Image Slider

Zamknięte z powodu, że.....

22.06.2011

Bebe wybywa służbowo mniej i bardziej.
Oprócz głoszenia słowa naukowego,
ma zamiar zamienić myśli czarno-białe na bardziej tęczowe lub po prostu szare.
Cisza w eterze do odwołania.
Bebe będzie jak wróci.

Oznaki tęsknoty można wymazać kredą w komentarzach,
tudzież wymalować labiryntem słodkich słów pod
bebeluszek@gmail.com

Howk!

Telepatia

20.06.2011
°°° Historia jak najbardziej autentyczna °°°

Pojechała Hanyzka załatwiać interesy w krajowym spa .
Biznesy poranne najlepiej wychodzą przy kawie i cieście.
Hanyzka, jak przykładna odchudzaczka, odłożyła ciasto na później, aż ją głód przyciśnie.
Przycisnął w okolicach południa.
Zamówiła więc kawę, a pan kelner przyniósł ciasto na talerzyku.
I już Hanzyka sięga po widelczyk, już ma zacząć kroić słodkie puszystości, gdy dzwonek telefonu oznajmia nadejście wiadomości.

Hanyz odkłada widelczyk, bierze telefon i czyta SMSa od Bebe z Wysp Mglistych i Deszczowych:
"Trzymaj się Hanyz żelazną ręką i nie puszczaj! Moc Kung Fu Pandy jest z Tobą!"

- %$§%&/(&%$§!!!!! Skąd ona wie?! - zbulwersowała się Hanyzka. Odłożyła widelczyk, odsunęła talerzyk, przeklinając telepatyczną komunikację i wszystkie pandy świata z Bebeluszkiem na czele. Dopiła kawę i poszła dopiąć ostatnie biznesowe guziki.

detoks i 5 kostek na minusie

18.06.2011
Czterodniowy detoks zakończony pełnym sukcesem.
5 kostek masła stopionych bezpowrotnie.


Nie był to detoks owocowo-warzywny, ani sokowy, ani owsiankowy. Na magiczne mieszanki pieprzu chilli z cytryną i syropem klonowym też się Bebe nie pokusiła. Nie było też fazy uderzeniowej Dukana ani prób wypicia morza kefiru. Bebe nie poszła tym razem na skróty.

Detoks bebeluszkowy to 4 dni normalnej zbilansowanej diety.
Co do joty według zaleceń osobistego dietetyka.
To warzywa, owoce, ryby tłuste i szczupłe, mięso, ryż brązowy, ziemniaki z twarogiem i chleb.
To codzienny ruch w umiarze, bez wyrzutów sumienia i terminatorowania.
To sen długi i błogi.
To woda z cytryną i zielona herbata.
To poranne słowotworzenie i uczciwe uprawianie naukowości.
To długie wieczorne kąpiele, i błądzenie w labiryntach książkowych liter.

Po czterech dniach detoksu Bebe czuje się w końcu sobą.

Zen powraca, Panika ustąpiła miejsca Mocy.
Kung Fu Panda czuwa.
Jo-jo nie będzie.

Za to będzie Wiewiór wirtualny wieczorową porą, wspólne oglądanie pixarowej magii a na kolację przy świetle ekranu z listy dozwolonej por zapiekany z szynką i mozzarellą i kieliszek czerwonego wina.

howk!

Okrak

17.06.2011
Legendarna Tamilee, co zawsze chce mieć takie ciało, przypięła się diodami do ekranów komputera.
Pan w kiltu z poważną miną sprawdzał każde mrugniecie jej napompowanych mięśni.
Z tego tańca drżeń Tamile ułożyła misterny plan tortur.
Zamiast pójść do fryzjera, zaczaiła się na biurku Bebeluszka.
Tuż za stosem papierów wysoce naukowych.
Czekała tak na Bebe od grudnia....do przedwczoraj.

Od wczoraj zatem Bebe chodzi okrakiem. Okrak jest uparty i nie odpuszcza mimo magnezu i innych cudów nowoczesnej medycyny z kąpielami w olejkach eterycznych włącznie.

Wniosek: Gdyby nie zwały tłuszczu, zawodnicy sumo mieliby dziurę między udową i kubańskie pośladki na wysokości nerek.

Tamilee macha lekceważąco ręką z ekranu i obiecuje Bebe TAKIE ciało,
O ile  przysiady sumo będzie powtarzać co drugi dzień.....
O ile.

Schody, czyli wszystkoalboniczyzm

16.06.2011
Wspina się Bebe po długich, stromych schodach. Ich szczyt daleki, jakby zamglony. Ale Bebe jest ciekawa, co z tej wysokości będzie widać. Bebe chce też udowodnić sobie, że potrafi, że może, że ją na to stać - musi tylko chcieć. Krok za krokiem, stopnień za stopniem, wspina się do góry.

Początkowy entuzjazm, zaczyna ustępować falom gorąca. Krople potu toczą się po bebeluszkowym karku. Oddech coraz cięższy, a z nimi i kroki. Po jakimś czasie Bebe jest tak zmęczona, że zatrzymuje się w swojej wędrówce. Już naprawdę nie może. Oddycha ciężko. A nawet, schodzi o jeden stopnień w dół. I myśli: Przecież tak nigdy się nie dostanę na samą gorę! Wszystko zawaliłam! Równie dobrze mogę zapomnieć o tym wszystkim! Co za bzdurny pomysł!

Bebe może uwierzyć w to chwilowe szaleństwo myśli, ten jeden stopnień w dół przekreślający wszystko. Może zejść na dół i nigdy nie zobaczyć widoku rozciągającego się ze szczytu schodów.

Ale może też usiąść na schodku, na którym stoi. Złapać oddech. Spojrzeć w dół i zobaczyć ile już przeszła. Rozejrzeć się dookoła, nacieszyć się widokiem wierzchołków drzew. Skoro już tutaj jest tak cudnie, to co będzie na samym szczycie ? A potem, wziąć głęboki wdech i wspiąć się o jeden schodek wyżej...i wyżej...i wyżej.....

z podziękowaniem dla M.Tyrrell

Pączek czyli Chcieć a nie Musieć

10.06.2011
Samotnia doktoranta sprzyja myślom nieuczesanym, tym sprężyście zakręconym, tym z trwałą i tym bardziej ulotnym. Wniosek ostatnich sprzężeń mięśni mózgowych: Cel sformułowany pozytywnie, to połowa sukcesu.

Podlawszy sowicie ekran, przy oglądaniu się Jamiego Olivera ratującego amerykańską młodzież z otyłej diabetycznej opresji, Bebe zaczęła rozwijać czarne wizje niebezpiecznych rozmiarów: Strach przed jajnikowym rzucikiem, Strach przed insuliną w chaosie wieczystym. Strach przed brakiem bebeluszątka lub niesprawnością wyorbitowania go szczęśliwie na trajektorie planety Ziemi. Strachy na lachy a Bebe musi zebrać łyżką całą odwagę i przeciwdziałać. MUSI! Konowały orzekły zgodnie: godzina ćwiczeń dziennie, zdrowa dieta i schudniecie. Bebe będzie się starać....tylko co, jak jej tego strachu zabraknie? Czasem łatwiej jest udawać, że Bebeluszka to wszystko nigdy nie dotyczyło, nie dotyczy i nie będzie dotyc.......


Na pustelniczą depresję najlepsza jest Zoyka. Zoyka jak katarynka, zalewa myśli wełniane potokiem ciepłych słów o wszystkim i niczym. I wraz z tym strumieniem rozpływa się w Bebeluszku ciepło, pod którego wpływem wełna się filcuje a myśli jakby bardziej pluszowe.

Wiewiór wieczorową porą opowiadał Bebeluszkowi o zakupach w keczuopwym supermarkecie. Przy kasach stała przed nim rodzina z krótkim stażem i dwójką dzieci. To w wózku bawiło się z Wiewiórem w chowanego, kryjąc się co chwila i wyglądając z wózka. Jego starsza o kilka lat siostra w różowej sukience, wspinając się na palce, z poważną miną układała produkty na taśmie. Wiewiór pomyślał, że one mogłyby być wiewiórowe. Bebeluszkowo-wiewiórowe. Biologiczny zegarek zaczął mu cichuteńko tykać.


Bebe nie potrzebuje już strachu. CHCE o siebie zadbać, by móc zapączkować.

48 kostek i jedna łyżka masła

06.06.2011
Po pierwszym tygodniu, mimo odpowiedzialnej konsekwencji, bebeluszkowa waga postanowiła ruszyć się o milimetr. Ale w odwrotną do przewidzianej stronę! Mało tego, nabrała masła w usta, całą łyżkę, i nie chce wypluć! Dietetyk osobisty podejrzewa Bebeluszka o defraudację. A Bebe się nie daje i wyciąga sprawdzoną tajemną broń.




Poza tym w Bebeluszkowie deszczowo i mgliście.

Sandały nadal kurzą się w szafie, sukienki letnie od powrotu z Czarnego Lasu nie zaznały słońca. Samotność hula po kątach. Bebe tworzy naukowo, zakopana po uszy w cyfrach i cudzych myślach. Tęskni. Zalepia dziury jak potrafi najlepiej, coraz rzadziej czekoladowym cementem.

Wypłakuje kolejne pary oczu, wypaca kilometry biegowe, kreci hula hopem powtarzając hiszpańskie słówka, moczy okładki poradników samopomocy w pieniącej się wannie, je na godzinki i z kartki, stawia sobie kreski chwały za bebeluszkową dobroczynność i widzi postęp.

Bebe będzie chudym śledziem.

°°°
Do kolejnego spotkania 56 spań.

°°°
Ogórki oczyszczono z zarzutów. Bebe idzie na zakupy! howk!

a niech to, zaraza!

03.06.2011
Czort by wziął te bakterie E Coli! Nie mogłyby zadomowić się na czekoladzie albo ciastkach??? Frytkach lub hamburgerach???

Ledwo się człowiek przemoże, zmieni nawyki, przyzwyczai, a już mu rzeczywistość kopie dołki pod nogi! I to w taki perfidnie uknuty skrzętnie sposób! Niepozornych zarazków kamikadze. Człowiek się stara, żeby jeść jak najwięcej surowizny, bo człowiek wie, że to samo zdrowie. Od samego zdrowia umarło w Keczupowie 17 osób, a w ponad 1700 kamikadze znalazły nowy dom.

W Yam-Yamowie niemal wszystko rośnie z importu: jabłka z Kenii, pomidory z Francji, ogórki z Holandii i ziemniaki z Ekwadoru. Tubylcze warzywo pojawia się, ale sporadycznie. Naukowe mózgi tubylcze i kontynentalne (tym bardziej, że niezgodne, co do bakteryjnej ojczyzny) od tygodnia trąbią, żeby prewencyjnie gotować wszystkie warzywa i owoce. Gotowana sałata Bebeluszkowi się jakoś nie widzi, więc od trzech dni na śniadanie jest szpinak. Z jajkiem jakoś ujdzie. Bebe tymczasem siedzi w kuchni, obserwując rzeżuchę w stołowym ogródku i modli się o jej rychłe wyklucie.

Oczywiście, zamiast europejskiej surowizny, Bebe mogłaby kupić pomidory chilijskie, ogórki amerykańskie i sałatę z Nowej Zelandii. Ale jako ex-hippis, woli jednak przejść na ścieżki warzywnej ascezy niż wspierać precedensowy handel o czarnych węglowych stopach.

 I kto by pomyślał, że Bebe zatęskni za świeżym ogórkiem????
Tymczasem upolowała tubylczą cebulę. Jutro będzie szczypior. Z jajkiem, też wyspowym.

Howk!

Auto Post Signature

Auto Post  Signature