Image Slider

Racja babci

31.01.2012


 
U technicznych zamiast tranzystorów papryki w łódeczki. W sekretariacie tuńczyk sauté. W portierni ćwierć jabłka z jogurtem naturalnym. A profesorskie grono pije już tylko małą czarną. Ciastek na zebraniu nie ma. Świat akademicki trwa na noworocznej diecie. A Bebe trwa w oczekiwaniu.

°°°

Wertujesz gazety, fora, portale, by znaleźć tą jedyną, ostateczną dietę, która zapewni ci dozgonne szczęście. Wprost proporcjonalnie do gubionych kilogramów, wzrośnie ci poczucie własnej wartości, portfela i libido.

Kupujesz wszystkie produkty: chudy cycek kurczęcy, chudy ser, chudą wodę o smaku mleka, chudą rybę w chudym sosie własnym. I ty też będziesz chuda, o ile wytrzymasz na tym dwa tygodnie. Wierzysz, że nawet może trzy. Co z tego, że eksperci zabraniają, znasz się przecież najlepiej.

Dnia piątego, zgodnie z instrukcją, stajesz na szklanej wyroczni, która z precyzją do jednej dziesiątej grama przepowie ci przyszłość. Jest mniej, zjesz na śniadanie dwie deski pełnoziarniste z serkiem wiejskim, a może nawet kostkę czekolady. Jest constans, wykręcisz dodatkowe 30 minut na rowerku, żeby ruszyć machinę. Jest więcej, zamiast śniadania, trzy kółka w parku i zamiast kolacji basen.

Dnia n-tego stoisz nad garnkiem z gulaszem dla całej rodziny. Wołowina, śmietana, tłuste oka tańczą na powierzchni. Jesteś tak głodna, że mogłabyś zjeść ten gulasz na zimno. Zagryźć pajdą chleba z masłem i najtłustszym camembertem. Popić słodkim kompotem, poprawić tabliczką czekolady i paczka chipsów. Usiąść i zapłakać, że jesteś taka beznadziejna, że nawet diety nie umiesz dotrzymać.

Podnosisz się, chudniesz dalej. Pewnego poranka, tego poranka, szklana wyrocznia wyświetla ci Świętego Graala. Skaczesz z radości. Biegniesz do biura, oznajmiasz wieść Jolce z biurka po lewej. „Jak to zrobiłaś? Pewnie nic nie jadłaś”.  „Nie chudnij tyle, bo jeszcze znikniesz” – dodaje sarkastycznie Mariolka z księgowości. Wracasz do domu nieco oszołomiona. Świat miał się przecież cieszyć. Zaglądasz do portfela, a tam nadal tyle, co kot napłakał. Nie pójdziesz na basen, bo nadal boisz się rozebrać, a mąż,  jak zawsze ogłada wieczorem mecz.

Zerkasz przed siebie a tam ta sama obca baba - szara, stara i nijaka. Gapi się na Ciebie wystraszona. „Jesteś gruba świnią” – mówisz i zaczynasz jeść. 

Przez myśl ci nawet nie przejdzie, że twoja własna babcia miała jednak rację. „Nie musisz tego robić” – powiedziała, gdy jako trzynastolatka obwieściłaś nad nietkniętym talerzem pierogów, że jesteś na diecie. 43 kilogramy temu.



°°°
Uprzejmie przypominamy, że kto jeszcze nie głosował to niech łapie za telefon, bo mi już zasycha w gardle od tego przypominania, a widzę po rankingach, że się strasznie lenicie. 

SMS o treści G00404 na numer 7122. 

Jaś i Małgosia też się ucieszą, bo z tych smsów pojadą w końcu na prawdziwe wakacje z krową i jeziorem, zamiast spędzać gorące lato przed ekranem komputera wśród szarych blokowisk.  

Nie krępować się, głosować.

Zmartwienia prenatalne

27.01.2012
Zmartwienia bywają różnokalibrowe, takie na grubość włosa i takie, że o mały włos. Człowiek, zwłaszcza nadwiślany, potrzebuje zmartwień. Jak się w nich porządnie unurza, ręce po łokcie umaże, spoci się przy tym na zimno jak mysz, to wie, że żyje. Jak człowiek nie ma się czym martwić, to sobie wymyśli. Zmartwienie na zapas, to bardzo przydatna sprawa. Gdy w końcu się zdarzy (co całe szczęście następuje rzadko), to człowiek martwi się potrójnie, bo przecież już wie, co go czeka.

Bliźni to niewyczerpane źródło zmartwień. Nic dziwnego, że człowiek to istota stadna. Czy bliźni zjadł wystarczająco duże śniadanie? Czy aby mu nie zimno? Czy niczego mu nie brakuje? Bliźni to także katalizator. Zmartwienia podzielone z bliźnim, dwoją się bowiem i troją. Pączkują we wspólnym garnku ciężkości życia, aż im urosną wielkie oczy i świeczki trzeba kupić, bo koniec świata na pewno będzie na Wigilię 2012.

Nie daj Boże, człowiekowi dobrze. Siedzi sobie cały szczęśliwy, nogą macha w powietrzu. Trochę mu nieswojo z tej dobroci bytu, mdli go nieco nawet. Żeby sobie trochę ulżyć, rodzi pytanie, nagłą wątpliwość.

I od razu mu lepiej, że mu gorzej.

Manewry ćwiczebne odbyte. Pozostaje czekać na próbę generalną.


Lekcja pierwsza: Are you talking to me?

25.01.2012


W idealnym świecie
Bebe jest asystentką znanego profesora. Łaskawy profesor pozwala jej przygotowywać slajdy do śmiertelnie długich acz inspirujących wykładów. W przypływach dobrego humoru, profesor nie pojawia się na zajęciach i prosi Bebe o zrobienie wejściówki. Przerażeni studenci piszą w pośpiechu, a ona ocenia te peany sprawdzonym polskim sposobem. Kto spadnie na burko, ten zdaje. Na protesty odpowiada krótko: W życiu nie wystarczy sama wiedza. A potem dyskutują sobie płynną angielszczyzną o wyższości muzeum nad biblioteką. Niesienie kaganka oświaty na uczelni wyższej jest jak puszczanie mydlanych baniek, lekkie i przyjemne.

Dwa miesiące temu
- Słuchaj Bebe, roboty dużo nie będzie, bo to są studenci magisterscy a ty będziesz tylko asystentką Profesora Szkło - oznajmiła Profka Główna na odchodnym.
- ...więc ci nie zapłacimy, a ty spędzisz wolny czas na ocenianiu studenckich wypocin - Bebe domyśliła sobie peesie.
- Acha! Jest tylko mały problem, jedna ze studentek z Chin nie mówi po angielsku. Porozumiewamy się z nią za pomocą kartki.

Wczoraj
Punkt czternasta stała w różowych trzewikach i rajtkach w kwiaty, dzierżąc kaganek oświaty w dłoni. W ramach sali wykładowej przydzielono jej piwniczny kącik w pracowni ceramicznej, dwadzieścia krzeseł, projektor, a w gratisie radio w tle i walenie młotkami. W odległym końcu sali, młody Michał Anioł tworzył kolejnego Dawida, a Bebe miała prowadzić lekką filozoficzną pogadankę o sensie istnienia obiektów muzealnych.

Pięć minut później pojawiła się pierwsza burka, która w bez słowa zajęła miejsce w najodleglejszym rzędzie i zaczęła jeść trójkąty kanapek. Kwadrans akademicki bierze się tu dosłownie. Profesor Szkło pojawił się chwilę później, a za nim globalizacja: trzy Chinki, Greczynka, Turczynka, dwie Cypryjki, Syryjka i dwóch tubylców. Sukces: jedna trzecia przyszłości narodów przedstawiła się bez kartki. Dawid ma nosa.

Szkło ucieszyło się, że studenci raczyli wysłać przedstawicieli niemal połowy szczepu, rozsiadło się na tronie i przekazało pałeczkę Bebeluszkowi. Dawid ma prawą rękę.
- To może zacznijmy od omówienia tekstu - Bebe szykuje się do lotu - Co o nim myślicie? - Na sali zawrzało od tłumaczeń symultanicznych. Dawid nie ma ust.
- Nic? - pas startowy zdecydowanie za krótki.  
- Czy wszyscy mają tekst? - szelest kartek. Dawid nie ma uszu.
- Czy wszyscy mają tekst? - Dawid nie ma oczu.

Bebe jak ta stonka amerykańska, techniką obrazkową głosi słowo naukowe, gdy Chinka przerywa w pół zdania:
- Co tu być slymbo?
- Słucham?
- Co tu być slymbo? - powtarza Chinka.
- Symbol? - pomaga ruda Yam Yamka.
- Tak, slymbo.

Pięć godzin i dwa Dawidy później
Zanim Bebe padła na kolana przed ciałem pedagogicznym, które musi orać ugory każdego dnia, zdążyła wyjąć procenty z lodówki. Wasze zdrowie, ja wysiadam!

Za tydzień przyszłość narodów jedzie oglądać skarby stolicy. Za dwa tygodnie kalambury.

Różnica kultur

23.01.2012


Małostkowość bywa pryszczem na siedzeniu. Nie widać a boli, zwłaszcza właściciela. Bebe bywała małostkowa, zwłaszcza w stosunku do zegarowego tykania. Nie jedną noc kuchenny czasomierz spędził już w szafie. Czepiała się też namiętnie kwiatów ciętych, których nigdy od Wiewióra nie otrzymała, a chciałaby bardzo. Chciałaby, też żeby Wiewiór otwierał jej drzwi, nosił siatkę z zakupami, nie zaczynał obiadu pierwszy i na boga przestał mlaskać, jak mu coś szczególnie smakuje. Czy cały świat musi o tym wiedzieć?! Chciałaby też, żeby czasami walną ręką w stół. Po męsku, żeby się uparł i żeby było na jego. I żeby focha strzelał, jak ona wychodzi na obiad z kolegą.

A Wiewiór nadal swoje. Przynosi jojo dla początkujących, pingwiny z papieru składa  i naprawia kran bez proszenia. Zaczyna obiad, by jej nie obrazić. Mlaszcze przy tym głośno, bo nie umie inaczej, choć się bardzo stara. Plecak jej zabiera, jak mu się nie przypomni ta feministka wyspowa, co za oferowaną pomoc wyzwała go od zacofanych seksistów. Nawet nóż jej kupił firmowy, szwajcarski, ale z pilnikiem. I jak miło, kiedy wraca cała radosna po spotkaniu z przyjaciółmi, nawet jeśli jego przy tym nie ma.

Bebe ma to, co naprawdę chce.

°°°
Powtórzę się, ale głosowanie na Bloga Blogerów trwa jeszcze do 7 lutego.
Uzbrójcie się zatem w telefony i ślijcie smsy pod numer 7122 o treści G00404. Te "0" to zera a nie litery. Jeden telefon - jeden sms. Śpieszmy się, bo konkurencja nie śpi... 
I rozsyłajcie wici wśród znajomych mniej i bardziej. Proszę.

1D

22.01.2012
Centrum Dowodzenia Kryzysowego


Komputer połączył się z idealnym światem: w Czarnym Lesie jest 21 stopni w pełnym słońcu.
- Nie wierzę. Przecież jest styczeń i do tego leje. Sprawdzę u Ciebie. Wpiszę, Wilka Brytania - trzeszczy Wiewiór przez Skype'a. - Nie, nie może znaleźć. To może Anglia? UK? Nie! Komputerowa pogodynka mówi, że taki kraj nie istnieje.

Tuż przed przebudzeniem, gdzieś między snem a brutalną jawą, Bebe traci na chwilę poczucie orientacji. Azymut zimnej poduszki sprowadza ją szybko na ziemię. Światło jest na sznurek, spłuczka na klamkę, poduszka za płaska, koc zamiast ciężkiej kołdry, chleb z plasteliny, termofor jako namiastka ciepła znajomego ciała, a pod oknem niewidzialni kierowcy jadą różańcem po złej stronie drogi. Wszystko wskazuje na Wyspy.

Cholera by wzięła takie pożegnania! Ostatni wieczór spędziła przy łóżku, obserwując Wiewióra zmorzonego migreną. Następnego dnia, pojechał z nią na lotnisko, gdzie reklamują lepszy świat w 3D. Pani w okienku ślamazarzyła się przy bagażach na tyle, by pozostało im tylko klika minut na bieg do stacji, pośpieszny pocałunek i wepchnięcie Wiewióra do pociągu powrotnego tuż przed zatrzaśnięciem drzwi.  Bebe została na peronie, patrząc jak jej D do pary znika w migoczących szybach. A potem śnieżyca, opóźnienie lotu, długie godziny w ciszy i star trek na laptopie. W perspektywie: płaska szara permanentna chmura i debiut ze studentami. Oby mnie nie nie zjedli wraz z kagankiem oświaty.

Północ. Przez szybę taksówki Bebe ogląda, jak zbyt rozebrane dziewczyny kolędują po pubach na zbyt wysokich obcasach. Zbyt pijani chłopcy w zbyt białych koszulkach chwieją się za bardzo nad papierosem. W domu na wieży zbyt zimno, żeby zasnąć.

Tylko wanna, z idealnego świata, stoi nadal na czterech lwich łapkach po środku łazienki wykładanej czerwonym dywanem. Wanna jest statkiem, a Bebe żeglarzem. Siedzą sobie z książką od dwóch godzin i lądują powoli na wyspie. Bebe zanurza się w gorącej wodzie.

- Nie chcę wracać - szepcze na mokro w Wiewiórowe ucho.
- Byle do wiosny.


°°°

Bebe nadal zbiera smsy w konkursie Blog Roku 2011.
Kto ma zbędny, niech odda!
Wyślij smsa o treści G00404 na numer 7122 (te 0 to zera).
W zamian wymasuję wam obolałe kciuki.

Jeden numer, jeden sms.
Koszt 123 grosze już z vacikiem.

Blog Roku: Ole Ole Ole!

19.01.2012

Proszę Państwa, co za emocje, co za emocje!!! Blogi tasują się w pierwszej dziesiątce jak karty! Czarne konie wychodzą na prowadzenie! Bebe zeszła już niemal na bezdech! Ale biegnie, wstaje i biegnie! Co za determinacja! Nawet kominiarz wysłał SMSa, o listonoszu i babci ze smokey eyes nie wspominając! Wici się przędą na wirtualnych ścianach! Proszę Państwa! Proszę się uzbroić w cierpliwość! Trzeba nam czekać trzy godziny na oficjalną listę blogów, które przeszły do oględzin jurorskich. Kto będzie w pierwszej dziesiątce? Hospicjum? Matka Dzieciom? Piosenki? Poezja? Historia? Czeka cała polskojęzyczna blogosfera! Czekają blogerzy! Wszyscy z zapartym tchem.

Bebe obrała pięć ziemniaków na szczęście, zatańczyła z patelnią gulasz i nadeszła wiekopomna chwila.

Proszę Państwa, Bebe kończy etap II na miejscu 4 w kategorii blogów literackich! Zdobytych głosów okrągła liczba 245! I nagroda dla tego, kto obliczy ile to będzie z wacikiem. Trybuny szaleją! Bebe tańczy z Michaelem Jacksonem!

- Drogi Bebeluszku, jak ci z tą wieścią?!
- Brak mi słów!

Ale to nie koniec, to nie koniec! Bebeluszek kłania się w pas wszystkim głosującym! Rozdaje szampana i czekoladową kaszankę! Jak świętować to (z) pełną gęba! Proszę Państwa, chwile wzruszenia! Bebe płacze z wdzięczności!

Bebe ociera pot z czoła i staje do dalszej walki! Cóż za sportowa postawa! Oprócz jurorów, mogą oglądać ją też inni blogo-fani! I znów chwytać za telefony i ponownie głosować! Liczniki wyzerowano i czas na ostateczne starcie o tytuł Bloga Blogerów! kto Bebeluszkowi, choćby małym palcem przychylny, niech sięga po telefon własny i rodziny! I niech wysyła kolejnego SMSa o treści  G00404 na numer 7122 (te 0 to zera). Proszę Państwa i proszę rozesłać wici, wśród znajomych, współpracowników i współlokatorów! Nie krępować się, głosować i agitować!  A zaprzyjaźnione blogi niech wspomogą koleżankę zza rogu! odwdzięczy się w odpowiednim czasie! Proszę Państwa, proszę nie być żyłą!

Halo? Halo! Tatuś Bebelszka? Wysłał Pan pierwszego smsa do II etapu?! To fantastycznie!  Tatuś Bebeluszka jest git! Ma komputer i sam sprawdza rankingi! A co! Wy też dacie radę!

Serce na sznurku

18.01.2012
Oszukali! Z premedytacją!


Aperitif.
Na rocznicę powiesili sobie miłość na sznurku. Miłość to szklana i nieprzejrzysta, mleczna. Szkło choć grube, to i tak obchodzą się z nim uważnie, na wszelki wypadek.
 
Obchody piątej rocznicy zaplanowali ze szczegółami. Chyba dlatego, że nigdy dotąd nie poświęcili ani krzty uwagi odhaczaniu tego, co minęło. Wystawianie rachunków, bilanse zdarzeń, odliczanie podatków strat, nie leżały w ich naturze. Okrągłość daty jednak zobowiązuje. Jak nie dla siebie, to dla potomności. Kwiaty cięte, mała czarna, trzymanie się za ręce nad kolacją na mieście - stały na samej górze listy.
- Szef zaprosił nas na kolację - oznajmił Wiewiór. - W piątek wiecz.....o jesssssuuuuuu!!! zapomniałem, że to nasza rocznica!

Pierwsze danie główne
Po trzeciej lampce bardzo czerwonego wina:
- Jak się dużo pracuje, to wydłużają się człowiekowi ręce - oznajmił Wiewiór udając uderzanie młotkiem w stół. Żona Szefa wyciąga oba ramiona przed siebie. Jedno jest zdecydowanie dłuższe niż drugie. U Szefa i Wiewióra to samo. Tylko Bebe jakaś równa.
- Nie wiedziałam, że kończyny różnej długości to norma - wybełkotała z niedowierzaniem, szukając odsyłaczy w procesorze głównym, który, jak na złość, rozpłyną się w procentach.

 
I tak klocek drewniany staje się różny od innych drewnianych klocków. Tak różny, że już bardziej nie może.  Bebe przeniosła się duchowo do podstawówki, gdzie w klasie lekcji plastyki miała narysować swoją ksywę. Tylko, że Bebe nigdy się takowej nie dorobiła. Dumała nad białą kartką, gdy artystka w przebraniu nauczycielki wykrzyknęła jej nad głową:
- Jak to nie wiesz, co narysować! Bebeluszek - Otyłuszek! Rysuj te swoje oponki!
Cała klasa wybuchła śmiechem, a czerwień wybuchła na pulchnych policzkach Bebe. Rysowała zatem Misia Otyłuszka z brzuszkiem, jakby połknął trzy baryłki miodu wraz z opakowaniem. Na szczęście, Otyłuszek nie wykazał właściwości przylepnych i odpadł tuż po wystawieniu ocen.

- Jeszcze nigdy nie spotkałam kogoś z równymi ramionami! - Żona Szefa popatrzyła na Bebe z podejrzanym politowaniem.
- Cóż, wychodzi na to, że jestem rasową księżniczką - Bebe nie traci fasonu - Wasze zdrowie!

Drugie danie główne, czyli 2 butelki póżniej
Na kaca poszli do miasta. Romantyczne dziesięć kilometrów w obie strony. Z przystankiem na chai latte w barze wytapetowanym starymi szyldami. To znaczy, herbatę z mlekiem piła Bebe, a Wiewiór piwo, bo macho nie piją cappuccino w barze.
- Co najbardziej lubisz, w tych ostatnich pięciu latach razem - zagaiła Bebe z wizją długich romantycznych wspomnień.
- Radość. Przedtem byłem bardzo smutnym człowiekiem.
- A coś jeszcze?
- Nie. Ta radość to najlepsza rzecz.


Wieczór. Zapachniało wędzoną rybą. Dwie marchewki i cebula duszone z makrelą na mleku. Przepis od babci Wiewióra, tej co na świat wydała tylko dziesięciu potomków. Wynik nikły w porównaniu z bacią drugą, która postarała się o dwa tuziny.  Podobno po ósmym, już nie ma różnicy czy przychodzą kolejne czy nie. Wszyscy mieszkają razem w tym samym nadmorskim miasteczku z operą i najlepszymi rissoles* na świecie.

Deser.
 Bebe zastała Wiewióra zakopanego z laptopem pod kołdrą.
- Co robisz?
- Zimno mi - odpowiedziała błękitnooka głowa.

- Czemu nie włączysz ogrzewania?
- Bo jestem pod kołdrą. A bycie pod kołdrą to esencja szczęścia - Bebe traci grunt pod nogami, gdy dwie ręce wciągają ją pod pierzynę. - Widzisz, teraz jesteśmy razem pod kołdrą. To szczęście podwójne! Nie ruszam się stąd!


* Przepis na Rissoles: Domowym sumptem smażymy frytki. Dużo frytek. Miażdżymy je na plastelinę, dodajemy sól i dużo zielonego suszonego czegokolwiek. Lepimy kulki wielkości pięści i smażymy na głębokim oleju na złoto. Smacznego i żeby wam cholesterol nie skoczył!


***

Ostatnie 24h głosowania w konkursie Blog Roku 2011 Bebe rozpoczęła na miejscu 4!
Czapki z głów, niech Wam Pan B. w podwyżkach płac i zniżkach cen wynagrodzi! 

Nie pomóc Bebe utrzymać się w pierwszej dziesiątce, byłoby teraz przestępstwem. 

Nakłońcie dziś choć jedną osobą na wysłanie smsa o treści G00404 (te 0 to zera) na numer 7122. Koszt to 123 grosze już z wacikiem i brzemię bebeluszkowej radości.

Blogowa Eurowizja

16.01.2012


W konkursie Eurowizji nie można głosować na własne podwórko. Co roku Turcja otrzymuje zatem maksymalne 12 punktów od Niemiec, bez względu na poziom prezentowanej piosenki. Dlaczego? Bo mniejszość turecka w Niemczech, nie jest znowu taka mała, a niemieckie telefony ma i nie zawaha się ich użyć.

W blogowej Eurowizji Bebeluszkowa mniejszość w Polsce najwyraźniej nie jest taka silna. Z miejsca 6 spadła po weekendzie na 11, co oznacza, że jeśli do przyszłego czwartku nie wespnie się o choćby jeden schodek, to wypadnie z gry. Bebe nie ma znajomej szkoły ani fabryki, nie poleci jej żaden sławny blog a nawet Korwin Mikke. Ba! Sama na siebie też nie zagłosuje, bo organizatorzy konkursu  postanowili zdyskryminować blogerów na emigracji i zamiast glosowania internautów urządzili glosowanie telefonautów, i to tylko tych z numerem polskim. Do takich Bebe nie należy. Nadzieja li i jedynie w ziomkach w kraju ojców, że nie pożałują tych 123 groszy, że szepną dobre słowo współlokatorom, że nie będzie im głupio w bebeluszkowym imieniu poprosić o smsa, że roześlą wici fejsem i pantoflem.

W kupie siła! Obudź się Bebeluszkowa kupo! Działaj!

Bebe zakasała rękawy, stanęła na barykady i agituje. Kręci się jej w głowie od emocji, ale gardło coraz słabsze. W przypływie desperacji gotowa jest nawet położyć się na torach i jak przeciwnicy atomu w Czarnym Lesie, dać się naświetlić przewożonym tą drogą radioaktywnym odpadom. Byle do czwartku, mamroce nieprzytomnie. Nie po to trenowała boks w czerwonych rękawicach, żeby się poddać na ostatniej prostej. Będę jak Rocky, Będę jak Rocky....

p.s. Magiczne sztuczki pt. kilka smsów z tego samego numeru, nie działają.

Rocznica

13.01.2012
Spieszę donieść, że po pierwszym dniu głosowania Bebe na miejscu 5 z 420 zgłoszonych blogów w swojej kategorii! Uhuhu!!!! Kłaniam się usłużnie i dziękuję za wsparcie!

Konkurencja nie śpi, trzeba więcej SMSów! Chwytajcie za telefony (swoje i bliskich) i głosujcie!
Aby zagłosować na blog Bebeluszka należy wysłać SMS o treści G00404 (te 0 to zera) pod numer 7122. Każdy głos się liczy, ale z jednego numeru można wysłać tylko jednego smsa.


Konkurs konkursem a życie toczy się dalej:


Zdjęcie: Maria Brinkop
Trzynastego w piątek, a ja siedzę i myślę, co by tu napisać o Bebe i Wiewiórze. Okazja jest, bo dzisiaj stuknęło im okrągłe pięć lat pożycia. Tylko słów brakuje. O miłości pisać to kopać sobie dołek. Albo wychodzi za różowo i puchato, albo za sucho, albo zbyt ckliwie, a nie daj Panie B. za słodko! A między Bebe i Wiewiórem była raczej wielka cisza. Ciemna, chłodna i bardzo pusta.

Dokładnie pięć lat temu Bebe westchnęła nad licznymi mailami pisanymi w głuchy eter, nad kołdrą coraz to zimniejszą i nadzieją, co głupia umiera ostatnia. Przestała oczekiwać, że między nimi się w końcu uda. Tymczasem Wiewiór usiadł do komputera na Zielonej Wyspie. Tego dnia nie wiało i modem obwieszczał połączenie ze światem. Bebe animowała poklatkowo ryby na dyplom, gdy Wiewiór napisał:

Okay.

Może nie było to najbardziej romantyczne słowo w słowniku, lecz wypełnione ciepłem a może i pożądaniem. A przede wszystkim komunikowało to, co już od dawna chciał powiedzieć. Była 16:45, a Bebe do dziś przechowuje tą wiadomość.

Blog Roku: Nie krępujcie się, głosujcie!

12.01.2012
Drodzy lubiący, podglądający i ci po prostu życzliwi oraz hojni!
Wasza cierpliwość i kieszenie zostaną niniejszym wystawione na wielką próbę. Proszę się trzymać foteli, będzie się trzęsło!




Prestiżowy konkurs na Bloga Roku 2011 w edycji VII ruszył pełną parą na Onet.pl. Bebe zgłosiła się do biegu w kategorii blogów literackich, otrzymała numerek i czeka w dresiku na ławeczce. Ale czy dane jej będzie wystartować zależy tylko od Was!

Od dzisiaj do przyszłego czwartku (od 12 do 19 stycznia) trwa drugi etap konkursu, w którym to internauci wybierają ulubione blogi (w najfajniejszym dresiku). A wybierają jak? Konkurs jest blogowy, internauci sieciowi, zatem głosy można oddawać rzecz jasna smsem! Jedyna nadzieja w tym, że sms nie pójdzie na marne, a na cele charytatywne. Bebe ma głęboką nadzieję, że serduszka WOŚPu tlą się jeszcze na Waszych klapach.

Dozgonna wdzięczność gwarantowana! 

Kto Bebeluszkowi życzliwy, niech się nie krępuje a chwyta za telefon i wysyła 

sms o treści: G00404 
pod numer:  7122

Uwaga! W numerze bloga znak 0, to cyfra zero. Pamiętaj, także, aby nie wstawiać w SMS spacji!  Każdy głos się liczy, ale z jednego numeru można wysłać tylko jednego smsa.
 
Koszt: oszałamiające 123 groszy z vacikiem*



Dla znajomków zagramanicznych: 
Niestety, głosować można tylko z numeru telefonu polskiego operatora sieci Era, Plus, Orange lub Play.

Agitujcie Bebeluszkowi Fankowie przy śniadaniu, w biurze, pod kołderką, na twarzoksiążce i w elektrolistach! Niech naród głosuje! Niech słowotwórcy się cieszą! Niech się dzieje!

10 blogów z największą ilością smsów na koncie ruszy do biegu pod czujnym okiem jurorów, którzy zdecydują o tym, kto zaadoptuje statuetkę, sławę, promocję i nagrody (na przykład taki laptopik, co ma polską klawiaturę....Bebe marzy.).

Uniżone howk!



Dla zainteresowanych terminarz Konkursu
12.01.2012 - 19.01.2012 - nominowanie blogów (głosowanie SMS)
19.01.2012– 07.02.2012 – nominowanie blogów (głosowanie SMS) do wyboru Bloga Blogerów
02.02. 2012 - ogłoszenie nominacji Jury z poszczególnych kategorii tematycznych
14.02.2012 - wyświetlenie zwycięzcy Bloga Blogerów
16.02.2012 – Gala

  
http://blogroku.pl.

Jaśmina, Pierworodna i Planeta

09.01.2012
Epicentrum uwagi ostatnich 24 godzin.

Jaśmina połknęła kolejną Planetę, nadzwyczaj małą. Nowy kosmonauta wyląduje lada tydzień. Tymczasem Pierworodna z bycia wszechświatem przeistoczyła się w jego epicentrum. Epicentrum zdarzeń, myśli i czynów, tak własnych, jak i reszty ludzkości w postaci Mamusi i tych dwóch nowych dorosłych, co latają za nią krok krok i zabraniają łowić skarby w koszu na śmieci. Mamusia nazywa ich Mamusią i Tatusiem, ale przecież Mamusia jest jedna! I do tego moja!

Pierworodna Jaśminy na barkach Wiewióra wygląda przez okno na świat.
- Pusciłaś bonka. - oznajmił oczywiste Wiewiór jedynym znanym zdaniem w swym polskim słowniku.
- Baj! (Ball czyli piłka - przypuszczenie Jaśminy) - Pierworodna pacnęła go po łysiejącej głowie i się pokochali.

Wiewiór padł o dziewiętnastej trzydzieści. Pierworodna nadal robi syrenę strażacką na kolanach Jaśminy. W dół, w górę, w dół, w górę. Świat winduje w oczach Pierworodnej, aż zawartość drugiej butelki ląduje lepką plamą na Planecie.

Ulga, czyli cisza przed burzą.

Małe, ciepłe ciałko leży ciężkie na kołdrze w kratkę. Wzdycha przez sen, a z nią w nirwanie ulgi Mamusia i Mamusia Mamusi z odległości sofy.  Pierworodna jest słodsza od czekoladowej kaszanki numer dwa, która nota bene, zniknęła w zupełnej, jakby błogiej, ciszy. Cukier i hormony robią swoje i już nikt nie chce wysyłać Pierworodnej w kosmos.

Wiewiór obudzony poranną syreną Pierworodnej. Godzina 5:43, czyli środek nocy:
 - Nasz potomek będzie sam kładł się do łóżka, ok? A rano będzie wysyłał maile i twittował, aż się obudzimy.

Chodź pomogę ci zamknąć to szkiełko w tym fajnym czarnym pudełku z fajnymi guzikami.
Pojechały dziś w samo południe. Jasmina z Planetą w futrze, a Pierworodna w błogim stanie nieświadomości. Wiewiór wrócił z pracy, zastał Bebe półprzytomną ze zmęczenia i filozofuje:
- Może z własnymi dziećmi jest jak z własnymi bąkami.
- Nie śmierdzą?
- Nie, łatwiej z nimi wytrzymać.



p.s. Lektura uzupełniająca o Jaśminie i Pierworodnej:
Kapusta czyli Bebe babcią!

Rok Słowotwórcy

05.01.2012
Przed świętami w czarnoleskiej telewizji nogi uginały się pod suto zastawionymi stołami, eleganckie kury domowe w moherowych sweterkach piły tysięczną filiżankę kawy z amerykańskim uśmiechem na ustach a najnowsze telefony komórkowe tańczyły na ulicach z butelką wyjątkowo świątecznej Coca-Coli. Tuż po świętach nastąpił mikro boom na środki przeczyszczające i zieloną herbatę. Ale nie upłynęła jeszcze pierwsza godzina pachnącego nowością roku, a moherowe swetry wskoczyły w obcisłe sukienki, by przekonywać z ekranu, że droga do życiowej nirwany prowadzi przez punktowanie każdej kanapki i zamianę każdego posiłku na szklankę czegoś różowego z saszetki, co moher górnolotnie nazywa koktajlem. Skutkiem ubocznym jest lepsza praca i wiara, że moher jest znowu kobietą.

Bebe zatyka sobie bolące ucho watą i myśli, że może czas na kolejny kawałek czekoladowej kaszanki.
Kaszanka okazała się ogromnym czekoladowym muffinem nadziewanym czekoladą i przykrytym czekoladową ulepą. Wszystko zapakowane w czarną plastikową doniczkę z pokrywką i sreberko, które jest złote (czyli złotko?). Jak Bebe nie lubi niczego o smaku czekolady, tak czekoladowa kaszanka jest wyjątkiem potwierdzającym regułę. Do złudzenia przypomina murzynka z czasów bebeluszkowego dzieciństwa. Bułka Młodsza w zamierzchłej fazie opętania kuchennego piekła takie, co sobotę według przepisu z zatłuszczonego zeszytu w kratkę. Na polewę stężała masa z kostki margaryny, ulepszonej pół kilo cukru i kilkoma łyżkami kakao. Oj jak to smakowało! Bebe kroi sobie hojny kawałek, a do tego koktajl z tłuszczu i białka, szklanka mleka 3,8%.

Na nowy rok postanowienie jest jedno: pięćset słów dziennie. Słów wiekopomnych, bo naukowych. Bebe ma silne postanowienie zasłużyć na doktorski tytuł pod choinkę 2012.O ile nie okaże się, że to nie był przypadek, że Majom skończył się długopis właśnie na 24.12.2012. Tylko nie wiadomo o której świat dokona żywota o 24:12, czy o 12:24...no i według której strefy czasowej? Majów czy Betlejemskiej?
Skoro to koniec, to po cholerę Bebe ma spędzać ostatni rok swojego życia na pisaniu czegoś, co przy pomyślnych wiatrach przeczyta tylko Wielki Egzaminator???

"Żyj każdym dniem, jakby miałby to być twój ostatni." Czas otworzyć drugą kaszankę.

Milczenie karpia i kałuże na szczęście

02.01.2012
Na dobry początek pachnącego jeszcze nowością roku rozwiązanie konkursu świątecznego.

Guziki - całuski. Jeszcze gorące prosto z taśmy produkcyjnej.

Czytanie i oglądanie odpowiedzi konkursowych jest lepsze od filmów z Hugh Grantem. Serce roście a łza w oku się kręci. I co z tego, że pachnie kiczem i kapustą, ale jest pięknie! I niech już tak pięknie pozostanie!

Po walnej naradzie Słowotwórcy z Bebeluszkiem niezmiernie miło jest nam ogłosić, że nagrody główne za najciekawsze wypowiedzi otrzymują Myfonia i Aurora. A paczuszkę dodatkową otrzymuje Igniss

To pierwszy bebeluszkowy konkurs, i jest szansa, że nie ostatni. Dlatego też, a także bo Bebe może i chce, wszystkich innych biorących w konkursie udział też nagrodzi. A co! Na dobrą wróżbę :) wylosujemy dla was po jednym bebeluszkowym kolorowym guziku, czy jak mówił Piotruś Pan, całusie. Proszę zatem hurtowo o adresy wysyłkowe na bebeluszek@gmail.com a całusy do was popłyną***


°°°
A poniżej dwie najciekawsze odpowiedzi w pełnej krasie:

Od Myfonii: 
Lubię  „pękać” wszystkie kałuże w drodze na Wigilię, nie mogę  ominąć żadnej – taka wróżba, na szczęście. 
Lubię  smak opłatka, którego zawsze jest za mało, bo spałaszowany za babcinym kredensem jeszcze przed życzeniami, wcale nie chce się rozmnożyć…
Lubię  blask pierwszej gwiazdki i cichy szelest spod choinki – to pies – dyskretnie rozpakowuje prezenty.
Lubię  widzieć dawno niewidzianych i myśleć o tych, których pewnie kiedyś spotkam, tam…
Lubię  gdy przy rodzinnym stole mieszają się języki, których choć nie znam biegle – rozumiem bez słów.
Lubię  powtarzalne – potrawy, gesty, zwyczaje – smakujące niecodziennie w tym jedynym dniu…

Od Aurory: 
Kocham Święta. W Świętach kocham zwłaszcza karpia w galarecie.

I chcę z niego brać przykład.
Dlatego też postanowiłam... milczeć w te Święta.

W końcu ta noc ma być c i c h a.
Bo dzieje się cud! Rodzi się ... miłość. Przynajmniej w tym roku, w moim życiu... To były naprawdę magiczne Święta, bo spędzone z Panem Magikiem. Więcej nie zdradzę, bo obiecałam być milcząca jak karpik... :D 

 °°°

*** za zły adres, lenistwo poczty i listonoszy bez GPSa nie odpowiadam.

Auto Post Signature

Auto Post  Signature