Image Slider

czjus, czjus, aufwidersejen!

26.08.2010

stolico döner kebaba, szykuj tzatziki,
bebeluszek* w natarciu!

*bez lawinowego spadku, ale zadowalającym zastojem na 64,2

sekrety szczupłych

25.08.2010
po wywiadzie z wiewiórem, który z wagą zawsze za pan brat, ten artykuł z onetu  potwierdził bebeluszkowe przekonanie! chudzi mają sekret! i to nie jeden! całą armię sekretów! niektóre oczywiste, a niektóre całkiem nowe. przynajmniej dla bebeluszkowej głowy. tu kilka w telegraficznym skrócie. zatem naturalne wiórki i wióry:

1. zawsze wstają od stołu z lekkim niedosytem.
2. rozumieją, że lekki głód to nic strasznego 
3. są osobami aktywnymi 
4. nie leczą smutków jedzeniem
5. wybierają warzywa i owoce zamiast tłuszczu (przeciętnie: jedzą o jedna porcje owoców więcej niż osoby z nadwagą)
6. mają w miarę stałe zwyczaje żywieniowe 
7. potrafią kontrolować spontaniczne podjadanie 
8. lubią sobie pospać co najmniej 8 godzin

wiewiór potwierdza wszystko. i dodaje od siebie:

9. jedzą produkty w określonej kolejności. np. na obiad: najpierw ziemniaki, potem warzywa, na koniec mięso.

bebe ze zgrozą stwierdza, że punkt drugi to jej największy problem. ale podobno strach ma wielkie oczy. ale może ładne? bebe postanawia udać się na ekspedycję zapoznawczą z małym głodem! a w ramach przygotowań mała popołudniowa sjesta i przestawienie budzika o pół godziny później.

będę chuda...będę chuda....będę chuda!

i NIC już bebeluszka nie powstrzyma! hołk!

fanfary! i to podwójne!!!!

24.08.2010
oto co zabrzmiało w uszach bebeluszka pięć minut temu z ostatnim kliknięciem w magiczne słowo 'save'. bebe będzie doktorem! wiara w naukową karierę wróciła wraz z narodzinami setnej wersji pierwszej pierwszego rozdziału wiekopomnego dzieła. wersja sto-pierwsza powstanie tuż po otrzymaniu poprzedniczki zapełnionej czerwonymi bąblami profesorskiej krytyki. o to bebe się jednak nie martwi! najważniejszy, że kolejny kamień milowy osiągnięty! teraz odpoczynek zasłużony w hauptsztacie keczupowym....ach ten wiewiór.....a potem kierunek: dwusetna-pierwsza wersja wersji pierwszej rozdziału drugiego. ale! fanfary były podwójne. bo czynności zapisywania towarzyszyło miłe chrupnięcie pierwszego w życiu samodzielnie ukiszonego bebeluszkowymi rączkami ogórka! i to był najlepszy kiszony świata! najlepszy po mamowym. bebelo-mama, jak każda mama, robi przecież najlepsze. ale że bebeluszek kiszonym podołał, kwalifikuje go to (o zgrozo!) na przyszłą rodzicielkę. kandydatura została już złożona. a nawet wiewiórowym słowem przypieczętowana! realizacja chwilowo w sferach marzeń. głównie wiewiórowych. bo bebeluszek, po telewizyjnej edukacji wyspowej, pożegnał skutecznie i bez mrugnięcia okiem ochotę na akt powicia. choć i temu jest rada. wiewiór, w swej dzielności, zaofiarował się dokonać czynu przynoszenia potomka na ten piękny świat. ale że nie ma nic za darmo, bebe musi kilimandżaro przez dziewięć miesięcy budować. da się zrobić. nie ma to jak dobry plan! zwłaszcza zagryzany dobrym ogórkiem!

fanfary!!!!!

jest dobrze! czyli z każdym dniem bliżej do swetra

22.08.2010
plan wiewiórowy w toku. od wtorku kompulsów nie zaobserwowano. za to poprawę kondycji. zwłaszcza kolanowej. dni bezsłodyczowych 6. na dodatek i ku chwale międzynarodowej sceny naukowej (chwilowo) doktorat zwycięża z vitalią. a także z facebookiem, mahjong i innymi internetowymi słabościami. bebe jest z siebie dumna. krok po kroku zbliża się ku końcowi pierwszego rozdziału. czasem z językiem na brodzie, czasem z ołówkiem za uchem. budując przy okazji wokół monitora metropolie z kubków po herbacie i talerzy po owocach wyściełane chodnikami z notatek. wiewiór gotuje bezmięsny bigos dla wzmocnienia mózgowych mięśni obojga. jest dobrze.nawet aura całokształtowi sprzyja. poranny błękit do biegania, popołudniowe prysznice do pisania. marzenie o swetrze rzeczywistsze z każdym straconym pół-kilogramem. hołk!

fluktuacje wagowe, czyli wiewiór wkracza do akcji

20.08.2010
życie z kompulsami wygląda następująco:
1.08. - 65kg
6.08. - 63,7kg
13.08. - 66,6kg
20.08 - 64,2kg

nie tak trudno zgadnąć które pomiary są po tygodniach psychicznej rozpusty. od 13.08. do akcji wkroczył wiewiór. zaofiarował się na strażnika-faszystę i pasa nie popuszcza...zarządził co następuje (kolejność priorytetowa nieprzypadkowa):
1. bebe kończy z kompulsami
2. bebe biega
3. bebe słowotworzy codziennie

cele jasne też wyznaczono:
1.  wygładzenie bebeluszkowej podświadomości, która jak wiadomo wpływała niekorzystnie na ruchliwość kończyn dolnych.
2. wyrównanie, tudzież utrzymanie bebelowej wskazówki wagi na stałym tudzież spadkowym poziomie. fluktuacje choć spektakularne, spójrzmy prawdzie w oczy, są niesłychanie groźne dla zdrowia.
3. koniec z paniką, czyli małymi kroczkami do przodu. byle nie gapić się na tą wielka groźną górę z tabliczką doktorat.

tydzień według planu jak z bicza trzasnął. pierwsze efekty już widać....tylko wiewiór nieubłaganie co rano mruczy bebeluszkowi do ucha "to ile dzisiaj biegasz???".....chwała mu za to.

sweter

18.08.2010
bebe ćwiczy, ale się obżera. więc wychodzi na zero. i robi siebie w bambukową szarość. szarość, choć szlachetna, sama w sobie jest mdła. mdląco nijaka. ściśle: bardzo nie-bebeluszkowa. jeśli już to w połączeniu z silnymi emocjami. pewna siebie czerwień i melancholijny turkus sprawdzają się w tej roli najlepiej. ale bebe generalnie jest majowo-zielona w różowe groszki. a już z pewnością kocha zgrzyty barw dopełniających. szlachetne nieokrzesanie. w poszukiwaniu nowych wizualizacji, bebe wyimaginowała plażę. a na niej bikini (oczywiście w groszki) na 59 kilogramach bebeluszkowego ciała. wizja niestety rozmyła się wraz z pierwszymi kroplami deszczu. może stąd, że bebe nigdy bikini nie posiadała. od początku do końca, od półki sklepowej do rozgrzanego słońcem ciała. bebe nie umie się z bikini zidentyfikować. podążając garderobianym tropem natknęła się jednak na coś bardziej pobudzającego nerwy wyobraźni. sweter! włóczkowy na grubym oczku, otulający miękkimi warstwami bebeluszkową chudość. zjawisko to 59-kilogramowe mknie na rowerze przez parkowe ścieżki w złotych promieniach jesieni. esencja radości i sukcesu. akceptacji siebie i wiary. i te boskie kasztanowe oczy! a do tego, jak bebeluszkowe ciało zwiewny, najpiękniejszy, najdłuższy, najdelikatniejszy kaszmirowy szal. koniecznie śliwkowy! jak zwycięska flaga! to dopiero widok....bosko filmowy! a jakże namacalny! a potem jest kawa u babci greczynki, rządek kulek rafaello i kolejna część bebelo-opowieści pisana pomarańczowym tuszem w kwadratowym kajecie. bebe jest szczęśliwa. bo w takim kokonie nic się jej złego stać nie może. w nim magazyny wałów i wałeczków tracą status quo. bebe czuje się i bez nich bezpiecznie! precz z wałami! zamieniamy tłuszcz na najdroższy sweter! jeden z tych z manekina, co się go do spódnicy ołówkowej i najbardziej ponętnych wzorków rajstopowych nosi! bebe będzie zwiewna na jesień! i bardziej niż zwykle atrakcyjna! hołk!


foto by Andrzej Laskowski 

świat w liczbach

15.08.2010
znalezionych czterolistnych koniczynek(13tego w piątek): 15
znalezionych pięciolistnych koniczynek (a to rarytas): 4
na wadze (dziś rano): 65,3
spalonych od środy kilokali: 1616
obejrzanych babylon5: 2
przespanych babylon5: 3
zjedzonych słodyczy (wczoraj): 0
zmotywowanych do biegania wiewiórów: 1
przebiegnięte minuty w wiewiórowym towarzystwie: 70
ból kolan: na niższy pułapie
samopoczucie: dobre z tendencjami na bardzo

bebe znowu wybywa. dziś popołudniu będzie nadwornie z kamerą wśród artystów uwieczniać koncert muzyki minimalnej w słynnej hanowerskiej galerii. a potem hulaj dusza, życie jest piękne. czyli spotkanie po latach i urodziny współprzeżywaczki studyjnej niedoli. przewidywany powrót: wtorkowy poranek. hołk!

poważna sprawa

13.08.2010
- sprawa jest poważna - oznajmiła łagodnym głosem fretka-znachorka. bebeluszek zamarł leżąc na niewiarygodnie wygodnym materacu pod niewiarygodnie miękkim kocykiem. fretka zmierzyła bebeluszka poważnym wzrokiem:
- widzę u ciebie duże braki w sferze ziemi.
lekko skonfundowany bebeluszek nie mógł się zdecydować, parsknąć ze śmiechu, uciec, czy się przejąć.

a było to tak. mieszkańcy lasu, dowiedziawszy się o problemach kolanowych bebeluszka, poradzili mu wizytę u fretki-znachorki. poważanej specjalistki od masażu i medycyny chińskiej. bebeluszek, jako profesjonalny niedowiarek w siłę spirytualności duchowej, długo zmagał się z wykonaniem telefonu do fretki. jednak w przypływie frustracji spowodowanej nagłym spadkiem endorfin we krwi, sięgnął po słuchawkę i umówił się na wizytę.
i tak bebe pewnego sierpniowego poranka leżała pod kocykiem i czekała na zabieg. fretka-znachorka tymczasem zapaliła świeczkę, włączyła muzykę (gongi mnichów mung - przyp. autorki) i usiadła u wezgłowia łóżka. jedynym zadaniem bebeluszka był relaks. niewiele myśląc bebe postanowiła zamknąć oczy i rozluźnić wszystkie członki. szczerze mówiąc, bebeluszek bał się nieco oczy otworzyć. na wypadek gdyby przyłapał fretkę w komicznej pozie, co mogłoby z kolei doprowadzić do spirytualnego faux pas. więc bebe zaciska oczęta, a fretka-znachorka oddycha. głośno oddycha. kładzie łapki na bebelowym brzuchu. po czym bierze bebelowe dłonie i rusza nimi naprzemiennie w tył i przód. odchodzi. coś zapisuje. wraca i całość powtarza od nowa. i tak przez 40 minut. bebe nie zasnęła! a fretka-znachorka stwierdziła co następuje:

wszystkie problemy kolanowe bebe biorą się z braków podstawowych potrzebach życiowych bebeluszka (symbolizowanych przez sferę ziemi - przyp. autorki). bebe zdecydowanie za dużo martwi się o egzystencję. co gorsza nie poświęca czasu bebeluszkowi! a to prowadzi do skumulowania złych energii w lędźwiowej części kręgosłupa. a co za tym idzie, do napięcia mięśni w kończynach dolnych. połowa innych chorych kolan w stumilowym lesie boli z tego samego powodu. stąd operacje często nie przynoszą skutku...bo właśnie leczy się skutek a nie przyczynę. fretka-znachorka pogłaskała bebeluszka po ramieniu i zapewniła, że z tego da się wyleczyć. ale to długotrwały proces. bebeluszek stoi bowiem przed wielkim zadaniem: pokochać bebeluszka. bezgranicznie i bezwarunkowo. i pozwolić mu od czasu do czasu pobebeluszyć. bo bebeluszek jest tego warty. bo jeśli bebeluszek może być zdrowy i szczęśliwy, to dlaczego mu tego nie umożliwić? na dobry początek przepisuje się bebeluszkowi częste spacery po lesie. i regularne a nawet codziennie bebeluszenie w dowolnym kolorze, wymiarze i rodzaju. oraz wyłączenie katarynki negatywnych myśli.

bebeluszek jest pełen nadziei. po wizycie u fretki kolana przestały boleć. choć fretka ich nawet nie dotknęła. dwa dni później bebe biegała już po lesie!
bebe boi się. dziś był gorszy dzień. wieczorny kompuls. na wadze szatańskie 66,6....bebe tyje...depresja się rozrasta...kolana zaczynają boleć....

tak łatwo pozwolić katarynce grać czarna melodię. ale bebe jest uparta. po głowie tą katarynkę i na stos z nią! plan naprawczy czas zacząć. nie przejmować się chwilowo wagą. zadbać za to o bebeluszka. zdrowe jedzenie, sport, dużo snu i miłości :) odchudzaczkowe serce się kraje. strach przed nagłym spęcznieniem rośnie. strach przed utratą bebeluszka, tudzież jego kolan jednak większy.
na dobry początek zakupiono paczkę orzeszków cashew (podobno zawarta w nich niacyna ma moc przeganiania czarnych myśli), tabliczkę czekolady 90% kakao (na bardzo czarną godzinę) oraz 25 saszetek melisy (na co dzień i od zaraz). trzeba się bebeluszkiem zając, bo to poważna sprawa!

cudowne ozdrowienie czyli trzeba tylko uwierzyć :)

12.08.2010
stał się cud! a może to wizualizacja działa. od przybycia koali bebe uwierzyła w siłę swej podczaszkowej świadomości. jako profesjonalny niedowiarek postanowiła wystawić ją jednak na kolejną próbę. i zaczęła wyobrażać sobie, że znowu biegnie przez stumilowy las. całą trasę, krok po kroku. szelest liści pod stopami, audiobooka z fileasem foggiem w roli głównej, kolor podkoszulka, i powitalne okrzyki znajomego kruka. dzisiaj rano stał się cud! kolana ozdrowiały! na tyle, że po południu bebe poważyła się na ten szaleńczy krok i poszła biegać! tak! ta bebe co jeszcze 3 dni temu spała na podłodze, bo kolana odmawiały wspinaczki na piętrowe łóżko!
radość z biegania była niewyobrażalna! tak jakby ktoś oddał bebeluszkowi jego ukochaną zabawkę. 35 minut skondensowanego życia! i to w jakiej fantastycznej leśnej jakości! żeby było lepiej: wiewiór pohasał u boku bebeluszka! i było dobrze! bebe wraca do żywych! bebe jest w endorfinowym transie! bebe zaczyna snuć nieśmiałe nitki marzeń.....co by tu teraz wizualizować.....bebe w wersji 59kg? bebe w wersji terminator....a może bebe jako gorący kurczak z ukończonym doktoratem??? możliwości jest wiele, trzeba tylko dobrze wybrać życzenie....

gorący kurczak

biuro szefa wiewiórowego. szef za biurkiem i wyżynami papierkowej roboty. spogląda przez oszklone drzwi. widzi wiewióra w uniformie. słusznie, bo wiewiór za chwilę zaczyna wieczorną zmianę. ale wiewiór dzisiaj nie jest sam! u boku wiewióra zjawisko! nader seksowne. z rozwianym włosem, w czarnych szpilkach i śliwkowej sukience z niezwykle ponętnym dekoltem. zjawisko spogląda przez oszkloną ścianę, uśmiecha się do szefa pięknymi kasztanowymi oczami i ku jego zaskoczeniu macha wdzięcznie smukła ręką! szef zarumienił się po czubek wyspowej blond czupryny. obserwuje, jak wiewiór odprowadza zjawisko do toalety, po czym wraca i wchodzi do biura. szef wstaje podekscytowany i pyta (w wolnym tłumaczeniu z angielskiego......):

- wiewiór co to za gorąca laska* ?????!!!!
- zgadnij!
- no nie wiem! wow!!! kurcze! ale...ale co z bebeluszkiem????
- hmmm.....to jest bebeluszek!
- bebeluszek???? niemożliwe!!!  ja jej nie poznałem!!!!! to połowa bebeluszka!!!! ależ ona wypiękniała!!!!! te wyspy jej służą!
- raczej niechęć do wyspowego chleba i fitness klub jako jedyny dostępny program kulturalny...
- brak chleba???? chleb to to za czym najbardziej tęsknię.....
-......

* w oryginale użyto słów "hot chick", co dosłownie można by przetłumaczyć jako "gorący kurczak" (przyp. autorki).

podwójnie zakochana

11.08.2010
spotkali się przypadkowo. siedział w samym środku centrum handlowego obserwując mijających go ludzi. bebe, skuszona magią groszków i tęczowych paseczków, zmierzała właśnie do ulubionego działu rajstop i pończoch. tego dnia do konfekcji damskiej jednak nie dotarła.ona jak wydmuszka - krucha i jałowa. on pełen miękkości gotowej do adopcji.  bebe zatopiła palce w puszystym futerku. ciepło rozlało się z okolic bebelowego środka. otulona wewnętrznie tą jedwabną rozkoszą bebe spojrzała mu głęboko w oczy....po czym z żalem odwróciła się na pięcie. nicość jaką tego dnia ze sobą nosiła, zdążyła rozprzestrzenić się już na portfelowe wnętrze. w tym momencie pożałowała, że miłość i ciepło serca nie mają wartości pieniężnej.

bebe nie mogła o nim zapomnieć. odwiedzała go często. ze ściśniętym sercem przekraczając progi domu handlowego. jeśli go już nie będzie? zaraz wygarniała sobie samolubność i egoizm. przecież ktoś inny też może go pokochać. lecz nie tak jak ja! bebe popadała w lekką skrajność. a on? czekał.

wczoraj wieczorem wiewiór położył bebeluszka na swe kolana. poszurał plecakiem i położył zamszową miękkość na bebelowym policzku. to był on! ten sam!  z rożnych stron dochodziły bebeluszka najnowsze rewelacje na temat magii wizualizacji. bebeluszek to istota romantycznie-melancholijna, ale do transcendencji ma stosunek lekko podejrzliwy. od wczoraj jednak wierzy! całym swym jestestwem. to działa! jeśli czegoś bardzo się chce, to cały wszechświat sprzyja spełnieniu. choćby to był tylko pluszowy przyjaciel.



to był cudowny wieczór. wiewiór na sofce. bebe na kolanach wiewióra. puchaty na bebelowym brzuchu. nazwali go 'milis' (czyt. "milisz"). to po irlandzku 'słodki'. i w takim też nastroju, do późnych godzin nocnych czytali opowieści z celtyckich mitologii.

bebe jest zakochana. podwójnie. i bardzo jej z tym dobrze.

I spraw, Panie Boże, by te wszystkie kalorie poszły w piersi!

06.08.2010
zeszły piątek.
pofestiwalowo, przedweselnie, pokomulsowo bebeluszkowa waga pokazała nieprawdopodobne 65,7kg. bebe jakoś nie zauważyła zmiany. nadal mieściła się w szorty rozmiaru 36, miniówka leżała jak ulał a sukienka weselna jakże atrakcyjnie wypełniona.

wtorkowy poranek.
po 2 dniach przymusowej diety paluszkowej*, waga spadła do 64,5. bebe stoi przed lustrem. różnicy nadal nie widzi. przychodzi wiewiór. ogląda bebe. i oznajmia:
 - czy ci przypadkiem piersi nie urosły?! takie jakby większe...
bebe marszczy czoło. dotyka miękkich poduszeczek wypływających z nowego stanika. rzeczywiście. 3 tygodnie temu nic się z niego nie wylewało. bebe stoi oniemiała. wiewiór tymczasem odpłynął wraz z poduszeczkami:
- to schudniesz najpierw do 57, a potem najesz się na umór i wszystko pójdzie w piersi!

piątek czyli dziś.
na wadze 63,7. bebe wraca do pionu. balkon okruszkowy nadal w wersji powiększonej. dla odmiany boli drugie kolano.tym razem bebe się nie da. hołk.

* mimo wszystko nie zaleca się stosowania diety paluszkowej w celu trwałej utraty masy ciała. dieta ta grozi raczej utratą niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania jednostki cielesnej minerałów, witamin, tkanki mięśniowej, wody a ponad to zdrowych zmysłów. skutek uboczny: jadłowstręt paluszkowy, obsesyjno - kompulsywna mania ogórkowa.

słono czyli diety paluszkowej ciąg dalszy

05.08.2010
należy się errata. dieta paluszkowa to nie jest dieta cud. bebeluszkowe klepki, może z powodu upałów lekko poluzowane, ale jeszcze na swoim miejscu. dieta paluszkowa jest tylko dla ludzi chorych. głównie tych ze schorzeniami jelita, lub (jak bebeluszek) z grypą żołądkową spowodowaną nader wymagającym zarazkiem. zarazek trafił się vipowski. przez 2 dni tolerował jedynie paluszki z solą o obniżonej zawartości tłuszczu i wodę. teraz mu się znudziło i domaga się kleiku. wiewiór dzielnie rozgotowuje. co się da. głównie ryż. od dziś też warzywa. delicje te warzywa. takie mokre! bebeluszek pławi się w tej mokrości. właściwie produkcja mokrości w bebeluszkowie ostatnio nadwyżkowa. bebe najchętniej dryfuje. głównie na falach mórz słonych. gdzieś między archipelagiem niespełnienia i wyspami czarnej rozpaczy. przykryta zielonym kocykiem rozmyśla nad istotą swej bebeluszkowatości i czeka na przychylne wiatry. bosman wiewiór dmucha lekko w bebeluszkowe żagle, zmienia kierunek na przylądek dobrej nadziei  i szepcze "powiosłować?"

dieta paluszkowa

02.08.2010
dieta paluszkowa składa się w dwóch faz. w fazie pierwszej dozwolone są wyłącznie paluszki. najlepiej z solą. do tego dużo wody. najlepiej hektolitry. ewentualnie zaleca się niewielkie ilości coca-coli. tudzież herbaty anyżowo-koperkowej. faza pierwsza trwa od 1 do 3 dni.w fazie drugiej, oprócz paluszków, dozwolone są następujące produkty: suchy chleb i białe bułki. a  wersji dla vipów sucharki.ugotowane jabłka. rozgotowany ryż oraz wyśmienita papka marchewkowa.

bebe jest w fazie pierwszej. oprócz utrzymywania diety sił starcza jej jedynie na przekopywanie stosu komiksów na zacisznym tronie. wiewiór uzupełnia zapasy paluszków i kopru włoskiego. mieszkańcy i goście stumilowego lasu jednak w pełni sił. to nie weselna biesiada. kamienie z serc prosiaczka i kubusia łupnęły o ziemię z wielkim hukiem. oczy rosną jednak w obawie przed grasującym zarazkiem. cdn.......

Auto Post Signature

Auto Post  Signature