Historia IV: Misja: Żółw

26.03.2012
Jako młokos, Bebe dobrowolnie dała się nająć do niewolniczej pracy na plantacjach truskawkowych. dwa złote za nieszypułkowane,  trzy i pół za te bez. Paznokcie krwawiły, gdy zapomniało się gumowych rękawiczek. Tuż o wschodzie słońca stała z innymi dzieciakami w kilometrowym rządku z białą kobiałką w ręku. Rosa opadała, kurtka ziębła od wilgoci. Do dziewiątej rano, otwarcia skupu, trzeba było wyzbierać hektary.

Gustawa droga do nirwany

Po sezonie zbierania, za pierwsze zarobione pieniądze, Bebe kupiła sobie żółwia. Bo A. też miała żółwia, który był cudny i lubił pić herbatę, ale tylko z cukrem. Bebe też chciała takiego. Przywieźli go z Tatusiem Bebeluszka z dalekiej stolicy, na imię mu było Gustaw. Nie lubił herbaty, tylko żółte mlecze. Wygrzewał się w dużym pokoju na dywanie w róże, podążając za plamą słońca. Miał tylko jedną wkurzającą ulubioną rozrywkę. Wchodzenie w ścianę. Łup, łup, łup. Wspina się Gustaw na ścianę i opada. Skorupą o podłogę. Łup, łup, łup. Wyniesiesz go do innego pokoju. Wraca, machając radośnie ogonem, w to samo miejsce. Łup, łup, łup. Uparty jak żółw, Gustaw niewątpliwie miał misję.

Gdy Bebe wyjechała studiować, Gustaw trafił do sąsiadów, których postanowił opuścić tego samego tygodnia i wyruszyć w świat. I tak kolejny kumpel Bebe, nie wrócił już nigdy do domu.
22 komentarze on "Historia IV: Misja: Żółw"
  1. Oj Bebe, coś te zwierzęta mają marny los u ciebie. Czy jesteś Elmirką? Natomiast truskawki... Bym zjadła... Mmmmmmm.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba raczej Megi z Przystanku Alaska ;) Truskawek nie opłacało się jeść, podchodziłam do tego pragmatycznie.

      Usuń
    2. Eeee ja nie oglądałam tego serialu:p Za to Bonanzę oglądałam:)

      Usuń
    3. Nad Megi wisiało fatum. Każdy jej chłopak ginął w dziwnych okolicznościach. Jak moje zwierzaki ;)

      Usuń
  2. Hmmm... musimy powaznie rozwazyc, czy wydac ci Dynie na urodziny :-) Wolelibysmy, by nie poszla na ryby.
    Moze Gustaw byl przedstawicielem nurtu free soloing?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę Dyni na urodziny! chcę do Dyni na urodziny, ma fajniejszy tort! W ogóle ma tort! Gustaw miał misję, miałam wrażenie, że widział tam drzwi do nirwany. Nieugięty był. No imponował mi :)

      Usuń
  3. ech ... my dzieci późnego komunizmu... jakżeż to twarde życie ukształtowało nasze charaktery ... u mnie były i truskawki i malowanie płotów i sprzątanie hali i mycie koparek ... jakoś tak człowiek nauczył się cenić pracę i pieniądz .. a teraz ? Foch bo dostaje tylko 200 PLN kieszonkowego a koleżanka ma 500 :|

    PS. Gustaw na pewno znalazł swój wymarzony cel podróży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale fajowo, koparki! A butelki też zbierałaś? U mnie były też porzeczki (nienawidziłam) i pielenie ogródka za darmochę. Ale najfajniej to się "podlewało" betonowe kręgi! :)

      Usuń
    2. Zbierałam :) i trawe kosiłam (na szczęście nie za darmochę), i ulotki roznosiłam (choć to już nie komuna) a jak już byłam "duża" czyli lat miałam koło 15 to przez cały miesiąc robiłam za kucharkę dla 15 chłopa ... do tej pory nie potrafię ugotować zupy w litrowym garnczku ....

      Usuń
    3. Kucharzyć też lubiłam :) Dla 60 latających w Kung Fu chłopa!

      Usuń
  4. Ja mylam i sprzedawalam butelki po pepsi na strychu u wujka. A byly one tam tak dlugo ze w niektorych byly truchelka myszy..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za truchełka 30 groszy ekstra?

      Usuń
  5. ja bardzo lubie zwierzątka...ale nie u siebie w domu.
    bo -
    -chomiki sie wzajem pozjadały
    -patyczaki były brzydkie
    -rybki wyskakiwały z akwarium i usychały przez noc na obrusie
    -myszki gryzły palce
    kot rodziców drapie
    - i, tu wyjatek papużka Tofik (kochana) poleciała z balkonu do ciepłych krajów na for ever, smutek pozostał

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, Wiewiór zakazał mi odkrywania innych przypadków bebeluszkowych zwierząt domowych. Cobyście nie wrócili do domów w traumie. Tofik pewnie pije drinki z koksa na ciepłej wyspie i ćwierka fajną Tofi w bikini ;)

      Usuń
  6. A ja miałam żółwia, który miał na imię Gadzina, a dostałam go w wyniku zakładu. Który przegrałam, ale to szczegół. Gadzina była wodno-lądowa, ale na lądzie też zawsze docierała do ściany. Mam wrażenie, że gdyby wypuścić ją na pustynię, też by wreszcie dotarła do ściany...
    Bebe, oj Bebe, dlaczego nie zabrałaś Gustawa na studia????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo właściciel mieszkania nie akceptował kumpli, a rodzice Bebeluszka nie akceptowali innego lokum. Heh. Co z tymi żółwiami i ich pogonią za ścianą???

      Usuń
  7. Jeden z naszych żółwi, takie maleństwo jeszcze, wspinał się ponad metr po zasłonie i trzeba go było asekurować. I wciąż i wciąż. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O takim przypadku jeszcze nie słyszałam! Ten na 100% uprawiał free solo climbing!

      Usuń
  8. A Didek ma Zuzię. Zuzia nie wspina się po ścianach, ale czasami się przymila, chociaż jeszcze częściej się obraża. Generalnie robi dokładnie to, co chce i tylko kiedy chce. Taki kociak w skorupce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) wyjątek potwierdzający regułę?

      Usuń
  9. hmm... moja pierwszą pracą było prostowanie narożników banknotów przed posłaniem ich "wrzutem nocnym" do banku :D wtedy dowiedziałam się, że pieniądze są brudne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olga, co za fucha! Miałaś ty rączkę do pieniędzy ;)

      Usuń

Auto Post Signature

Auto Post  Signature