Wiewiór i Bebe - cz.II: Nie chronić od zapomnienia

22.10.2011
Pamięć jest zawodna, zwłaszcza bebeluszkowa, dlatego warto zapisywać teraźniejszość. Kiedy myśli o tamtym lecie, wspomnienia rozmazują się, mieszają. A te które chciałaby zapomnieć rysują się wyraźnie czerwoną kreską. Jak to o Obcym, którego zabrała na spływ kajakowy na Bugu. Czy każdy ma na koncie związek, którego się wstydzi?

---

Nie widział jej całe dwa miesiące, do dnia kiedy wróciła w końcu ze spływu kajakowego gdzieś na granicy Europy wschodniej z bardziej wschodnią. Przyszła w tym swoim różowym podkoszulku w serek, opowiedziała Wronce jednym tchem o Obcym, który na szczęście nie sprawdził się w nadbużańskim gąszczu i zjedzony przez komary, a w rzeczywistości zazdrość, uciekł po czterech dniach gdzie keczup z curry produkują.

Bebe otrząsnęła się szybko z początkowego szoku, co ułatwiła trójnarodowa grupa kajakowych zapaleńców oraz samogon ukraiński w skwarne południe zagryzany misternymi kanapkami ze słoniną, czosnkiem i listkiem pietruszki. Tuż po powrocie, nie zważając na dowody miłości w postaci spaghetti według przepisu ciotki Obcego, Bebe skończyła mezalians i przyszła do Wronki na wino, Władcę Pierścieni i sen. Wiewiór słuchał uważnie, sącząc słodki Muskat ze szklanki.

Długowłosy Irlandczyk zaprzyjaźnił się z Wronką na bazie koleżeńsko-zawodowej. Wronka robiła wtedy cholernie ciężkie odlewy gipsowe egipskich madonn. Wiewiór wyposażony w mięśnie i wolny czas, zgodził się jej pomóc pod warunkiem, że ktoś sfotografuje ich pracę. Wronka mogła pomyśleć tylko o jednej osobie: Bebe. Zwłaszcza, że zdała śpiewająco egzamin językowy i mogła zostać w Stumilowym Lesie na kolejny rok. Bebe zgodziła się bez namysłu wychylając drugą lampkę wina: Praca jest najlepszym lekarstwem na horrory sercowe, ale teraz muszę się przespać.

---
Juliusz wpadł kilka godzin później w odwiedziny:
- A co to? - zapytał zdziwiony spoglądając na materac Wronki.
Na co Wronka wyszeptała prowadząc go na balkon:
- Bebe śpi, a Wiewiór wykorzystuje sytuację.

---
Co to była za noc! Zdawało się, że Bebe przysnęła tylko na chwilę, by obudzić się wciśnięta w ścianę na materacu Wronki. Za oknem ciemno, a oni leżeli jak sardynki w puszcze. Jedno przy drugim. Ściana, Bebe, Wiewiór, Wronka i i jej Kudłaty. Kudłaty zwisał połowicznie nad podłogą pochrapując lekko. Ich twarze oświetlał ekran komputera cichutko pokazujący owłosione stopy hobbitów w skalistym Mordorze. Na ramieniu Bebe dłoń Wiewióra, dłoń obejmująca, opiekuńcza. Niech ta chwila trwa. Niech nikt się nie budzi. Udając zły sen wtuliła się w znajomy zapach. Dłoń zgarnęła ją delikatnie, przyciągając bliżej do siebie. Miłe ciepło i spokojny oddech. On nie śpi, więc co robi ta ręka na moich ramionach?? Bebe obróciła się powoli wokół własnej osi i spotkała się oko w oko z błękitem wiewiórowych.

---
c.d.n. jutro!


p.s. Zostało jedno jedyne spanie.
2 komentarze on "Wiewiór i Bebe - cz.II: Nie chronić od zapomnienia"
  1. Anonimowy13:28

    zagłosowałam na twój blog i widzę- nie na darmo, o!mistrzyni celnych point!!! ahora z V. (tam cie promujemy, co niektóre...)

    OdpowiedzUsuń
  2. Się rozmarzyłam :)

    OdpowiedzUsuń

Auto Post Signature

Auto Post  Signature