Ryjek i Hesi, Maćka i Antosia z Hyców... Ja lubię wodzić wzrokiem za Aleksandrem Paskiem, M. za Zygmuntem Kosmicznym. Mamy też Dawno temu w Mamoko i od niedawna Mam oko na litery. Część książek, za jakiś czas, przekażemy młodszym dzieciom z rodziny, pozycje Mizielińskich zostaną, dla pokoleń. Zbyt dużo książek pojawia się w naszym domu, by wybrać kilka tytułów – wszystkie, które opisuję na blogu po prostu lubię i uważam za wartościowe. A jak nie lubię, to nie opisuję. Proste.

I tak powstaje ilustrowana galeria tytułów, do której i Bebe chętnie zagląda :) Zatem ciepłych Świąt wewnątrz i mroźnych za oknem! Niech Wam choinka w nowe woluminy obrośnie, a na stole nie zabraknie pysznych ilustracji. Kolorowych!

Do Olgi, hej Czytelnicy,
Do Olgi, bo tam cud!(nie)
O tym, że...klik! klik!



Ukochania,
Bebe

10 komentarzy on "Pocztówki z Blogosfery: O tym, że..."
  1. Kolejna cudowna podróż blogowa! Hej:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Adventure is out there! Hej!

    OdpowiedzUsuń
  3. pozdrawiam miło się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Potwierdzam tam cudnie i bardzo pomysłowo!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kawika09:12

    wróciłam......muszę nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  6. I znów ciekawa blogowa podróż, Bebe. Podoba mi się baaardzo :).

    OdpowiedzUsuń
  7. cudowny prezent świąteczny, tak móc się wygadać u Bebe :) dzięki! (i przepraszam za dłużyzny!) :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię, lubię. I baje też kocham :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak, ciekawie się czyta o innych. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. @kavika: Przysiądź fałdów i czytaj :* Zrobię ci herbatki.

    @ Olga: oj tam oj tam! to ja dziękuję, żeś znalazła czas i weny kawałek :)

    @Pani Zorro: Witam! Prawda, zwłaszcza, gdy ciekawie przędą. Ukoch!

    OdpowiedzUsuń

Auto Post Signature

Auto Post  Signature