Image Slider

mała rzecz, a cieszy........czyli lekcja druga: przysuń krzesło do lodówki

30.09.2010
bohaterskim rzutem na taśmę komputerowe wnętrzności zostały uratowane (a z nimi wiekopomne dzieło naukowe...uffffff......). bebeluszek jest z siebie dumny. zuch na cztery z minusem. bo wykorzystując własną nieuwagę wchłoną mimochodem 3 czekoladowe batoniki i pół paczki czipsów. skutkiem przeoczenia wszystkich posiłków, bebeluszek stanął oko w oko z wieczornym kompulsem. a te są najgorsze. samotne, wygłodniałe i mało wybredne. jest to jednak dzień sukcesu. bebeluszek postanowił rozegrać to spotkanie z klasą*.
....po pierwsze, metodycznie, świadomie i z zimna krwią ciasteczkowego skrytożercy wybrał się do nocnego supermarketu i kupił to na co miał ochotę (a nie co popadnie).
.....po drugie, po powrocie do domu położył zakupione produkty (pizza i ciasto)na ulubiony talerz, zapalił świeczkę, usiadł przy stole, odetchnął głęboko i zaczął jeść (a nie pożarł produktów w biegu, w drodze do domu, i tak, żeby nikt nie widział, chyłkiem i ukradkiem).
....po trzecie, gdy po zjedzeniu połowy pizzy stwierdził, że mu nie smakuje. odłożył ją na bok i zajął się ciastem. by po kilku łyżkach uznać, że tak naprawdę, to jest okropne, a przynajmniej nie takie jakie bebeluszki lubią najbardziej (w przeciwieństwie do poprzednich razów, gdy zjadał wszystko co popadło bez względu na smak czy upodobania).
.....po czwarte, wyrzucił zawartość obydwu talerzy do kosza bez mrugnięcia okiem (bez nawet cienia dotychczasowych mysli o zachomikowaniu na później).

zdawałoby się: dietetyczny upadek. ale duchowy sukces. jest zmiana. bebeluszek, za radą mądrych adadorów, od wczoraj żyje carpe diem. i cieszy się czarnymi kropeczkami na nieskalanym morzu białej kartki.

howk!

*zainspirowany po raz kolejny książką "beyond the chocolate"

...nigdy nic nie wiadomo....

29.09.2010
czerwona w groszki bez bolu w sercu lezy znowu pod lozkiem zapakowana w wytworne wartstwy reklamowek. bebeluszek otarl lzy. podniosl glowe i wyszedl z domu. u ciapaka na rogu kupil duzy jogurt naturalny, pol kilo jalbek, cytryne i 4 litry wody. od czegos trzeba zaczac. w sklepie za funta nabyl suszarke na pranie (po tubylczemu zwana koniem). tak oprzyrzadowany ruszyl razno w nowa droge zycia. nie zaszedl jednak daleko. porawie nieznajomy macha lapka z drugiej strony ulicy. prawie nieznajomy, bo to sasiad, z ktorym bebeluszek jest tylko na "dzien dobry". tym razem jednak pofatygowal sie na druga strone ulicy. usmiechna sie szeroko miedzy informacja o operacji na sercu a angielskiej niepogodzie. poczym popatrzyl na bebeluszka i stwierdzil: "my mamy pralko-suszarke. jakbys chciala wysuszyc rzeczy to przyjdz do nas". bebeluszek tez ma suszarke. na wyspach mglistych i deszczowych to niebedny sprzet kazdej szanujacej sie gospodyni domowej. ale mimo wszystko milo sie mu na duszy zdrobilo. i po raz pierwszy, poczul sie w yam-yamowie swojo.

plan biegowy napisany.
komputer umarl.
po kilkugodzinnej reanimacji udalo sie uratowac najwazniejsze dane.
w tym wiekopomne dzielo naukowe.
wraz z komputerem umarly tymczasowo ojczyste ogonki.
straty powetowano 3 czekoladowymi batonikami.

bebe walczy dalej.
howk!

znowu...w życiu mi nie wyszło....

28.09.2010
zaspiewał bebeluszek patrząc głęboko w oko panny szklane oczko. 69,7. przełykając gorzką porażkę i kwaśne rozczarowanie, bebe wyjęła spod łóżka torby z ubraniami sprzed roku. i po raz pierwszy w życiu nie ucieszyła się, że czerwona w białe groszki leży jak ulał. znowu.

babeczka

16.09.2010
oszukali bebeluszka. wygłodniały wpadł na dworzec krótko przed odjazdem pociągu. jedyna nadzieja w dworcowej kawiarni. a w niej, na ladzie i na bebeluszkową zgubę, jak grzyby po deszczu, rosłe muffiny. bebeluszek jeszcze yam-yamowych babeczek nie kosztował a okazja czyni pokusę. wybór był łatwy. te czekoladowe wypadły z konkursu przy pierwszym spojrzeniu. bebe po prostu ciast czekoladowych nie lubi. wygrały zatem pozornie zdrowsze muffiny z owocami. a w szczególe: malinowe. na samym wierzchu puszystej krągłości mienią się soczystym różem trzy owoce na wpół zatopione w chrupiącej kruszonce. piękna zapowiedź wnętrza. bebeluszek jednym tchem zakupił to cudo i już biegnie po schodach na drugi peron. siada w znajomym czerwonym pluszu. pociąg rusza. krajobrazy za oknem zmieniają się jak w kalejdoskopie. bebeluszek jest kontent. rozścieła na kolanach szeleszczące papierki. dobywa z nich cudu podniebienia. ogląda ze wszystkich stron. po czym śmiało odgryza zdrowy kawałek. i tu prawie się krztusi. widząc babeczkowe wnętrze. kremowo-żółte. puszyste. i nieskalane nawet namiastką owoców! bebeluszek wpatruje się w wypiek jak zaczarowany. wyglądając choćby zarodków owocowych myśli. lub ich wspomnień. tropów bark. rozczarowany bebeluszek spożywa z niknącym entuzjazmem pozostałe owoce z kruchego zewnętrza. owija pozostałość w papierki. po czym notuje w notesie w kropki: nie osądzaj książki po okładce a babeczki po kruszonce.

nieczynne z powodu że.....

15.09.2010
...że bebe wyjeżdża. głównie do stolicy. deszczowców rzecz jasna. w sprawach służbowych. to brzmi dumnie! i nich tak zostanie. nowa czerwona zakupiona. okazja do nałożenia jest. proszę trzymać kciuki. wszystkich kończyn. a nawet językiem! szczegóły po powrocie. albo w tak zwanym międzyczasie. powrót niebawem. ale nie szybciej niż za tydzień. howk!

a w bebe-głowie nadal zumba oraz spotkanie na szczycie w perspektywie bardzo realnej

14.09.2010
kawiarniane klimaty. na stoliku mega kubek latte z soją. za oknem gotyk przegląda się w srebrnych guzikach postmodernizmu. słońce topi wszystko i wszystkich w złotawych powodziach. a w tle równie cieple rytmy. przywodzące na myśl poranną zumbę. tym razem kameralną. prawie jeden do jednego. intymnie, energicznie, zmysłowo i radośnie. okazuje się, że zumba w małym gronie też ma sens. wszystko zależy od instruktora. a dzisiejsza prowadząca to skromność w oczach i wulkan w sercu. bebeluszek zapałał do niej siostrzanym uczuciem od pierwszego wejrzenia. bo tosia nawet wzrostem przypomina starsze odnogi bebeluszkowego rodzina. bebeluszkowi sięga zaledwie do brody. ale kto by się przejmował wzrostem, przy takich tosinych pośladkach i talii. soczystość i gracja! bebe jest zachwycona. pośladkami. tosią. i zumbą. coraz bardziej. tosia choć z wyglądu łagodna, bebeluszkowym mięśniom nie dała dziś spokoju. bebe mokra jak szczur, okapała zumbowe studio. po czym zaczerwieniła się po uszy. ale cóż począć, jak natura obdarzyła ją hojnie gęstym głowo-porostem! zresztą, nie ważne. jak powiada trener bebelowy, wysoka potliwość to oznaka dostatecznej podaży płynów! to wręcz powód do dumy! a bebe musi przecież ćwiczyć! spotkanie mulionerów na szczycie ciechocińskich uzdrowisk staje się coraz bardziej realne. wymagana będzie dobra kondycja psycho-fizyczna. bebe musi schudnąć! skoro mają być tańce połamańce na stole w półtoramulionowych gaciach....a bebe z królewskiej bielizny pozostały jedynie korale. cóż to będzie za weekend!!!!!! szał ciał i dusze śmiałe-oszalałe......emwuwu w roli elvisa.....zumbujca haanyzka z matką....bajowe pierogi...i nawet jest szansa na miszczoskie kije z samą jolantą słynną don kiszotką! adadora i obtulankę trzeba jeszcze namówić...bo bez nich, bebeluszkowych prywatnych bohaterek, to przecież nie to.....jedyne brakujące ogniwo to baleronowe babeczki......może przyjechałyby z literatką jako goście honorowi???????

złota yam-yamowa jesień

bieganie z rana jak gęsta śmietana.....ta najlepszego sortu...od cioci ze wsi i jej krów.....ta zbierana łyżką z kanki......pod błękitnym niebem, kiedy jeszcze rosa na łakach.......cyklady ucichły dawno, a ptaki chóralnie obwieszczają rozczochrane słońce.......pierwsze promienie przebijają się przez żółto-zielone liście. czyżby złota yam-yamowa jesień??? ścieżka lekko mokra, wilgotna ziemia przyczepia się cieniutkimi warstwami do butów. wokół nikogusieńko. bebeluszek truchtem przez las.....szerlock holmes szepcze mu do ucha o zaginionym manuskrypcie karla marxa.....ostre jeszcze powietrze przeszywa przyjemnie płuca.....jest rześko....a bebeluszek myśli......o wszystkim i niczym....o mulionerach w ciechocinku...o tym, że trzeba kupić dzbanek-termos...o rauszu oranżadowym......i że licznik prądu nadal nie odczytany....o słuchaniu wszechświata nocą...o grejpfrutach na rynku......i o tym, że mijany właśnie czarny labrador mógłby zatrudnić się jako tancerka w moulin rouge. za labradorem pojawia się pierwszy zaspany właściciel.....jak zwiastun......po półgodzinie jest ich już całkiem sporo.....fryzury na bakier...oczy jak szparki....w końcu to niedzielny poranek. tylko ich podopieczni w pełni sil i zmysłów węszą po krzakach mnie oglądając się za siebie. bebe uśmiecha się do każdego....do rosłej właścicielki trzech czarno-białych owczarków.....do babci z wżyłem sięgającym jej do pasa....do biznesmena z eleganckim pudelkiem.....do bezdomnego z szaro-burym mieszańcem.....tutaj uśmiechy są bezpieczne. tutaj uśmiech to uśmiech. nie tak jak w parku. tam, to znak zgody na randkę a nawet propozycja matrymonialna! z każdym rozesłanym bananem, bebe może głębiej oddychać...tak jakby pojemność płuc rosła do nich wprost proporcjonalnie. jest dobrze. spokój, cisza......i tylko sherlock podekscytowany biega z rewolwerem po londyńskim bulwarze. bebe wyłącza empetrójkę.

dziś już koniec złotej yam-yamowej jesieni. pora deszczowa nastała. szaro i mokro. jak to w yam-yamowie.  biegania nie będzie. sherlock musi poczekać na bulwarze na ciąg dalszy.

zumbowy zawrót głowy

12.09.2010
zumbowy zawrót głowy (film link do: youtube)

bebe ogląda. już trzeci raz. banan od ucha do ucha. biodra same podrygują do rytmu. stres pryska jak bańka mydlana. takich zajęć życzy sobie bebeluszek bardzo bardzo. zumba w tłumie. to jest to! atmosfera gorąca, aż paruje. właściwie to bebe bardzo by chciała, żeby takie właśnie były dyskoteki. gdyby istniały, bebe już dawno obudziłaby w sobie lemura. bo na parkiecie bebeluszek to najmokrzejszy tancerz. mimo usilnych prób, nigdy nie udało mu się tańczyć jak reszta płci żeńskiej. tej na wysokich obcasach i w kusych kieckach. tej co o 5 rano nie ma na twarzy ani kropelki potu. tej co cały wieczór elegancko popija koktajle i podryguje identycznie w takt każdej muzyki. bebe to inna bajka. fryzura w domu misternie upięta, znika po pierwszym parkietowym kwadransie. o 5 rano słania się z wycieńczenia i ekscytacji. po twarzy i plecach leje się niagara. bez względu na to jak kusa jest bebeluszkowa sukienka. bebe nawet nie jest pijana. rauszu ciała ciecia-gięcia zapomni i o nawadnianiu. no chyba że trafi się jakiś dżentelmen co wodę tudzież inne trunki donosi. a po powrocie do domu....dnia następnego bebe dostaje wiadomości od znajomych znajomych, czy aby nie brała jakiś środków dopingujących...bo przecież nikt o zdrowych zmysłach nie wytrzymałby tylu godzin w ruchu. bebe po prostu odstaje. i dlatego kariera klubowiczki jakoś nigdy nie stała jej otworem. ale bebe marzy. marzy o takim klubie, gdzie kod ubioru nakazywałby wygodę i sportowe szorty. gdzie pot lałby się w zbiorowym entuzjazmie.. gdzie każdy tańczyłby całym sobą. bebe marzy o takim zumba-klubie. a może go sama kiedyś otworzy....i zostanie królową bebeljanową!

howk! a raczej...zumbaaaaaa!

p.s.
radar zumbowy:
http://search.zumba.com/classes

zumba

11.09.2010
kapryśna panna szklane oczko zamrugała dzisiaj łaskawym okiem. 66,3. a po bieganiu mignęła nawet środkową 5. bebeluszek aż oczy własne przetarł z niedowierzaniem. bo jeszcze przedwczoraj panienka pokazywała 67,5. może to woda odpłynęła wraz z babodniami...a może to nagroda za pierwszy dzień iście bezkompulsowy...

a może to zumba!!!!! bo bebe zainspirowana, naoglądała się filmów na youtubie. zaguglowała zumbę w yam-yamowie. i jest! ku zaskoczeniu, nawet licznie reprezentowana w pobliżu bebeluszkowych pieleszy. 10 minut na modrej i bebe już kręci zmysłowo biodrami. a przynajmniej tak jej się wydaje. lustra wokół kłamią. instruktorka z ogniem na głowie i w duszy przyodziana kontrastowo w majową zieleń, jak najbardziej bebeluszkowa. podobno w czwartkowe wieczory przychodzi na zumbę aż 70 zumbowiczów! a to dopiero jest impreza. bebeluszkowi oczy się świecą! tylko jeszcze pochodzi na zajęcia dla początkujących. nauczy się podstawowych kroków, obudzi seksapil....i nic jej już nie zatrzyma.będzie miękki taniec brzucha, będą ponętnie trzęsące się pośladki, będzie kolanowa miękkość salsy i gorący oddech tanga....bebe będzie zumba!

jeśli sobie pozwolę.....

09.09.2010
jeśli sobie pozwolę, mogę prawie wszystko.....potworzył bebeluszek za baleronową. zapatrzył się w wyjątkowo błękitne niebo. ale kiedy sobie pozwolę? .... właściwie, dlaczego nie teraz?? bebeluszek spakował wodę, laptopika, wsiadł na modrą i pojechał za miasto. a tam ogród i stary wiktoriański dom otwarty dla każdego. a przy nim mała kawiarenka z tanią a dobrą kawą. bebeluszek zamówił cappuccino, usiadł na ławce w pełnym słońcu, otworzył worda......kursor mruga gotowy na każdą ewentualność....bebe patrzy w niebo....i wie że może wszystko.

wokół szał ptasich chórów. jesień niemal złota. dzieci stroją żarty w tubylczym żargonie. czy bebeluszkowe wiewiórątka też tak będą miło hałasować? mała dziewczynka z fryzurą kleopatry nosi dumnie koszulkę w groszki i takie same rajstopki. stylowa - myśli bebeluszek. mogłaby być moja...myśli płyną jak wata cukrowa na nieboskłonie. bebeluszkowi w końcu ciepło i dobrze....jeśli sobie tylko na to pozwoli.....

...szkoda, że yam-yamowe kawiarnie zamykają o 17.....

p.s.
rejs dziewiczy zaliczony. z modrą będzie sztama. howk!

bebeluszek mobilny

bebeluszek jest nareszcie mobilny! dwukołowa jednośladowość przypominana mu radosne czasy w piernikowie i ujeżdżanie kermitowego rumaka o wdzięcznym imieniu inspirowanym mazurskimi jeziorami......wigry 3! to dopiero był model....tym razem też jest składak. ale błękitno-szary. z przerzutkami. świat idzie jednak do przodu! bagażnik jest, hamulce są. i co najważniejsze: błotniki - niezbędniki yam-yamowej rzeczywistości pogodowej. jednoślad po tubylczemu nazywa się "challenge", ale bebe go z swojska woła modra. bo to dziewczynka jak nic!
modra przyjechała w kartonie i w częściach. co bebe niezwykle uradowało! zaraz rozpakowała każdą paczuszkę, rozłożyła wszystkie części na dywanie i przypominając sobie dawne czasy gry w lego technics w ciągu godziny złożyła pojazd!!!! sama! bez niczyjej, zwłaszcza męskiej pomocy! bebe dumnie wypina pierś i czuje się co najmniej ekspertem w sprawach rowerowych! za chwilę rejs dziewiczy po parku a potem śmiałe rowerownie równolegle z bajeczką!

lekcja pierwsza: koniec z dietami

08.09.2010
szedł bebeluszek przez yam-yamowo....kuszony myślami i zapachami.....i myślał....na przykład o wczorajszym wieczorze, który okazał się dietetycznym fiaskiem. rodzina k nawiedziła bebeluszka znienacka. skusiła go na wyjście do sklepu i z  najwyższą perfidią naciągnęła go na czekoladę, chipsy, wafelka i kiełbasę! bebeluszkowi wstyd. ale nic to. bebeluszek już wie, że zasada pierwsza "jem kiedy jestem głodna" oznacza dokładnie i dosłownie to co mówi. jem kiedy jestem głodna. a nie godzinę później lub wcześniej. a wczoraj bebe z głodem zdecydowanie przeholowała. spodobało jej się! doprowadziło ją to na skraj czarnej dziury i dzielnice zamieszkane przez obcego. a ten uprzejmie zaprosił ją na ciasto. a później to już popłynęli......
więc dziś bebeluszek już mądrzejszy. bebe je jak jest głodna. i już! niejedzenie nie pomaga. poza tym, jak piszą wielcy badacze i liczne brukowce, zwalnia metabolizm i przyczynia się do zatrzymania wałka. a tego delikwenta bebe chce się jak najszybciej pozbyć.

bebe myślała też o nowych książkach i pierwszym przeczytanym rozdziale...a ten mówi wyraźnie: "koniec z dietami!". bebeluszek aż zamarł pod kocykiem. no ale...no ale jak to???? bebe zaczyna się bać. teraz to już na bank utyje. od tylu lat funkcjonuje przecież według jakiejś diety. jasne zasady, jeden wróg, choć zmieniany z każdą nowo obraną taktyką...czasem są to węglowodany, czasem tłuszcze, a czasem słodycze.....dieta to bezpieczeństwo, pewność i kontrola. no więc jak to koniec z dieta???? choć z drugiej strony.....gdy nie ma diety....nic nie jest niedozwolone....a przecież tylko zakazane jabłka kuszą.....bebe i tylko bebe decyduje co i kiedy je.....zupełna wolność....bebe jest zachwycona! wiec czyta dalej!

diety pakują nas w pułapkę "wszystko-albo-nic". nikt jeszcze nie wytrwał na diecie bez łamania jej zasad. mało to razy bebe będąc na smacznie-dopasowanej tygodniami odmawiała sobie słodyczy, by pewnego wieczoru nie moc już dłużej odwrócić wzroku od szyb piekarni....i chwile później znajdowała samą siebie pochłaniającą całą szarlotkę na parkowej ławce? no bo jak łamac reguły to porządnie. i do końca wieczoru. a może nawet weekendu. kajanie i dietę pozostawiała na jutrzejszy poranek a najlepiej poniedziałkowy.

diety leczą symptomy a nie przyczyny. a przyczyny to całe morze emocji....kolorowych jak tęcza i czarnych jak kosmos......emocji których bebe ani żadna inna odchudzaczka nie potrafi nazwać, za to potrafi je fantastycznie pożreć! i właśnie tą systematyką, badaniem, rozpoznawaniem i sporządzaniem maleńkich szyldzików  dla emocji i myśli, będzie się bebe zajmować. dukana nie będzie...ani kapuścianej....ani innej kopenhaskiej...ani nawet detoksu.....będzie tylko smacznie - dopasowane odżywianie bebeluszkowe (choć dieta vitalijkowa nauczyła bebe dużo o gotowaniu i zdrowej żywności. a to wiedza bezcenna, kultywowana niezmiennie od kilkunastu miesięcy. i tak tez zostanie! a to ewidentnie dowód na to, że diety mogą przynieść też coś dobrego!) podobno bebe potrafi sama zadecydować, co i kiedy jeść....tylko czy potrafi zaufać sobie samej?....rada jest jedna: spróbować! w końcu do stracenia jest tylko kilka kilo na plus lub minus....ale zyskać możne znacznie więcej! choćby wolność myśli! i oddech głęboki! ekscytacja przewyższa strach. do dzieła zatem! howk!

kompulsom śmierć

07.09.2010
są! wpadły z wielkim hukiem przez pocztowy otwór drzwiowy. aż podłoga zadrżała! opakowane w falisty brązowy kartonik. ach jak bebeluszek lubi nowe książki! zapach świeżo drukowanych liter wywołuje milą gęsią skórkę. tylko tytuły owych nabytków przyprawiają bebeluszka o rumieniec na twarzy. tytuły godne spuszczenia wzroku i wzbogacenia okładek w gazetowe żakiety.....ale co tam tytuł, liczy się przecież wnętrze! a to przestudiowane zostało na sofce hanowerskiej księgarni. w prawdzie w keczupowym języku, ale w oryginale wyspowym może być tylko lepiej (keczupowcy mają tendencje do wyrazów wieloliterowych i skomplikowanych konstrukcji zdaniowych). tym razem bebe postanowiła podejść do sprawy systematycznie i profesjonalnie. rodzina kompulsów, od swego pojawienia w okolicach ogrodników majowych, jakoś się wyprowadzić nie chce. perswazje, błagania i a nawet akty przemocy zdały się na nic. finansów na pomoc fachową na horyzoncie nie widać. pozostaje terapia w zakresie własnym. a książki w takim wypadku są niezawodnym doradcą!

tak więc bebeluszkowa biblioteka została wzbogacona o następujące pozycje:

- "
Nice Girls Finish Fat: Put Yourself First and Change Your Eating Forever" - Karen Koenig
- "Beyond Chocolate: How to Stop Yo-yo Dieting and Lose Weight for Good" - Sophie and Audrey Boss

pierwsza jest o syndromie miłej dziewczynki...na który bebe niewątpliwie i nieświadomie od lat nastu cierpi.....
druga jest o mechanizmach kompulsowych i jak sobie z nimi radzić. pozycja z serii anty-dietowych. bebe zaparza imbryk czerwonej i będzie się w tym kaganku wiedzy zatapiać. a wyłowione wnioski wcielać następnie w bebeluszkowe życie.

bebe będzie świnką! świnką doświadczalną! chuda świnką doświadczalną!!!

howk!

°°°°°°°°°°°°°°°°°
dla zainteresowanych i władających wyspowym dialektem pozycja pochłonięta przez bebeluszka jeszcze w wiewiórowym zaciszu. zestaw 50 rad jak radzić sobie z potworkami-kompulsami. a i  tytuł godny pochwały:

"
When You Eat at the Refrigerator, Pull Up A Chair: 50 Ways to Feel Thin, Gorgeous and Happy (when You Feel Anything But)" - Geneen Roth

powrót terminatora czyli powikłania bebeluszkowej logiki

06.09.2010
czasem jak się tak nad sobą zastanowić, to można dojść do wniosku, że to czego chcemy nie jest koniecznie tym do czego dążymy.

pewnego jesiennego popołudnia bebeluszek i wiewiór wybrali się na długi spacer przez stumilowy las. słońce na zachodzie oblewało im twarze potokami złota. w playbacku szaleńcze chory ptasie. sielanka. w pewnym momencie, po ostatnim kompulsowym raporcie bebeluszka, gdzieś na górce, mi
ędzy poszukiwaniem czterolistnej koniczynki a pochłanianiem mirabelek z krzaka, wiewiór wypalił jak z armaty:
- bebe, w tym twoim odchudzaniu, to co może się stać najgorszego???
- ....no że mi się nie uda i że na zawsze zostanę gruba.
- to mi jak raz nie przeszkadza....a jaki jest najlepszy scenariusz?
- taki, że będę miała kontrolę nad tym co i kiedy jem. że jedzenie nie będzie problemem, tylko normalną codzienną czynnością.
- czyli w najlepszy scenariusz to nie jest, że będziesz chuda?!
- ..... - bebe lekko zatkało w nagłym olśnieniu nad sama sobą. - no....nie...no ta chudość to byłby w najlepszym scenariuszu tylko skutkiem ubocznym.


bebeluszkowa logika bywa skomplikowana nawet dla samej właścicielki. no bo przecież bebe chciała być chuda...tak przynajmniej dotąd myślała.....myślała, że właśnie do tego dąży.....na analizie zagnieceń myślowych jednak nie poprzestano. wymierzono za to nowe cele i zasady!

reguła złota:
zapomnieć o przeszłości, czyli bebe je gdy jest głodna.


nie ważne co bebe zjadła w ostatnich pięciu minutach, godzinie, czy dwudziestu czterech godzinach,  bebe ma zjeść następnym razem jak będzie głodna. bo w głowie jej dotąd dwa scenariusze:
1. bebe je na zapas: za półtorej godziny pora obiadowa - bebe wie, że będzie wtedy głodna, ale za pół godziny musi iść na uczelnie - bebe nie jest głodna teraz, ale zje żeby nie być głodną później.
2. bebe je bo tak trzeba: dzisiaj bebe zjadła tylko jedno jabłko i jogurt. jest już popołudnie. bebe nie jest głodna. ale zje bo dziś zjadła tak mało, TYLKO to jedno jabłko i jogurt.

pod tą regułą ustalono jeszcze dwie:
1. biegać (a generalnie ruszać się dużo i to na świeżym powietrzu, w miarę możliwości w naturze)
2. słowotworzyć (spełnienie zawodowe poprawia stan psychiczny ambitnego bebeholika i zapobiega wyrzutom sumienia)

co do diety.....diety zdecydowanie się nie sprawdzają. za to na medal spisuje się "dbanie o bebeluszka". a to obejmuje zdrowe odżywianie. niepotwierdzone empiryczne badania naukowe stwierdzają, że zrównoważona dieta działa pozytywnie na bebeluszkowy stan ducha, na humory panny szklane oczko oraz na bezbolesność kolan. za to nadmiar konstelacji cukrowo-tłuszczowych sprzyja częstym odwiedzinom rodziny kompulsów i wujka obcego. a z rodziną wiadomo.....miło się spotkać, ale tylko na chwilę.

terminator wraca! do pionu! pierwszy dzień według złotej reguły: zaliczony. ale niebezboleśnie. bebeluszek wzywany przez mijane pod drodze dzielnice rybno-frytkowe i zakątek czekoladowy krył wzrok pod parasolem i biegł co sił w nogach zaciskając zęby i przełykając ślinkę. w domowych pieleszach czekali na posterunku sałatka z awokado i morze czerwone w pasiastym kubku. początki bywają trudne. wizja łaskawych wyników wagowych i radości współodchudzaczek tym razem wystarczyła. ale na jak długo??

back to the yam-yam land

wzbogacona o ból głowy bebe zasypia nad pasiastym kubkiem zielonej i miseczką kisielu co udaje malinowy. yam-yamy śpią. a bebe już wie dlaczego ptaki lubią latać. bo to esteci. te ptaki. latają dla widoku. np. wysp ugwieżdżonych pomarańczowymi światłami latarni i smużkami samochodowych reflektorów. jak girlandami bożonarodzeniowymi. dla takiego widoku bebe mogłaby latać choćby codziennie. tylko po lądowaniu brakuje jakoś śniegu, kominka, prezentów, herbaty z rumem i wiewiórowych ramion. dzisiaj jeszcze bebe w swej słabości zje czekoladową babeczkę, pochlipie do zdjęć, zapatrzy się w niebo przy ninie simon. a od jutra będzie inaczej. od jutra będzie bebe-pseudo-singielka. będzie marchewka, słowotwórstwo i wielki come back do fitness klubu! howk!

odlot oraz z czego zrobione są drzewa

05.09.2010


bebe patrzy na stumilowy las. trzyma za rękę wiewióra. to już ostatni raz. jesień będzie wyspowa. wiewiór wskazuje palcem na górki przykryte kożuszkiem zieloności i pyta:
- a wiesz z czego są zrobione drzewa?
bebe wytęża mięśnie na mózgu, starając przypomnieć sobie pokłady wiedzy zdobyte w zamierzchłych czasach, kiedy to jeszcze startowała w olimpiadach biologicznych:
- no z celulozy.
- a czym jest celuloza?
- ????
- CO2! drzewa są zrobione z powietrza!
- z powietrza?
- no. dlatego ziemia roślinek doniczkowych nie znika! bo elementy budowlane pobierane są w procesie fotosyntezy.

bebe spojrzała na wiewióra, a potem na zieloność pagórków i odetchnęła z nieukrywanym podziwem. ta natura to jo!



do zobaczenia po drugiej wyspowej stronie monitora! howk!

ku pokrzepieniu.....

03.09.2010
z bebeluszkowego archiwum zdjęciowo-filozoficznego....



... zapytano wielkiego naukowca, po dwustu niepowodzeniach, zanim znalazł odpowiedź na jedną z wielkich zagadek: "czy nie przeszkadza panu, że doznał pan tylu niepowodzeń? jego odpowiedź brzmiała: "nigdy nie doniosłem porażki! odkryłem za to dwieście sposobów jak czegoś NIE robić!".

jeszcze miesiąc i stuknie mi siedemdziesiatka!

.....pomyślał bebeluszek patrząc w szklane oko wagi. wakacje na wyspach sernikowych nad morzem piwnym....a zwłaszcza pourlopowe dni kompulsowe zaowocowały przekroczeniem nawet liczb szatańskich. 67,8. waga wyjściowa cieszy się już na powrót wieloryba.a bebeluszek? mógłby się zasmucić. ale wie przecież, że to nic nie da. więc przeciera oczka, budzi się z transu, otrzepuje kolanka w czerwonych rajstopkach i po raz tysięczny i pewnie nie ostatni mówi "NIE!" i "Do Boju!".

zdjęciowo-hauptsztatowy bebeluszek landrynkowy

02.09.2010
bebeluszek hauptszatowy to bebeluszek sernikowy. i truskawkowo-landrynkowy. piwno-yerbomatowy. niedospany acz wysportowany. chodziarki i rowerowy. wiatrem przegnany i deszczem zmoczony.  uśmiechowo-pierogowy. puszyście utulony i pysznie całuśny.




a po powrocie do stumilowego lasu??? szczęśliwy. li i jedynie. może nieco cięższy, ale tylko cieleśnie. duchowo natomiast jest tak:


trwaj chwilo...trwaj....bezpieczeństwo sielankowe sprzyja snuciu planów nowych! lekkich i pachnących świeżo malowanym. nitki wysnute układają się śmiale w nowe kształty i horyzonty....dajcie tylko bebeluszkowi odetchnąć przed tym bojowym zadaniem.....do niedzieli...poniedziałek będzie nieskazitelnie nowy...wyspowy....bez-wiewiórowy, ale w tą stronę bebe nawet nie patrzy....prześlizguje się sprytnie między cienistymi myślami i wskakuje na słoneczną stronę.....bebe da radę. bebe będzie silna i lekka! hołk!

Auto Post Signature

Auto Post  Signature