Z notatnika podróżnika cz.2: Hobbiton

12.09.2012
Wiewiór w borówkach


Piszę to bezwstydnie spożywając teutońską słodką konfekcję bożonarodzeniową, która od tygodnia dostępna jest w pobliskim supermarkecie. A jeszcze Halloween nie było! - krzyczy Wiewiór z sąsiedniego biurka wrzucając do pyszczka migdały w kakaowych chmurkach. Bezbożnicy! - słychać z offu tradycjonalistów.

***
Aragorn: Nie zatrzymujemy się aż do zmierzchu.
Pippin: A co ze śniadaniem?
Aragorn: Już jedno jedliście.
Pippin: Pierwsze, tak. Ale co z drugim śniadaniem?

Zielona Wyspa wybucha śmiechem. Obecni na sali Polacy nie widzą w tym nic dziwnego.

***

Siostra Wiewióra wyznała, że lubi polskie sklepy na Zielonej Wyspie, bo pełne są słoików i konserw. Tak różnorodnych i kolorowych. Raduje mnie widok pełnych słoików!  Słoiki sprawiają, że jestem szczęśliwa!

***

[5]
Ze stolicy przenosimy się na mazowiecką wieś, niebywale nową i płaską. Rodzice Bebeluszka dowiedli bowiem, że zawsze warto jest spełniać marzenia. Zatem kupili upragnioną słoneczną chatkę między ugorem a pastwiskiem. Jest ogród, sad, pies, kominek i pokój gościnny. Jest też własnoręcznie posadzony kawałek lasu, które to miano zdobył wraz z pierwszym pojawieniem się w nim śmieci.

Wieczór w malinowym chruśniaku. Na kolację jeszcze ciepłe mleko pachnące krową.

[6]
Są dwa rodzaje grzybów: do zjadania i do uwieczniania.

Harmonogram dnia:
Podbieranie ogórków.
Obieranie kartofli na kartacze.
Pieczenie sernika z malinami.
Pieczenie murzynka, bo dawno nie było.
Lepienie kartaczy.
Składanie ogórków do słoika.
Polowanie na kurki w lesie.

Gotowanie zupy grzybowej, dżemu i słoików z ogórkami.
Wieczorna nalewka z ironii i krzyżówkowe łamigłówki*.
Okazuje się, że jestem rummikubowym tuzem!

* Polskie magazyny jak jeden mąż traktują często i obszernie o nowym rzymskim filmie Woody'ego Allena. W jednej z ról głównych Penelope Cruz. Przy wieczornych z krzyżówką zmaganiach:
- Trzynaście pionowo. "Półwysep i kraina historyczna w Grecji"
- Penelopez!

[7]
Malinowy chruśniak na śniadanie. Nawet pies zdejmuje obślinioną paszczą owoce z krzaków. A potem w ramach zwiedzania okolic, wycieczka do pobliskiego miasta wojewódzkiego. Wiewiór dziwi się połatanymi szyldami domom i ulicom. Czy notariusz to popularny w Polsce zawód? - pyta przy piętnastej tabliczce z tym samym wyrazem.

Tymczasem klasztor, Wisła, para młoda w sesji zdjęciowej z watą cukrową w tle, pijalnia wódki oraz lody. Dużo lodów, bo Mamusia Bebeluszka czaruje co chwilę nowy patyk z torebki.

O zachodzie słońca kradniemy z Bułką Starszą czerwone jabłka u sąsiada za płotem, a Wiewiór tymczasem nawiązuje nową przyjaźń na zawołanie: Siad! Wait! Here you go! Good boy! Pies z ADHD po raz pierwszy w życiu zaczyna słuchać**.

Kostka Rubika 7x7 w trudnych warunkach, czyli pod okiem teściów, zajmuje Wiewiórowi 25 minut.

**Trzy dni później słychać Tatusia Bebeluszka: Łajt! Łajt!



[8]
Jabłkowe kieszonki wg. przepisu Pani Prosiaczkowej. Lubimy to!


Pada, siąpi, chmurzy się i znowu pada. Cichy ranek szeleści kartkami krzyżówek i stronami gazet.
Nie ma lepszego lekarstwa na deszcz, jak zapach ciasta. Zwłaszcza z jabłkami. Odkrywam, że wolę piec niż jeść.Za to Bułka Starsza wykazuje niezwykły talent do robienia dżemu niemal ze wszystkiego. Nawet z Ufo, które ku zdziwieniu Wiewióra, rośnie sobie w trzech kolorach w okolicznym ogródku.
Nocą otwieramy domowe przetwórstwo serowe.

[9]
Odwiedziny u bohaterów "Roku w ogrodzie". Sadzonki stoją w rządkach jak na szkolnym apelu.
Miłorzęby, sosny, tataraki, jabłonki, świerki, leszczyny, klony, pelargonie i astry. Hektary zieleni układające się w labirynt i tylko patrzeć, aż królowa kier obetnie nam głowy. Wiewiór po raz pierwszy staje oko w oko z armią ważek. Myślisz, że irlandzkie elfy eksportują swoje ważki z Polski?
Mama Bebeluszka w swoim elemencie sypie złotymi myślami z rękawa: A za tymi trawami, są inne trawy.
Tatuś Bebeluszka kwituje: Gdyby to były wiertarki i glebogryzarki, mógłbym tu spędzić i trzy dni.

[10]
Zbieramy borówki.
Ogórki, patisony, kabaczki i cukinie.
Pakujemy słoiki z ogórkami. Kiszone dla mnie, konserwowe dla Wiewióra.
Dżem z ironii i kabaczka.
Tu wzruszenie chwyta serce, tam łzy po policzkach biegną, by ukryć się w kołnierzyku koszuli. Dom się im stworzył przy okazji domu, ciepły i otwarty. Że żal wyjeżdżać a miło wracać.
Jeszcze się zobaczymy. 

***

Po powrocie z Polski Wiewiór rozmawia z siostrą:
Polubiłabyś dom rodziców Bebe, zwłaszcza spiżarkę. Wyobraź sobie pokój pełen małych słoików wypełnionych jedzeniem. Od podłogi po sufit/ I oni robią tego więcej i więcej! Każdego dnia. To Hobbity! Mali, mili, a życie kręci się im wokół jedzenia.
34 komentarze on "Z notatnika podróżnika cz.2: Hobbiton"
  1. Odpowiedzi
    1. Czyżby Duśka też była Hobbitem?

      Usuń
    2. Zdecydowanie Hobbitem wraz z całym zadowoleniem i szczęściem z tego płynącym :) Babcia Duśki i ukochana Ciocia M. są 99% Hobbitkami (minus jeden procent na włosy na stopach), a mnie trafiło się odziedziczyć po nich trochę zamiłowania i smaku oraz hobbiciej radości z pakowania słoików, gotowania i wynajdowania okazji do wspólnego, smakowitego ucztowania. A propos, ja właśnie jestem po 3 śniadaniu :D

      Usuń
  2. hobbitami Wiewiór mnie podbił dokumentnie ! Ja mu nawet mogę w słoiku domowego smalcu wysłać co go właśnie produkuję, a co! Hobbity mają gest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Robisz smalczyk? Własnoręcznie? To tylko jeszcze piec bochenki i zagryzać korniszonem! Wiewiór jest zaszczycony!

      Usuń
    2. Tylko własnoręcznie, kupne są fuuuuj. małosolne też się właśnie robią ale ich to może lepiej nie będę wysyłać:D
      Poda adres na maila, przez Odrę powinno szybko dojść :)

      Usuń
    3. Wiewiór: Ale naprawdę ktoś chce mi przysłać smalec? ;)

      Usuń
  3. hmmm... a co z tym drugim śniadaniem jest nie tak? ze tak spytam nieśmiało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic Ewo, nic. Tylko jest to koncept znany, jak podają źródła, jedynie w Polsce i Bawarii. Zielona Wyspa po pierwszym śniadaniu z bekonu, jajek i kaszanki nie zdąży zgłodnieć na drugie śniadanie ;)

      Usuń
    2. no fakt :))) a te Wasze jabłkowe kieszonki wyglądają bardzo apetycznie

      Usuń
  4. Nie przyjeliby Dyni na letnisko?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzice Bebeluszka bardzo lubią dzieci, zwłaszcza te z miłością do wieprzowiny :)

      Usuń
  5. Mój ty hobbicie:D Smakowite i wspaniałe zdjęcia;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obserwuję wzrost włosów na stopach, bo to chyba ostatni stopień hobbickiego wtajemniczenia ;)

      Usuń
  6. Ja tam zawsze popierałam i lubiłam hobbicie roszczenia o drugim, trzecim a nawet czwartym śniadaniu ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem za! To co? Jemy pierwsze?

      Usuń
  7. ależ pyszne są Wasze wspomnienia, zwłaszcza poduszeczki z jabłkami, a(i)ronia w słoiczku najlepsza do herbatki .. i tym sposobem w gębie mam ślinotok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ocho! Ironii w herbacie jeszcze nie było!

      Usuń
  8. Hobbity, hehe. Piękny wpis, czytałam zapartym tchem.
    A tata kiedyś robił nalewkę z aronii czy ironii, nie pamiętam już dokładnie ;).

    Jestem za trzema śniadaniami i czterema deserami, tak!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ironiczna nalewka z aronii płynęła szerokim strumieniem ze szczodrej ręki Mamusi Bebeluszka, a jakże :)

      Och desery! i zasmażka (na pierogach oczywiście) ;)

      Usuń
    2. A ponadto cud, miód i orzechy (powiedziała, potajemnie o tej porze wcinając świeżo upieczoną muffinkę z czekoladą ;)).

      Usuń
  9. Ja już lubię tę spiżarnię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zapraszam na arbatkę z dżemem z ironii.

      Usuń
  10. Ja już go polubiłam i niestety, równocześnie niemalże, złe uczucie obudziło się we mnie - ZAZDROŚĆ!!!!!!paczucha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Paczucho, nie ma czego. Wiewióra starczy dla wszystkich!

      Usuń
  11. Kamila08:48

    eechh jak dobrze wrócić do świata żywych i cię poczytać cmoki

    OdpowiedzUsuń
  12. :D Cudne.
    Co więcej mogę powiedzieć?
    A w ogóle to ja lubię włosy na stopach hobbitów :D Ale to chyba nie w temacie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo w temacie Mery. Włos na stopie nie jest zły ;)

      Usuń
  13. Ja tez mam na Wyspie swój słoiczek.:)) Z pulpetami...! A tam gdzieś przygotowują dla mnie słodkości na zimę, mniam...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Pulpety w słoiku, wieprzowe?

      Usuń
  14. z przyjemnością przeczytałam i oglądałam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajrzałam na Twojego bloga i wcale mnie to nie dziwi. Tam pachnie cynamonem.

      Usuń
  15. Cudowna relacja, jak zwykle świetnie się czytało :)
    "...a życie kręci się im wokół jedzenia." To my Włosi jesteśmy! Północy :)

    OdpowiedzUsuń

Auto Post Signature

Auto Post  Signature